Reklama

Rząd chce sprawdzić wydane już warunki przyłączenia OZE do sieci. Branża protestuje

Rząd przyjął niedawno projekt tzw. ustawy sieciowej, która mają usprawnić proces przyłączania instalacji OZE do sieci elektroenergetycznych. Nowe propozycje jednak podwyższą istniejące opłaty. Część branży OZE protestuje przeciwko tym zmianom i zarzuca rządowi, że chce zabrać branży OZE tzw. prawa nabyte, a więc przyznane już warunki przyłączenia do sieci. Ministerstwo Energii podkreśla, że bez weryfikacji wydanych już warunków przyłączenia, sieci nie będą odblokowane.

Publikacja: 13.01.2026 21:34

Rząd chce sprawdzić wydane już warunki przyłączenia OZE do sieci. Branża protestuje

Foto: Angel Garcia/Bloomberg

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie zmiany planuje wprowadzić rząd w procesie przyłączania OZE do sieci elektroenergetycznych?
  • Dlaczego branża OZE protestuje przeciwko nowej ustawie sieciowej?
  • Jakie są argumenty Ministerstwa Energii na rzecz konieczności wprowadzenia nowych regulacji?
  • Jakie skutki przewiduje się w związku z zaostrzeniem wymogów dotyczących przyłączeń OZE?
  • Jakie są potencjalne konsekwencje dla inwestorów w kontekście praw nabytych?
  • Jak zmiany mogą wpłynąć na koszty związane z przyłączeniem OZE do sieci?

Zdaniem Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR) skupiającej małe i średnie firmy z branży OZE, projekt ustawy sieciowej, który na początku stycznia przeszedł przez Radę Ministrów, to radykalna próba wyczyszczenia rynku, by uwolnić moce dla kolejnych zainteresowanych. – Projekt ten wprost uderza w rodzime przedsiębiorstwa, podnosi ryzyko inwestycyjne, co podnosi koszt kapitału oraz finalnie koszt energii. Regulacja wprowadza działanie prawa wstecz w stosunku do już rozpoczętych projektów, narusza prawa nabyte i przede wszystkim narusza zaufanie inwestorów do państwa. Proponujemy podejście oparte na weryfikację postępu projektu zgodnie z zapisami zawartych umów przyłączeniowych – pisze Izba w liście do premiera Tuska w tej sprawie. Ministerstwo Energii na zorganizowanej konferencji prasowej odrzuca te zarzuty i wyjaśnia, dlaczego ustawa w tym kształcie jest niezbędna, aby z jednej strony odblokować przyłączenia OZE do sieci, a z drugiej, aby nie obciążać za bardzo odbiorców końcowych wyższymi opłatami sieciowymi (dystrybucyjnymi).

Nie walka z rynkiem, a jego uporządkowanie

Celem projektu ustawy sieciowej jest uczynienie modelu przyłączenia OZE do sieci bardziej transparentnym, przejrzystym i prostszym. To jest pewien koszt, ale koszty są dzisiaj istotne. Płacimy je w ostatecznym rachunku za energię. – Widzimy, jak zmieniają się ceny projektów OZE z warunkami przyłączenia. To nie tylko koszty kapitału, ale także właśnie koszt przyłączy do sieci. Dzisiaj system pozwala na rozwój mniejszych, ale wyspecjalizowanych podmiotów z branży OZE. To samo w sobie jest pozytywne. Chcemy, aby system wydawania pozwoleń był jak najbardziej przejrzysty. Chcemy podłączać te inwestycje, które mają największą szansę na realizację. Chcemy uniknąć blokowania miejsca przyłączy przez projekty, które nie są rozwijane, a tylko są przedmiotem handlu. Te problemy występują nie tylko w Polsce, ale także w całej Europie – mówi Wojciech Wrochna, wiceminister energii, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Ile projektów ma warunki przyłączenia do sieci?

Jak wynika z danych Ministerstwa Energii, dzisiaj mamy ponad 240 GW mocy w wydanych warunkach przyłączenia do sieci. Z tej liczby ponad 150 GW to samo OZE, a 90 GW to magazyny energii. W liczbie 240 GW jest 36 GW mocy w instalacjach, które już pracują, a kolejne 50 GW to inwestycje, które z dużym prawdopodobieństwem zostaną zrealizowane. – Zakładamy więc, że w wyniku reformy przyłączeniowej nawet 150 GW mocy przyłączeniowych może zostać odblokowanych, dla tych inwestorów, którzy faktycznie chcą się przyłączyć i wybudować OZE czy magazyny energii. Są w Polsce podmioty, które na samą fotowoltaikę dysponują warunkami przyłączenia o mocy 30 GW. Mowa tylko o jednym podmiocie – wskazuje minister.

Czytaj więcej

OZE wymusza rewolucję w zarządzaniu energetyką. PSE chcą zwiększyć nadzór
Reklama
Reklama

– Dzisiaj doszliśmy praktycznie do limitu możliwości wydawania warunków przyłączenia do sieci, a wielu projektów nie realizuje się. Potrzebujemy realizować kolejne projekty, aby obniżać ceny energii oraz obniżać emisję – dodaje.

Opłaty mają odsiać inwestorów od spekulantów

Dzisiaj, składając warunki o przyłączenie projektu OZE do sieci, obowiązkowe jest wnoszenie zaliczki, która od 17 lat – jak wskazuje resort energii – nie była zmieniana, a koszty przyłączenia wzrosły drastycznie. Rozwiązania mają polegać m.in. na zwiększeniu kwoty zaliczki na poczet opłaty za przyłączenie z 30 zł na 60 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej. – Poza podwyższeniem tej opłaty wprowadzamy kolejną opłatę za rozpatrzenie wniosków, co wynika z kosztów po stronie operatora sieci, który sprawdza taką możliwość. Maksymalna opłata będzie wynosiła 100 tys. zł. To żmudny proces, w który zaangażowana jest setka ludzi po stronie operatorów sieci. Chcemy dzięki temu odsiać podmioty, które nie myślą poważnie o realizacji, a bardziej o spekulacji, a więc firmy deweloperskie, które projekty rozwijają do fazy gotowych do budowy i je sprzedają. Nie jesteśmy przeciwni temu modelowi, ale nie chcemy, aby miały one monopol – podkreśla wiceminister energii. Zdaniem resortu, jeśli wprowadzona będzie presja realizacji tych projektów na podmioty deweloperskie, stracą ten monopol. – Dla przykładu ponad 50 proc. warunków przyłączeniowych jest w ręku 10-12 firm – wymienia wiceminister.

Czytaj więcej

Energetyka bez paliw kopalnych? PSE chcą być gotowe za 10 lat

Ministerstwo Energii chce także zmobilizować inwestorów do szybszej realizacji projektu. – Dzisiaj podmioty mają 2 lata na podpisanie umowy przyłączeniowej. Chcemy doprowadzić do tego, aby o warunki przyłączenia występowały podmioty, które rzeczywiście chcą realizować projekty, dlatego też chcemy skrócić ten okres z 24 na 12 miesięcy, aby szybciej przyłączać OZE do sieci – podkreśla Wrochna.

– Wprowadzamy zabezpieczenie wykonania warunków przyłączenia oraz tzw. kamienie milowe, konieczne do osiągnięcia warunków przyłączenia. Dzisiaj niektórzy operatorzy wymagają już w umowach przyłączeniowych konkretnych zabezpieczeń. Teraz chcemy, by to był wymóg ustawowy. W projekcie ustawy definiujemy okres na pozyskanie ostatecznego pozwolenia na budowę konkretnych instalacji inwestora. Jeśli to nie zostanie zrealizowane, umowy wygasną z mocy prawa. Liczymy, że dzięki temu rozwijane będą te projekty, które są realne, a nie spekulacyjne – podkreśla rządowy pełnomocnik.

 Zamach na prawa nabyte inwestorów? Rząd zaprzecza 

Co ważne, firmy, które mają już warunki przyłączenia (a nie mają jeszcze umowy przyłączeniowej) będą musiały dostosować się do nowego prawa. Resort energii odpiera zarzuty, że to zagrożenie dla praw nabytych. – Na etapie wydania warunków przyłączenia nie są znane szczegółowe warunki zawarcia umowy, a treść jej zobowiązań może ulegać modyfikacji do momentu podpisania umowy. Bez umowy nie ma zatem jej ostatecznych elementów, zobowiązań, a więc nie ma praw nabytych – podkreśla Wrochna.

Reklama
Reklama

Rodzi się pytanie, czy te zmiany faktycznie zmniejszą kolejkę oczekujących, skoro i tak decydująca jest umowa przyłączeniowa, a nie warunki przyłączenia. – Zgodnie z obecnym prawem, warunki przyłączenia są ważne dwa lata. W ramach umowy przyłączeniowej operator sieci i inwestor uzgadniają datę wybudowania instalacji. Te daty są obecnie odległe. Liczymy jednak, że dzięki wyższym wymogom wejścia, oczekujących projektów będzie mniej i czas realizacji przez inwestorów faktycznie skróci się – mówi Wrochna.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które podzielało część krytycznych argumentów branży OZE, wskazuje, że wyższe opłaty przy staraniu się o warunki przyłączenia oznaczają, że np. przy instalacji o mocy 125 MW wytwórca będzie zobligowany zapłacić kwotę około trzyipółkrotnie wyższą od obecnej. Są to wzrosty z 3 mln zł do nawet 10,6 mln zł.

Wiceminister energii Wojciech Wrochna przyznaje, że taki wzrost kosztów jest możliwy, ale inwestor i tak będzie musiał je ponieść w obecnym stanie prawnym, tylko nieco później. – My tylko przesuwamy moment poniesienia tych kosztów, które inwestor i tak będzie musiał ponieść – z etapu umowy przyłączeniowej, na etap wcześniejszy, uzyskania warunków przyłączenia – wyjaśnia minister.

Co ważne, resort klimatu i środowiska na Radzie Ministrów głosował za projektem ustawy sieciowej, która trafi teraz do prac Parlamentu.

OZE
Ustawa sieciowa na posiedzeniu rządu. O co toczy się spór?
OZE
Wiatrowi giganci z Europy nie odpuszczą Trumpowi. Idą do sądu
OZE
Ułatwienia dla wiatraków? Rząd po cichu wprowadzi nowe regulacje
OZE
Wiatr i słońce na cenzurowanym. Trump kontra OZE
OZE
Aukcje dla morskich wiatraków rozstrzygnięte. Cena jest zaskoczeniem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama