Przymusowe wyłączenia instalacji OZE to ostateczny środek zaradczy stosowany na polecenie Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Sięga się po niego w momencie, gdy produkcja energii przewyższa zapotrzebowanie, a system nie ma już innych sposobów bilansowania rynku. Mechanizm ten w największym stopniu dotyka fotowoltaikę. Z danych, którymi dzieli się WNP, wynika, że zjawisko nasila się z roku na rok. W 2023 r. ograniczenia wyniosły niespełna 71 GWh, w 2024 r. około 734,5 GWh, a w 2025 r. już 1320 GWh.
Czytaj więcej
– OZE tylko przyczynia się do wysokich cen energii w Polsce, dlatego że jest dodatkiem. Kiedy fotowoltaika w ogóle produkuje prąd, bo zimą tego nie...
Rosnące straty i coraz większa presja na system
Według ekspertów wyłączenia OZE stały się skutkiem ubocznym szybkiej transformacji energetycznej. Największe redukcje pojawiają się latem, w środku dnia, gdy produkcja z fotowoltaiki jest bardzo wysoka. Jak wygląda sytuacja w tym roku? Do końca lutego ograniczono już 77 GWh, czyli o 66 proc. więcej niż rok wcześniej w tym samym okresie. W ciągu pierwszych dwóch dni marca redukcja wyniosła 27 GWh.
Jak przyznają eksperci rozmawiający z portalem WNP, problem tkwi w niedostosowaniu infrastruktury sieciowej i niewystarczającej elastyczności systemu. Konsekwencji wyłączeń OZE jest sporo, choć wskazuje się głównie na marnowanie energii oraz potencjału OZE.
Czytaj więcej: Nadchodzi plaga wyłączeń fotowoltaiki i wiatraków. Zapowiada się kolejny niechlubny rekord