Tytaniczne zadanie napełnienia europejskich magazynów "pod korek" przed zimą zostało w zasadzie wypełnione. W ostatnią sobotę stan magazynów UE wynosił ponad 94 proc. (najgorzej sytuacja wyglądała na Łotwie, gdzie magazyny wypełnione są w niespełna 57 proc.), co oznacza, że Europa jest całkiem nieźle przygotowana do zimy.

Ale sztuka polega nie tylko na wypełnieniu magazynów, ale też zaspokajaniu bieżących potrzeb bez konieczności naruszania zapasów zgromadzonych w magazynach - przynajmniej tak długo, jak to będzie możliwe. W efekcie do Europy wciąż napływają partie paliwa w postaci LNG zamówione przez poszczególne państwa w ostatnich miesiącach. I jest ich całkiem sporo: jak wskazuje BBC, według obliczeń Frasera Carsona, analityka agencji Wood Mackenzie, w październiku na szlakach pojawiło się 268 gazowców z ze zmrożonych do co najmniej -160 stopni Celsjusza LNG w ładowniach. To znacząco więcej niż uśrednione 241 w poprzednich miesiącach. Według Carsona, 51 takich jednostek czekało już u wybrzeży Europy na rozładunek.

Luki na mapie

Zdaniem ekspertów, rozładowanie tego "korka" na redach europejskich portów może potrwać ponad miesiąc - o ile założymy, że nie będzie przybywać kolejnych gazowców z ładunkiem. Jak wskazuje magazyn "Gas World", w Europie mamy pod względem infrastruktury przystosowanej do odbioru i przerobu LNG niemały bałagan. Przykładowo, ponad trzecia część ogólnej liczby takich obiektów znajduje się w Hiszpanii (37 proc.). Kolejna na liście Francja dysponuje może połową możliwości Hiszpanów. Wśród znaczących graczy można by jeszcze wymienić Włochów, Niderlandczyków czy Belgów - ale w ich przypadku mowa już o piątej czy szóstej części hiszpańskiego potencjału. Reszta krajów posiada np. jedną jednostkę regazyfikacyjną (jak Polska w Świnoujściu) lub nie ma ich wcale (jak Niemcy).

Czytaj więcej

Gaz z Norwegii już płynie do Polski przez Baltic Pipe

Brakuje nie tylko punktów odbioru LNG, ale też stosownych połączeń gazociągowych, które pozwalałyby sprawnie rozesłać odebrany - i przetworzony z postaci płynnej do lotnej - gaz po Europie. Dotyczy to w szczególności właśnie Hiszpanii, która jest świetnie przygotowana do odbioru LNG na własne potrzeby, a znacznie gorzej - wysyłania go do sąsiadów na wschodzie.

Odwrotnie z kolei jest w przypadku np. infrastruktury magazynowej. Największe europejskie kraje - Niemcy, Francja, Włochy, ale też Niderlandy i Austria - posiadają największe magazyny gazu, w sumie jakieś 75 proc. wszystkich możliwości magazynowych Europy. Podczas gdy wiele mniejszych państw posiada zaledwie symboliczne możliwości w tym zakresie.

Trwa, co prawda, gwałtowna rozbudowa infrastruktury. Dziś Europa ma możliwość odbioru i regazyfikacji ok. 158 mld m sześc. surowca. Liczba ta zostanie powiększona o kolejne 100 mld m sześc., gdy dobiegną końca wszystkie zaplanowane i realizowane obecnie inwestycje. Błyskawicznie rozwinąć swoją infrastrukturę próbują choćby Niemcy, którzy kupują pływające gazoporty (FSRU, floating storage regasification units), ale też próbują w szybkim tempie przystosować do nowych zadań gazowce na stałe usytuowane w dokach. Te ostatnie jednostki mają być gotowe do pracy w perspektywie kilku miesięcy.

Czytaj więcej

Ropa naftowa. OPEC ma złą prognozę dla Rosji

Szał zakupów

Świnoujski terminal daje Polsce możliwość odbioru 5 mld m sześc. gazu rocznie, z realizowaną właśnie możliwością rozbudowy tego potencjału o połowę - do 7,5 mld m sześc. gazu rocznie. Teoretycznie, kontrakt ma zostać zrealizowany do końca 2023 r. Ale też koncern PGNiG zawarł 10-letnią umowę na usługi regazyfikacyjne z portem w Kłapejdzie - porozumienie obejmuje przerób pół miliarda m sześc. surowca rocznie.

W całej Europie trwa taka gwałtowna mobilizacja. Zgodnie z oficjalnymi komunikatami rozmaitych państw, w najbliższych latach powstanie co najmniej 25 pływających terminali FSRU - z czego pięć w Niemczech (w październiku podpisano umowę na pierwszy, zlokalizowany w Brunsbuettel, z potencjałem przerobu rzędu minimalnie 8 mld m sześc., z opcją rozbudowy do 10 mld m sześc.). Podobnie ambitne plany ma Grecja (również 5 FSRU), a także Niderlandy (dwie instalacje, z czego pierwsza powinna rozpocząć prace jeszcze w 2022 r.), Włochy (4 instalacje), Irlandia (2). Pojedyncze nowe FSRU planują też Francja, Finlandia, Estonia, Cypr i Polska.

Te decyzje inwestycyjne jasno pokazują, jaką linię obrony Europa przyjmuje w obliczu kryzysu energetycznego: będzie nią LNG. Biorąc pod uwagę znaczne poruszenie w stoczniach dalekowschodnich, które w szybkim tempie rozbudowują flotę gazowców, można zakładać, że energetyka będzie w najbliższych latach opierać się na potencjale LNG, a nie powiększaniu tradycyjnej infrastruktury gazowej łączącej Europę z dostawcami surowca w jego tradycyjnej postaci.