Z naszych informacji wynika, że mechanizm będzie się składał z trzech części. Pierwsza, najważniejsza dla Polski, to Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Komisja Europejska proponuje, żeby znalazło się w nim 7,5 mld euro dodatkowych (ponad to, co jest już w planowanym unijnym budżecie) pieniędzy. Do tego każdy kraj musiałby dołożyć przynajmniej 1,5 raza otrzymanej kwoty ze swojej koperty z polityki spójności. Czyli jeśli Polska dostałaby np. 2 mld euro (co jest prawdopodobną, ale niepotwierdzoną kwotą), to musiałaby dodatkowo na ten cel przesunąć 3,5 mld euro z zaplanowanych dla niej pieniędzy na politykę spójności. Mogłaby przesunąć ich więcej, do maksimum trzykrotności, czyli w tym hipotetycznym scenariuszu do 6 mld euro. Poza tym każdy kraj musiałby do tego dołożyć pieniądze z własnego budżetu według normalnych zasad współfinansowania jak w polityce spójności, czyli od 30 do 45 proc. wartości projektu, w zależności od zamożności regionu. W sumie szacuje się zatem, że ten fundusz mógłby wynieść od 30 do 50 mld euro.
Pozostałe dwie części Mechanizmu Sprawiedliwej Transformacji to tzw. program sprawiedliwej transformacji, którego celem jest przyciąganie – z pomocą unijnych gwarancji – prywatnych inwestycji. Szacuje się je na 30–45 mld euro. I trzecia część to specjalne pożyczki Europejskiego Banku Inwestycyjnego dla sektora publicznego, które mają dać inwestycje warte od 25 do 30 mld euro. Z tych dwóch części Polska oczywiście też będzie mogła korzystać, tradycyjnie jednak kraje biedniejsze bardziej są zainteresowane dotacjami niż pożyczkami.