Stanisław Gawłowski, KO: Atomu w Polsce doczekamy się najwcześniej za 20 lat

Odchodzący rząd ukrywał, że elektrownia atomowa w Polsce powstanie w latach 40. Jej budowa jest potrzebna, ale energia z atomu za dziewięć lat jest nierealna – mówi Stanisław Gawłowski, senator RP z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

Publikacja: 05.12.2023 03:00

Stanisław Gawłowski, KO: Atomu w Polsce doczekamy się najwcześniej za 20 lat

Foto: PAP

Odchodzący rząd zakłada budowę elektrowni jądrowej do 2033 r. To realna data?

Budowa elektrowni jądrowej w Europie – i to w krajach, które mają doświadczenie i technologie – trwa około 17 lat, a my chcemy wybudować od zera elektrownię w dziewięć. To nie są realne daty. Takie harmonogramy budowy nie zdarzały się ani w Europie, ani w USA, a jedynie w Azji. My jednak nie mamy jeszcze kadr, wiedzy i doświadczenia.

Jednocześnie do strategii wpisano małe reaktory jądrowe, które miały rozpocząć pracę za sześć lat. To także niepoważne założenia. Nie można przecież na twardo wpisywać do strategii technologii będących jeszcze na etapie badawczym, gdzie ani jeden reaktor jeszcze nie pracuje. Nie ma także decyzji o dopuszczeniu takiej technologii do przemysłowej realizacji.

Oczywiście, najlepszym scenariuszem byłaby realizacja projektu jądrowego już w 2033 r., ale przez indolencję ustępującego rządu będzie to bardzo trudne do realizacji, a w mojej opinii – po prostu nierealne.

Czytaj więcej

Elektrownie atomowe: Niemcy mądrzy po szkodzie

Wielu rzeczy po prostu nie zrobiono, aby się to mogło wydarzyć. Zmarnowano czas. Podchodzimy do tej kwestii odpowiedzialnie i dlatego będziemy robić audyt. Mocno chcę jednak podkreślić, że o żadnym wstrzymaniu projektu jądrowego nie ma mowy. Wręcz przeciwnie – zespoły merytoryczne już pracują…

Mamy już jednak decyzję lokalizacyjną, środowiskową…

… są to jednak – wedle mojej wiedzy – decyzje nieprawomocne. Jestem przekonany, że będą one zaskarżone. Tak czy inaczej, ich realizacja będzie dopiero możliwa po uprawomocnieniu decyzji środowiskowej w drugiej instancji. Nie sposób jednak bez dokładnej analizy dokumentów, do których nie mamy jeszcze dostępu, przewidzieć rzeczywistych terminów.

Musimy się również przygotować na możliwość kolejnych skarg, tym razem skierowanych do sądów powszechnych. Taka sytuacja będzie miała miejsce, ponieważ nie wszyscy w Polsce i na świecie popierają rozwój energetyki jądrowej. Jako państwo będziemy musieli odpowiedzialnie stawić czoła tym wyzwaniom.

Mały atom nie jest realny?

Chciałbym, aby ta technologia jak najszybciej była wdrożona do eksploatacji i widzę ją w polskiej architekturze energetycznej, ale nie w tym harmonogramie, o którym mówi odchodzący rząd.

Polityka energetyczna Polski do 2040 r. w wersji odchodzącego rządu, do której jest wpisany SMR, jest nierealna. Ambitne pomysły realizacji w Polsce małych reaktorów jądrowych zderzają się z rzeczywistością. Trwają nadal prace badawcze, a żaden z tych projektów jeszcze nie powstał. Nie ma jeszcze oficjalnej decyzji o dopuszczeniu takich projektów do eksploatacji.

Czytaj więcej

Amerykanie nie wejdą z kapitałem do polskiego atomu? Rząd znalazł alternatywę

Projekty te powinny być realizowane, ale przecież plany inwestycyjne powinny pojawić się dopiero wtedy, gdy takie elektrownie zostaną dopuszczone do eksploatacji. Do tego czasu nie można tych technologii uwzględniać w strategii energetycznej inaczej niż w postaci opcji. Prace projektowe powinny zostać zakończone w Stanach Zjednoczonych najwcześniej w 2027 roku. Wówczas takie decyzje będzie można podejmować odpowiedzialnie.

A co z projektem polsko- -koreańskim w Pątnowie jako przedsięwzięciem w formie publiczno-prywatnej?

Realizacja tego projektu także jest wątpliwa, a wynika to z niedostatecznych możliwości chłodzenia. Miejscowe zbiorniki w Pątnowie są zbyt małe, a Wielkopolska jest dodatkowo terenem zmagającym się z pogłębiającymi się problemami z dostępem do wody. Będziemy się temu bardzo szczegółowo przyglądać, bo docierają do nas bardzo niepokojące sygnały.

Czyli kolejna lokalizacja dla drugiej elektrowni znowuż byłaby nad morzem?

Niewykluczone że tak. Pierwsze trzy (proponowane – red.) lokalizacje były ulokowane nad morzem. Nie wyklucza to jednak lokalizacji na obszarze zamkniętym, takim jak sztuczne jezioro, np. Bełchatów. Wskazane byłoby wręcz „rozsianie” takich obiektów po Polsce, choćby ze względu na wyprowadzenie mocy.

Co do Bełchatowa są tam możliwości budowy elektrowni – biorąc pod uwagę możliwości chłodzenia – i zainstalowania 2 GW mocy w atomie. W Pątnowie takie możliwości są, ale raczej na małe reaktory jądrowe.

Każdego inwestora, który chce nam sprzedać technologię, trzeba zapytać, jak chce chłodzić elektrownie. Na razie takiej możliwości w Pątnowie – jako były wiceminister środowiska – nie widzę. Jeśli są jednak techniczne możliwości, to rozmawiajmy.

Jak na razie jednak w przestrzeni publicznej takiej dyskusji nie słyszałem. Słyszałem tylko o możliwych 3 GW mocy zainstalowanej. Moim zdaniem to mało realne, a mocy w najlepszym wypadku będzie znacznie mniej.

Jeśli atomu na początku lat 30. nie będzie, to co będzie zastępowało węgiel?

Mówimy tylko o jednej elektrowni, która sprawy nie załatwia. Zapotrzebowanie na energię będzie rosło w związku z elektryfikacją ciepłownictwa i transportu. W energetyce węglowej mamy ok. 34 GW mocy zainstalowanej. Już po 2025 r. trzeba będzie część takich źródeł wyłączyć. Do 2033 r. będzie trzeba wyłączyć prawdopodobnie nawet 20 GW.

Część z bloków węglowych trzeba nadal modernizować, przechodzić na gaz i szukać innych źródeł – jak wodór – co będzie stabilizować dostawy energii. Najszybciej jednak możemy realizować inwestycje w odnawialne źródła energii i magazyny energii, bo pozwoli nam to złagodzić skutki braku mocy na początku lat 30.

Jak zmodernizować węgiel, skoro Komisja Europejska nie zgodzi się na pomoc publiczną dla takiego „brudnego” źródła energii?

Trzeba w końcu zacząć rozmawiać. Jest na to pomysł. Jeśli przekażemy Komisji jasny plan odchodzenia od węgla, jest na to szansa. Jeśli wskażemy w dokumencie konkretne, realne daty odchodzenia od węgla, to Bruksela nie będzie oponować.

Oczywiście, nie wyobrażam sobie decyzji politycznej w postaci jasnej zgody na pomoc publiczną dla węgla, raczej prognozowałbym nieformalne porozumienie. Czyli odchodzimy od węgla, ale stopniowo i konsekwentnie, a Komisja w akcie dobrej woli nie występuje z procedurą złamania pomocy publicznej.

Tego typu realna polityka była dla odchodzącej ekipy czymś nieosiągalnym, bo nikt na świecie nie traktował ich poważnie. Dla nas jest to w zasięgu ze względu na wiarygodność.

Czy i kiedy możemy zobaczyć na rynku energię elektryczną z atomu?

Będziemy korzystać z wszystkich dostępnych rynkowych mechanizmów, żeby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polakom – ale musimy bezwzględnie postawić na odtworzenie mocy po zmierzchu starych elektrowni węglowych.

Czy zatem Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego jest konieczna?

Proces wydzielenia węgla jest potrzebny. Sama koncepcja NABE byłaby jednak tylko i wyłącznie powtórzeniem scenariusza z kopalń. Nie dochodziłoby do żadnych zmian i modernizacji. NABE przekładałoby się na drogą energię elektryczną i monopol jednego dużego dostawcy.

Jednocześnie spada przecież wydobycie węgla – teraz to ok. 50 mln ton. Powstanie NABE w dotychczasowym kształcie to utrzymanie mocy węglowych bez żadnej wizji co dalej. Trwano by przy węglu przy jednoczesnym spadku wydobycia. To prosta recepta na uzależnienie się od importu węgla. Nie chcemy do tego dopuścić.

NABE nie była pomysłem na modernizację, a tylko na trwanie. Bruksela nie zgodziłaby się na taki wariant. Mamy na to pomysły. Będziemy je wkrótce przedstawiać.

CV

Stanisław Gawłowski jest doktorem nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarządzaniu. Od 16 listopada 2007 r. do 15 czerwca 2015 r. pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska. Jako poseł na Sejm VIII kadencji (2015–2019) był przewodniczącym Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. W wyborach parlamentarnych w 2023 r. uzyskał mandat senatora z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

Odchodzący rząd zakłada budowę elektrowni jądrowej do 2033 r. To realna data?

Budowa elektrowni jądrowej w Europie – i to w krajach, które mają doświadczenie i technologie – trwa około 17 lat, a my chcemy wybudować od zera elektrownię w dziewięć. To nie są realne daty. Takie harmonogramy budowy nie zdarzały się ani w Europie, ani w USA, a jedynie w Azji. My jednak nie mamy jeszcze kadr, wiedzy i doświadczenia.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Atom
Koreańczycy wygrywają bój o atom w Czechach
Atom
Rosatom opuścił Niemcy. Już tam nie zarobi
Atom
Atom w Koninie ofiarą poślizgu rządowych dokumentów
Atom
Nadchodzi era atomu w UE. Potrzeba tylko jednego
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Atom
Rosatom stracił pieniądze w Turcji. Co dalej z budowaną atomówką?