Zwały coraz większe
To, co tak mocno denerwuje związkowców, to rosnące zapasy niesprzedanego węgla. Na koniec grudnia na przykopalnianych zwałach leżało już 5,2 mln ton surowca, z czego około 2,5 mln ton pochodziło z Polskiej Grupy Górniczej. Zapasy były więc dwa razy wyższe niż na koniec 2018 r. Według związkowców zablokowanie importu rozwiązałoby problem rosnących zwałowisk. Problem w tym, że Polska, będąc członkiem Unii Europejskiej, nie ma możliwości samodzielnego wprowadzenia embarga na import czarnego paliwa. Eksperci dodają, że i tak nie rozwiązałoby to problemów polskiego górnictwa, którego główną bolączką są rosnące koszty produkcji, w tym koszty płac.
– Wysoki import węgla nie powinien dziwić, ponieważ zagraniczny surowiec jest dziś tańszy niż polski. Ceny czarnego paliwa na światowych rynkach dużo szybciej reagują na to, co dzieje się w gospodarce. A ponieważ popyt na węgiel w Europie słabnie i dodatkowo spadły ceny ropy naftowej, to w ślad za tym mocno obniżyły się także ceny węgla – tłumaczy Michał Sztabler, analityk Noble Securities.
Te czynniki mają natomiast niewielki wpływ na polski indeks cen. W całym 2019 r. średnia wartość krajowego indeksu węgla dla elektrowni zawodowych wyniosła 261,42 zł/t. To prawie o 10 proc. więcej niż w 2018 r. i aż o 27 proc. więcej niż dwa lata wcześniej. Rosły też ceny dla ciepłowni, które sięgnęły w minionym roku 309,78 zł/t – o ponad 5 proc. więcej niż w 2018 r. i o 29 proc. więcej niż w 2017 r. W tym samym czasie ceny węgla w największych europejskich portach spadały. W IV kwartale minionego roku płacono za niego średnio 56 dolarów (około 221 zł) za tonę, czyli o 40 proc. mniej niż w tym samym okresie 2018 r.
– Skoro więc energetyka może kupić paliwo za granicą taniej, a do tego często lepszej jakości, to trudno się dziwić, że z takiej możliwości korzysta. Tym bardziej że przecież energetyka też musi mierzyć się z rosnącym importem energii z zagranicy, a zakup droższego polskiego węgla obniża jej konkurencyjność – twierdzi Sztabler.