Jak podsumowuje portal DataDrivenInvestor.com, rynek małych reaktorów modularnych jest wart dziś w przybliżeniu 5,7 mld dol. rocznie, a do końca dekady jego wartość powinna urosnąć do 7 mld dol. Trend napędzać będą najważniejsze dziś impulsy: konieczność zerwania z paliwami kopalnymi wymuszona zmianami klimatycznymi oraz kryzys energetyczny i wynikające z niego ceny energii wytwarzanej na bazie tradycyjnych paliw.

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej szacuje, że aby wypełnić zobowiązania klimatyczne, świat musiałby przynajmniej podwoić wytwarzanie i konsumpcję energii ze źródeł nuklearnych do 2050 r. Jak się wydaje, osiągnięcie tych celów nie będzie możliwe bez sięgnięcia po technologie spoza konwencjonalnych, „dużych” rozwiązań jądrowych. SMR zdają się tu być rozwiązaniem idealnym: prostsze, tańsze, łatwiej modyfikowane do lokalnych potrzeb, umożliwiające relatywnie szybki proces licencjonowania – mogą być dostępne wcześniej niż tradycyjne elektrownie atomowe, odnośnie do których decyzje zapadają dzisiaj.

Projektów przybywa

Oczywiście małe reaktory modularne mają swoje ograniczenia odnośnie do mocy instalacji: z obecnych zapowiedzi wynika, że przeciętny reaktor modułowy powstający dziś w laboratoriach badawczych może dostarczać między 50 a 300 MW energii, rekordzistą zaś jest tu SMR budowany przez Rolls-Royce’a: ma mieć 470 MW mocy. Jednak z drugiej strony projektów opartych na tej technologii przybywa w szybkim tempie. Już dwa lata temu, gdy firma NuScale uzyskała aprobatę amerykańskich regulatorów dla bezpieczeństwa swoich SMR, wiceszefowa spółki Diane Hughes zapowiadała, że sprzedaż w okresie 2023–2042 może sięgnąć od 674 do 1682 reaktorów, co oznaczałoby – jak obliczał wówczas magazyn „Scientific American” 80 GW mocy (konwencjonalne elektrownie atomowe w USA dostarczają 98 GW mocy).

Niezłym przykładem szybko rosnącego rynku dla małych instalacji nuklearnych jest Polska. Pod koniec lipca zawarta została umowa między Legnicką Specjalną Strefą Ekonomiczną, firmą DB Energy a amerykańską spółką Last Energy na taką elektrownię atomową, składającą się z dziesięciu modułowych reaktorów o łącznej mocy 200 MW. Częścią umowy jest też co najmniej 24-letni kontrakt PPA (power purchase agreement) na zakup prądu z instalacji na potrzeby LSSE oraz zlokalizowanych w niej firm. – To porozumienie jest znaczącym krokiem w stronę szerokiego stosowania technologii SMR, inwestycją wartą miliard dolarów, z perspektywą sprzedaży energii wartości 5 mld dol. – podkreślali amerykańscy partnerzy legnickiej strefy. A przypomnijmy, że już wcześniej własne projekty na tym obszarze ogłosiły PKN Orlen w porozumieniu z Synthos, KGHM, a w czerwcu – energetyczny koncern Enea.

Element dywersyfikacji

Rozwój instalacji modułowych został też zapisany w „Polityce energetycznej Polski do 2040 r.”, kluczowym strategicznym dokumencie definiującym politykę energetyczną naszego kraju. „Równolegle do prowadzonych prac dotyczących budowy polskiej elektrowni jądrowej oraz kompleksowej realizacji PPEJ kontynuowane będą wysiłki mające na celu perspektywiczne wdrożenie małych reaktorów modułowych (ang. small modular reactor)” – czytamy w podsumowaniu dokumentu. „Wykorzystanie tej technologii do wytwarzania ciepła procesowego może stanowić w przemyśle i ciepłownictwie alternatywę dla jednostek konwencjonalnych. W elektroenergetyce tego typu rozproszone jednostki – nie zastępując systemowych dużych bloków jądrowych – mogą stanowić dodatkowy element dywersyfikacji struktury wytwarzania energii elektrycznej, stanowiąc czynnik wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego na poziomie lokalnym” – dodają autorzy.

Nie jesteśmy odosobnieni w zainteresowaniu tą technologią. SMR-ami interesują się również kraje nieźle już otrzaskane z energetyką atomową: USA, Kanada, Wielka Brytania czy Francja (która nawet chce rozwijać własną technologię tego typu).