Agrarheute, medium związane z niemieckim rolnictwem, ocenia rozwój biogazu w Niemczech raczej sceptycznie, pisząc, że w samym tylko roku 2020 w Niemczech ubyło 100 biogazowni. W bieżącym roku ta zniżkująca tendencja nadal się utrzymuje. Zamiast budowy kolejnych biogazowni, mających przyczynić się do sukcesu niemieckiej Energiewende, liczba biogazowni, zdaniem Agrarheute, spada, mimo politycznego i finansowego wsparcia. Z drugiej jednak strony rośnie wydajność nowych instalacji, tak że łączna moc produkowana w niemieckich biogazowniach rośnie.

Problem polega głównie na zmianach rynkowych, z których najbardziej korzystają duże firmy inwestujące w biogaz. Gorzej mają się mniejsze biogazownie, które często należą do indywidualnych gospodarstw rolniczych i są znacznie mniej wydajne. Hodowcy bydła mlecznego i gospodarstwa paszowe jeszcze parę lat temu ochoczo budowały instalacje biogazowe, bo była to dla nich idealna możliwość wykorzystania odpadów i zarobienia w ten sposób dodatkowych środków finansowych. W okresie boomu w latach 2010–2015 u naszego zachodniego sąsiada zbudowano aż 2300 biogazowni. Natomiast po 2015 roku powstało ich zaledwie 500. Nowe biogazownie dysponują przeciętnie mocą rzędu 693 kW, podczas gdy te, które budowano wcześniej, miały zaledwie połowę tej mocy.

Całkowita moc wytworzona w niemieckich biogazowniach osiągnęła już 6,2 GW, co odpowiada około 3% niemieckiej produkcji energii elektrycznej i około 5% dostaw prądu ze źródeł odnawialnych. Niemiecki rząd nadal stawia na rozbudowę biogazowni w Niemczech, tak aby w 2030 roku poziom mocy osiągnął 8,4 GW.

Decydującą zmianą z perspektywy rolników było wycofanie się z dotychczasowego stałego wynagrodzenia, które wynosiło początkowo 24 centy za kWh i przejście na system aukcyjny, który przynosi rolnikowi przeciętnie 14 centów za kWh. Tak znaczący spadek sprawił, że dla niektórych rolników produkcja energii stała się po prostu nieopłacalna.

Po ubiegłorocznym znacznym spadku liczby małych biogazowni o mocy do 150 kW niemiecki ustawodawca zdecydował się na kontynuację wsparcia dla tych instalacji przez kolejne 10 lat. Chodzi o 700 biogazowni, które do produkcji biogazu używają średnio w 70% gnojowicę z hodowli trzody chlewnej i bydła. Ta decyzja wpłynęła stabilizująco na małe instalacje, których ustawodawca nie chce eliminować z systemu. Małe biogazownie mogą więc nadal liczyć na gwarantowane wsparcie, ale są jednocześnie zobowiązane do sprzedaży części swojego prądu na wolnym rynku. W ten sposób właściciele biogazowni mają we względnie bezpiecznych okolicznościach działać zgodnie z regułami wolnego rynku energii.

Instalacje biogazownicze, które nie podlegają już wsparciu dla odnawialnych źródeł energii (program EEG), muszą szukać szczęścia na wolnym rynku i sprzedawać wytworzoną energię po cenach rynkowych. Akurat obecnie nie jest to wcale zła opcja, bo ceny prądu są bardzo wysokie. Jednocześnie funkcjonowanie wolnorynkowe i ponoszenie ryzyka z powodu tak ostrych wahań cen prądu, jakie miały miejsce w ostatnich latach, jest dla wielu zakładów rolnych dużym wyzwaniem.

Rynek produkcji biogazu uległ w Niemczech w ostatnich latach znacznej profesjonalizacji. Zamiast dodatkowego dochodu prąd stał się dla wielu firm główną częścią ich działalności. Takie firmy odnajdują się często także znacznie lepiej w skomplikowanym gąszczu administracyjnym, na który bardzo narzekają zwykli rolnicy. O profesjonalizacji pracy biogazowni świadczyć mogą chociażby inwestycje w wielkość i wydajność produkcji. W ostatnich dwóch latach przeciętna moc instalacji biogazowniczych w Niemczech wzrosła z 672 do 749 kW czyli o 11%.