4 pytania do... - Krzysztof Żmijewski

Gdyby katastrofa w Japonii zagroziła życiu i zdrowiu milionów ludzi, to o budowie nowych elektrowni atomowych gdziekolwiek na świecie moglibyśmy zapomnieć na pewno na dziesiątki lat - mówi Krzysztof Żmijewski, profesor Politechniki Warszawskiej

Publikacja: 18.03.2011 12:00

Energianews.pl: Czy sądzi Pan, że wydarzenia w Fukushimie w Japonii zatrzymają polski plan rozwoju energetyki jądrowej?

Krzysztof Żmijewski:

Odpowiedź jest prosta - prace powinny się toczyć, ale musimy to robić porządnie, czyli zgodnie z przepisami i zdrowym rozsądkiem. Trzeba zwrócić szczególną uwagę na to, żeby decyzje zapadały w odpowiedniej kolejności. Najpierw musimy mieć prawo atomowe. Dopiero przy znanych warunkach działania prowadzi się studium wykonalności. I wówczas, znając wyniki badania feasibility study, podejmuje się decyzję: czy to robimy, jak robimy i z kim. Wygląda na to, że w Polsce przygotowania do budowy elektrowni jądrowej idą niestety innym torem. Powiedziałbym, że potrzebujemy mniej entuzjazmu, za to więcej profesjonalizmu.

Jednym słowem według Pana nie powinniśmy forsować tego projektu za wszelką cenę?

Nie jestem jego przeciwnikiem, ale jestem sceptykiem. To znaczy, że zadaję pytania. Wydarzenia w Japonii pokazują, że niezbędna jest nam ostrożność. Nie możemy sobie pozwolić, żeby robić cokolwiek na „łapu-capu".

Jest wiele ograniczeń. Zwracam na przykład uwagę, że w harmonogramie programu polskiej energetyki jądrowej w ogóle nie uwzględniono czasu na wystarczające badania środowiskowe dla tej inwestycji. Tymczasem prawo nie dopuszcza takich sytuacji, że robi się analizy wpływu na środowisko tylko na etapie tworzenia koncepcji, tak jak chce teraz zrobić rząd. Takie badania trzeba przeprowadzić w sumie trzy razy.

To znaczy kiedy?

Po pierwsze na etapie koncepcyjnym, kiedy występuje się o decyzje lokalizacyjne i warunki zabudowania terenu. Później, kiedy jest gotowy projekt i wszystkie parametry są znane, robimy drugą ocenę środowiskową - przed pozwoleniem na budowę. A kiedy budowa jest już zakończona i staramy się o zezwolenie na użytkowanie, analizy wpływu na środowisko prowadzi się trzeci raz. W rządowym harmonogramie budowy elektrowni jądrowej nie ma etapu drugiego i trzeciego. Trzeba będzie je przeprowadzić i to nie w czasie prac konstrukcyjnych, więc na pewno dojdzie do opóźnień w stosunku do planów rządu. Nie pisze się recenzji filmu podczas jego trwania. Dopiero po napisach końcowych można usiąść i ją stworzyć.

Rządy europejskich krajów w związku z awarią atomową w Japonii deklarują, że będą zamykać działające elektrownie jądrowe, a nowe mogą nie powstać. Sądzi Pan, że spowolnienie w rozwoju energetyki atomowej na świecie będzie się przedłużało, czy to tylko przejściowe zjawisko?

W tym wszystkim, co widzimy w mediach, jest trochę histerii. Ale z drugiej strony sprawa się nie zakończyła i nie wiemy, czy awarię uda się usunąć, czy rdzenie w reaktorach przetopią się przez powłoki i dojdzie do wycieku i radioaktywnego skażenia.

W czarnym scenariuszu – którego na pewno byśmy nie chcieli – w Japonię mogłaby uderzyć druga fala tsunami. Wtedy doszłoby do kontaminacji oceanu i katastrofa zagroziłaby życiu i zdrowiu milionów ludzi. Wtedy o budowie nowych elektrowni atomowych gdziekolwiek na świecie moglibyśmy zapomnieć na pewno na dziesiątki lat. Oczywiście ryzyko takiego rozwoju sytuacji jest bardzo małe. Mam nadzieję, że Japończycy pokonają problemy i w ciągu miesięcy czy najbliższych lat nastroje społeczne będą wracać do normy.

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie