Ceny energii dla firm są wyjątkowo niskie – są na poziomie z lat 2007/2008. W kwietniu na rynku bieżącym Towarowej Giełdy Energii średnia stawka niewiele przekroczyła 150 zł za megawatogodzinę. Rok temu wynosiła 165 zł/MWh, a w 2011 r. – 210 zł/MWh.
Na spadku cen, który przyprawia o ból głowy szefów firm produkujących energię, zyskują jej odbiorcy. Największa w kraju grupa zakupowa – Polimerowa Energia – zakontraktowała w PGE Obrót kupno 1,5 TWh energii na 2014 r. (to prawie 1 proc. krajowego zużycia). Za jej pośrednictwem energię kupi ponad 600 firm przemysłowych.
Stawki jeszcze spadną
– W tym roku uczestnikom grupy obniżyliśmy koszt zakupu energii średnio o 12 proc. w porównaniu z rokiem 2012. Nasza oferta na 2014 r. oznacza obniżkę opłat o kolejne 17 proc. – mówi „Rz" Waldemar Sobański, dyrektor zarządzający Polimerowej Energii.
Oszczędności oferowane przez grupę w 90 proc. są efektem kupna prądu po niższych stawkach. Do tego dochodzą zniżki w innych opłatach wliczanych w faktury.
Zdaniem Waldemara Sobańskiego ceny energii na TGE są jednak obecnie tak niskie, że trudno byłoby o dalszy spadek.
– Nie sądzę, by cena hurtowa mogła na dłużej spaść poniżej 150 zł/MWh. Z drugiej strony sytuacja na rynku energetycznym jest obecnie wyjątkowo trudna do prognozowania. Pokazał to I kwartał, kiedy stawki, wbrew oczekiwaniom, znacząco spadły – dodaje.
W Polsce presję na obniżki cen energii wywierają sami przedsiębiorcy. – Myślę, że naszej grupie mocno udało się podnieść wśród firm świadomość, że warto walczyć o swoje. Jeszcze trzy lata temu dominowała postawa całkowitego braku aktywności na tym polu lub powierzanie zarządzania zakupami firmom konsultingowym – podsumowuje Sobański.
Zniżki nie dla małych
Jednak dotychczasowa sytuacja na rynku hurtowym nie przekłada się na ceny dla gospodarstw domowych, do których trafia ok. 25 proc. energii w obrocie. Od początku roku rachunki pozostały na poziomie zbliżonym do tego z 2012 r.
Cenniki dla ogromnej większości odbiorców indywidualnych zatwierdza Urząd Regulacji Energetyki. Obecne taryfy obowiązują tylko do 30 czerwca.
Co gospodarstwa domowe czeka więc w drugiej połowie roku? Jest niemal pewne, że za dwa miesiące nie dojdzie do uwolnienia cen. Krok ten jest coraz bliżej, być może nastąpi od stycznia 2014 r.
Decyzję o uwolnieniu rynku prezes URE Marek Woszczyk uzależnia m.in. od wejścia w życie przepisów o ochronie najuboższych odbiorców i wdrożenia przez energetykę wewnętrznych ustaleń, niezbędnych, by uprościć i przyspieszyć procedurę zmiany sprzedawcy energii.
Szef URE bardzo dyplomatycznie wypowiada się o tym, czy ceny energii dla najmniejszych odbiorców mogłyby od 1 lipca spaść. – Oczekuję, że wnioski przedsiębiorstw obrotu będą pozytywne dla odbiorców indywidualnych – mówi tylko.
Jakiekolwiek sugestie mogłyby sygnalizować, co firmy energetyczne, które przystąpią do postępowań taryfowych, powinny zawrzeć we wnioskach.
Więcej może jednak powiedzieć Mariusz Swora, który poprzednio kierował URE.
– Dla grup energetycznych zarobki na taryfie dla gospodarstw domowych – kiedy spadają ceny dla przemysłu – stały się obecnie atrakcyjne i nie będą chciały tego łatwo zmienić. Taryfa tworzy tu parasol dla zysków. By było taniej, w zasadzie wszyscy sprzedawcy musieliby złożyć regulatorowi wnioski taryfowe uwzględniające obniżkę cen, co będzie trudno wyegzekwować bez impulsu właścicielskiego – podsumowuje Swora.
Ostatnie wypowiedzi premiera wskazują jednak, że rząd nie będzie naciskał na kroki, które obniżyłyby zyskowność firm. Chodziło m.in. o nienakłanianie do inwestycji, które mogłyby być nierentowne.