Węgiel w kryzysie, a gazu z łupków brak

Fotorzepa/Borys Skrzyński

Potrzebna jest nowa polityka surowcowa państwa, na bazie której rodzime koncerny energetyczne i paliwowe będą w stanie opracować długofalowe strategie – przekonują eksperci biorący udział w Eco Energy Summit.

Nowa sytuacja geopolityczna spowodowała, że w UE coraz głośniej mówi się o uniezależnieniu od dostaw ze Wschodu. W tej sytuacji na znaczeniu zyskuje zarówno koncepcja budowy unii energetycznej, jak i konieczności uniezależnienia się od importu surowców z tego kierunku. Podczas odbywającego się w Rzeszowie forum Eco Energy Summit eksperci zastanawiali się, jak skutecznie wykorzystać potencjał polskich złóż.

Trudna sytuacja węgla

Z największymi problemami boryka się dziś polska branża węglowa z uwagi na spadające ceny czarnego paliwa, rosnące koszty jego wydobycia oraz utrzymującą się nadpodaż tego surowca na rynku. Pomimo rządowych obietnic nie udało się jak dotąd na dobre zażegnać widma bankructwa przed największym graczem w tej branży – państwową Kompanią Węglową.

Poważne problemy przeżywają też inne kontrolowane przez Skarb Państwa spółki: Katowicki Holding Węglowy i Jastrzębska Spółka Węglowa. Jarosław Zagórowski, doradca KPMG i były szef JSW, wskazuje, że problemem jest brak jasnej polityki surowcowej i energetycznej.

– Węgiel przez ostatnie lata był podstawą polskiej energetyki, jednak dziś potrzebne jest realne spojrzenie na ten sektor. Węgiel powinien być strategicznym surowcem nie dlatego, że daje miejsca pracy, tylko dlatego, że jesteśmy w stanie go ekonomicznie wydobyć. A fakty są takie, że złoża śląskie wyczerpują się, kolejne zalegają na terenach mocno zurbanizowanych, a do tego koszty eksploatacji rosną. Trzeba oszacować, czy i jak długo jeszcze będziemy w stanie węgiel ekonomicznie eksploatować – mówi Jarosław Zagórowski.

Jego zdaniem jeszcze przez 30-40 lat surowiec ten powinien być strategicznym w polskim miksie energetycznym.

– Będzie jednak stopniowo wypierany przez energetykę odnawialną – zaznacza.

Trudna sytuacja panuje m.in. w sektorze węgla brunatnego. Stanisław Żuk, wiceprezes PGE GiEK, przekonuje, że należy podjąć pilne działania w celu uruchomienia nowych złóż, bo w innym wypadku za nieco ponad 20 lat energetyka oparta na węglu brunatnym przestanie w Polsce praktycznie istnieć. W ciągu najbliższych dwóch, trzech dekad wyłączane będą bowiem kolejne elektrownie, m.in. ze względu na kończące się zasoby.

– PGE patrzy jednak perspektywicznie. Staramy się o koncesję na dwa złoża. Wbrew pozorom czasu jest niewiele, bo od decyzji do uruchomienia kopalni mija 15 lat. Poza tym nie ma dziś pewności co do przyszłej opłacalności wydobycia – podkreśla Stanisław Żuk.

Łupkowa bańka

Jeszcze niedawno wielkie nadzieje pokładano w polskich zasobach gazu łupkowego. Jednak wraz z wycofywaniem się z krajowego rynku kolejnych zagranicznych inwestorów ulotniły się marzenia o łupkowym boomie. Niemal o połowę w ciągu roku spadła liczba koncesji na poszukiwania niekonwencjonalnego surowca w naszym kraju. Firmy wycofują się z projektów – dziś zaledwie na 33 koncesjach pracują firmy poszukujące gazu łupkowego.

Dlaczego, skoro firmy konsultingowe jeszcze w 2009 roku były bardzo optymistyczne, jeżeli chodzi o złoża w Polsce? Mówiło się w końcu o zasobach rzędu 1,4-3 bilionów m3.

– Od początku była to fikcja medialna i polityczna – twierdzi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku ropy i gazu. Geolodzy o tym wiedzieli, bo warunki geologiczne nie wskazywały szans na przemysłowe wydobycie. To była bańka napompowana przez amerykańskie firmy. Z amerykańskich badań wynikało, że na 1 km kw. Polski mieliśmy sześć razy więcej gazu łupkowego niż w USA. To oczywista bzdura – tłumaczy.

Jednak prof. Jan Lubaś, zastępca dyrektora ds. eksploatacji złóż węglowodorów w Instytucie Nafty i Gazu (INiG), nie przekreśla całkiem szans na wydobycie niekonwencjonalnego surowca.

– Od początku ostrożnie pochodziliśmy do szacunków amerykańskiej służby geologicznej. Nasze łupki zalegają głębiej, są mało podatne na szczelinowanie, są mniej kruche, ale węglowodory w nich się znajdują. Trzeba opracować odpowiednią technologię ich wydobycia. Prowadzimy badania w tym zakresie – wyjaśnia prof. Lubaś.

Zdaniem Marka Brzozowskiego, pełnomocnika ds. badań i rozwoju w Lotos Petrobaltic, nadzieje na uruchomienie produkcji z łupków wciąż są, ale na jednoznaczną odpowiedź potrzeba jeszcze kilku lat. – Orlen, PGNiG i Lotos uczestniczą w projekcie Bluegas. Dajmy im szansę sprostania temu wyzwaniu. Potrzeba nam innej technologii niż szczelinowanie hydrauliczne, które sprawdziło się w USA. Być może szczelinowanie bez wody, a z wykorzystaniem CO2 czy LPG da efekty? – zastanawia się przedstawiciel Lotos Petrobaltic.

Opłacalność będzie spadać

Andrzej Szczęśniak przekonuje jednak, że łupki to było marnowanie czasu.

– Mamy złoża konwencjonalne, którymi trzeba się zająć – tłumaczy.

Jak się okazuje, przy stosunkowo niskich cenach ropy i gazu na światowych rynkach (odpowiednio to poziom ok. 50 dol. za baryłkę i 300 dol. za 1000 m3.) wydobycie tych surowców w naszym kraju jest opłacalne.

– Mamy trzy zagłębia naftowe. Najwięcej wydobywamy w Wielkopolsce, gdzie zlokalizowane są dwa złoża. Do tego dochodzą jeszcze mniejsze zasoby w Karpatach oraz na Bałtyku – wylicza prof. Jan Lubaś. Wskazuje, że produkcja jednej baryłki z rodzimych złóż to koszt poniżej 20 dol.

– W przypadku gazu mamy dwa regiony wydobycia. W Przemyślu zasoby geologiczne szacuje się na 70 mld m sześc. To jednak złoże odkryte w latach 60-tych, które w tej chwili znajduje się w schyłkowej fazie wydobycia – dodaje.

Zastępca dyrektora ds. eksploatacji złóż węglowodorów w INiG szacuje, że koszt eksploatacji takich gazowych pokładów w obszarze tzw. zagłębia południowego sięga 80-100 dol. za 1000 m3. Ta opłacalność może jednak znacząco spaść. Jak przypomina Marek Brzozowski od 2016 r. firmy wydobywające węglowodory będą płacić bowiem nowy podatek. Opracowano go w związku z planowanym boomem łupkowym. Liczono, że pieniądze będą płynąć szczególnie od zagranicznych koncernów. Te jednak wycofały się z naszego kraju.

– Teraz de facto płacić będą go więc trzy polskie firmy wydobywcze – podsumowuje przedstawiciel Lotos Petrobaltic.

Mogą Ci się również spodobać

#RZECZoBIZNESIE: Wojtek Jakóbik: Putin ukarze Ukrainę gazem a nie czołgiem

Istotną częścią zysku budżetu ukraińskiego i stabilności finansowej Naftogazu, który i tak jest bardzo ...

URE: ustawa o cenach energii wymaga pilnej nowelizacji

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki zaapelował do ministra energii o bardzo pilną nowelizację ustawy, zamrażającej ...

Ukraina aresztuje majątek Gazpromu

Komitet Antymonopolowy Ukrainy wystąpił o zajęcie kont i majątku Gazpromu na terenie Ukrainy. Rosjanie ...

Niemiecki ekspert: nie popadajmy w panikę przez smog

Nie trzeba ulegać panice słysząc komunikaty o osiągnięciu dopuszczalnej granicy smogu czy stężenia spalin ...

PGNiG zarezerwowało moce na Baltic Pipe

Przegląd najciekawszych newsów z branży energetycznej ::”Parkiet”: PGNiG zarezerwowało moce na Baltic Pipe PGNiG ...

Może powstać Gazprom bis

Kreml chce utworzyć państwowy koncern, specjalizujący się w inwestycjach w gaz skroplony. Aleksandr Nowak ...