Ciepło może zdrożeć o jedną trzecią

Adobe Stock

Rosnące ceny prądu i węgla, a także sposób działania URE wpędzają ciepłownictwo systemowe w straty. Rezygnacja z wydatków nie wystarczy.

– Na pewno możemy się spodziewać podwyżek od kilku do kilkunastu procent w kolejnych ustalanych taryfach: tak, by zapewnić możliwość funkcjonowania przedsiębiorstw chociażby na granicy ich rentowności – mówi nam Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

 

CZYTAJ TAKŻE: Ciepłownictwo może wesprzeć decentralizację energetyki

Kilkanaście procent może się zresztą okazać scenariuszem optymistycznym – z wyliczeń ekspertów branży wynika, że gdyby firmy ciepłownicze chciały utrzymać rentowność na obecnym poziomie, rachunki powinny być wyższe o jedną trzecią.
Rentowność wytwarzania ciepła systemowego drastycznie spada – takie wnioski płyną z badań, jakie Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie oraz Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych przeprowadziły wśród firm członkowskich.

Koszty i biurokracja
Przyczyny są dosyć oczywiste. To przede wszystkim rosnące koszty produkcji ciepła: węgiel – na którym opiera się ciepłownictwo systemowe (polskie ciepłownictwo w 74 proc. bazuje na tym surowcu), jest drogi jak nigdy wcześniej; uprawnienia do emisji CO2 również sukcesywnie drożeją, a w ślad za nimi – prąd; wzrosły płace zasadnicze, a także ceny usług.
Gdyby wziąć pod uwagę wszystkie te czynniki, cena ciepła powinna wzrosnąć o ok. 35 proc. – twierdzą autorzy analizy.

 

Drugim czynnikiem obniżającym rentowność branży jest sposób działania Urzędu Regulacji Energetyki.
„URE przy zatwierdzaniu nowych taryf, bazując na przestarzałym modelu, pozwala na niewspółmiernie niskie podwyżki cen (np. w sektorze elektrociepłowni praktycznie nie ma możliwości uwzględnienia wzrostu kosztów uprawnień do emisji dwutlenku węgla)” – przekonują eksperci obu wspomnianych izb.

„Dodatkowo czas ustalania taryf jest nieadekwatny do szybkich zmian zachodzących na rynku” – uzupełniają. – „Cena uprawnień do emisji CO2 zmienia się w ciągu kilku dni, a urzędnicy URE według danych z 2017 r. na zatwierdzenie taryfy potrzebują średnio około 140 dni (ponad 4,5 miesiąca), co dla przedsiębiorstwa działającego w zmieniającym się otoczeniu wolnorynkowym jest zabójcze” – czytamy.

 

Bloomberg

Efekt? Szacunki dotyczące zysku operacyjnego zbadanej części sektora kogeneracji dotyczące sprzedaży ciepła w ubiegłym roku wykazują stratę w wysokości 2,7 zł na każdy GJ (giga dżul) sprzedanego ciepła.
W tym roku szacowana strata dobije poziomu 3,7 zł/GJ. „Oznacza to, że przy wolumenie sprzedaży ciepła na poziomie około 170 PJ rocznie strata sektora kogeneracji wyniesie około 480 mln zł w 2018 r. i 650 mln zł w 2019 r., wartość skumulowana strat za ten okres może osiągnąć ok. 1,1 mld zł” – liczą autorzy analizy. A przypomnijmy – chodzi o kogenerację (jednoczesną produkcję prądu i ciepła), czyli nie uwzględniono ciepłowni działających jeszcze często w małych i średnich miastach.

Wyjść na zero
– Przedsiębiorstwa zdają sobie sprawę, iż tak duże podwyżki cen byłyby zaporowe dla klientów, co w rezultacie przyczyniałoby się nawet do ich odchodzenia od ciepła systemowego – podsumowuje dla „Rzeczpospolitej” Jacek Szymczak. Wspomniana podwyżka o kilkanaście procent oznacza, ni mniej ni więcej, tylko utrzymanie minimalnego progu opłacalności.
Firmy zatem hamują podwyżki, ale nie są w stanie całkowicie ich powstrzymać. – Taryfy na ciepło systemowe zatwierdzane są w różnych okresach w zależności od przedsiębiorstwa i obowiązują najczęściej 12 miesięcy. Nie ma reguły, na jakich poziomach będą zatwierdzane. Średnie podwyżki wytwarzania ciepła systemowego na węglu zapewne będą oscylować w okolicy 10 proc. Tendencja będzie taka, iż w każdej zatwierdzanej taryfie należy spodziewać się wyższych cen ciepła systemowego – dodaje.

 

CZYTAJ TAKŻE: Pół miliarda złotych na modernizację ciepłowni

 

Proces hamowania odbywa się jednak kosztem inwestycji. Zastopowane są (lub będą) prace modernizacyjne i konserwacyjne sieci, jej rozwój oraz proces wymiany pieców węglowych na nowocześniejsze rozwiązania.
– Inwestycje spadają od 2016 roku – mówi nam prezes Szymczak. – Po znacznym spadku nakładów inwestycyjnych w koncesjonowanym ciepłownictwie w 2016 r., gdy nakłady w łącznej wysokości prawie 3 mld zł były o 33,2 proc. niższe niż w 2015 r., w 2017 r. obniżyły się o kolejne 4,3 proc. i wyniosły 2,85 mld zł. Obniżeniu uległy przede wszystkim nakłady przeznaczone na inwestycje w źródła ciepła: o 8,3 proc. – szacuje.

 

Hamowanie inwestycji

W przeciągu miesiąca, najdalej dwóch, powinniśmy się dowiedzieć, jak sytuacja wyglądała w 2018 roku, ale eksperci nie pozostawiają złudzeń: nie ma powodów do optymizmu.
– Na taki stan rzeczy wpływ ma przede wszystkim niska rentowność przedsiębiorstw, gdyż finansowanie inwestycji przez koncesjonowane przedsiębiorstwa ciepłownicze odbywa się przede wszystkim ze środków własnych – mówi szef IGCP. – W 2017 r. udział środków własnych w finansowaniu poniesionych nakładów wyniósł prawie 85,5 proc. nakładów całkowitych – kwituje.

 

Podwyżki mogą uderzyć niemal w co drugie gospodarstwo domowe w Polsce, gdyż z ciepła systemowego korzysta 42 proc. gospodarstw domowych (14,3 mln klientów). Statystykę pomniejszają wsie: gdyby uwzględnić tylko miasta, odsetek wzrósłby do prawie 60 proc., a – jak podkreśla IGCP – w niektórych aglomeracjach dobija 80 proc. Co z kolei tylko uwydatnia rolę, jaką branża ma do odegrania nie tylko przy ogrzewaniu naszych domów, ale też w próbach pozbycia się smogu
————————————————————————————————–
RYNEK CIEPŁA
Branża, która na węglu stoi
Jak wynika z raportu Urzędu Regulacji Energetyki, dotyczącego ciepłownictwa, w 2017 r. koncesjonowane przedsiębiorstwa z tej branży wytworzyły 431,7 tys. TJ (tera dżuli) ciepła, z czego 241,6 tys. TJ zostało wytworzone w kogeneracji, czyli razem z produkcją prądu.
Jednak w kogeneracji wytwarzała ciepło jedynie co trzecia z badanych firm. Branża węglem stoi: w 2017 r. paliwa oparte na tym surowcu stanowiły 74 proc. wszystkich paliw zużywanych w źródłach ciepła – a w woj. świętokrzyskim, dolnośląskim, opolskim, warmińsko-mazurskim, łódzkim i małopolskim nawet ponad 90 proc. Udział ciepła wyprodukowanego w źródłach OZE dobił do poziomu zaledwie 7,8 proc. ∑
———————————————————————————————–
Andrzej
Rubczyński
Dyrektor ds. strategii ciepłownictwa, Forum Energii
Podwyżki są nieuniknione, by sieci mogły się rozwijać, a przyłączanie do nich mogło być efektywnym narzędziem w walce o czyste powietrze. Z drugiej strony gwałtowność podwyżek niesie ryzyko przechodzenia przez gospodarstwa domowe na indywidualne źródła ogrzewania i spalanie pozaklasowych, tańszych paliw, co może z kolei okazać się zgubne dla ludzi i środowiska. Prezes URE, regulując ceny, musi więc tak godzić interesy odbiorców i wytwórców ciepła, by nie „wylać dziecka z kąpielą”.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Decyzja o atomie do końca marca

Rozmowy o wdrożeniu energetyki jądrowej w Polsce są już na ostatniej prostej. – Weryfikacja ...

Gdyby nie opłata emisyjna, za paliwa płacilibyśmy mniej

Benzyny i diesel są dziś znacznie droższe niż rok temu, i to mimo dużego ...

Rozgrywka o handel energią

Energetycy rozważali scenariusz oderwania TGE od GPW i przyłączenia jej do PSE. To jednak ...

Fala tropików stawia w gotowości energetykę

Ponad 30-stopniowe upały mogą skutkować kolejnymi rekordami zapotrzebowania. Przed nami co najmniej tydzień wysokich ...

Kuba będzie znów szukać ropy

Kuba planuje wykonanie pod koniec 2016 r. albo na początku 2017 r. głębokich próbnych ...

Dyrektywą gazową zajmie się nowy wiceminister

Wiceminister energii Michał Kurtyka odejdzie z resortu, by zająć się przygotowaniami do szczytu klimatycznego ...