Ceny energii elektrycznej na Towarowej Giełdzie Energii biją rekordy zarówno na rynku z dostawą na dzień kolejny, jak i na rynku terminowym.

Czy w takich okolicznościach spółki elektroenergetyczne mogą tracić na produkcji drożejącego produktu? Najwyraźniej. Tauron, trzeci do co wielkości producent prądu w Polsce, podał, że tworzy rezerwy w sektorze wytwarzania w wysokości oszacowanej na 943 mln zł. Koszty produkcji mają by wyższe niż umowy na dostawy prądu.

Zagadkowa rezerwa

Spółka tłumaczy, że przyczyną utworzenia wskazanej rezerwy jest to, iż Tauron Wytwarzanie, spółka córka odpowiedzialna za produkcję prądu, w II półroczu będzie sprzedawał energię elektryczną na rynku terminowym, a koszty związane z realizacją tych umów są wyższe niż korzyści z nich wynikające.

– Wysokość rezerwy wynika z przyjętej polityki zabezpieczeń i stosowanych zasad dotyczących kolejności księgowania kosztu uprawnień do emisji CO2 (metoda FIFO) oraz rosnących cen węgla kamiennego używanego do produkcji energii elektrycznej – podał Tauron.

Czytaj więcej

Energetyka jądrowa w Polsce. Szansa, która może okazać się przekleństwem

Analitycy dość ostrożnie wypowiadają się na ten temat, zwracając uwagę, że rezerwa może być elementem większej układanki dotyczącej nie tylko ceny energii samej w sobie, ale także kosztów węgla. – W mojej ocenie wynika ona z faktu, że Tauron nie zapewnił sobie w 100 proc. węgla na tegoroczną produkcję energii elektrycznej. W I półroczu, zgodnie z regułą FIFO, wykorzystał węgiel pochodzący z własnych kopalń i tańszy węgiel kupiony poza grupą, a w II półroczu musi dokupować węgiel na rynku. Cena zaś jest obecnie bardzo wysoka. Jednocześnie cena energii elektrycznej jest już zakontraktowana na stałym poziomie, nie uwzględniając rosnących cen węgla – uważa Paweł Puchalski, analityk Santander Biuro Maklerskie.

Nie można wykluczyć, że na podobne kroki zdecydują się także inne spółki energetyczne. – Musimy pamiętać, że w ostatnich miesiącach Enea zgodziła się na wyższą cenę za węgiel odbierany od Bogdanki. Z tego powodu pewnej rezerwy nie można wykluczyć, zwłaszcza że spółka kupuje część paliwa od innych dostawców. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku Enei potencjalna strata działu wytwarzania byłaby w znacznej mierze kompensowana przez zyski Bogdanki, więc w mojej ocenie teoretyczny odpis Enei byłby niewspółmiernie niższy niż Taurona – mówi analityk.

Pytany o PGE podkreśla, że jest to największa niewiadoma. – Spółka od miesięcy trzyma rynek w niepewności, czy i o ile wzrośnie cena w kontraktach z Polską Grupą Górniczą (PGG) na odbierany węgiel. Istotna zmiana może potencjalnie skutkować dodatkowymi rezerwami, jak w Tauronie. O szacunkach nie możemy jednak mówić w związku z wciąż trwającymi rozmowami między PGE a PGG – podsumowuje.

Pojawiło się także jedno wytłumaczenie, którego nie można wykluczyć. Spółka może chcieć nieco ograniczyć wpływ rosnących zysków i „przykryć” ich skalę. – Każdą rezerwę przecież można rozwiązać lub zmniejszyć na koniec roku – wskazują inni analitycy, wolący zachować anonimowość.

OZE daje oddech węglowi

Kiedy jedni tracą na kosztach produkcji z węgla, inni zarabiają. Jak wynika z danych za lipiec Polski Sieci Elektroenergetycznych, produkcja z węgla kamiennego od początku roku do lipca spada w zestawieniu do 2021 r. o 5,2 proc. Z kolei dynamika wzrostu produkcji energii z wiatru wynosiła za siedem miesięcy tego roku blisko 60 proc., w przypadku zaś fotowoltaiki ten wzrost jest jeszcze większy: 92 proc. Ale łączna moc obu źródeł OZE jest mniejsza niż węgla kamiennego i wynosiła w lipcu odpowiednio blisko 1,3 TWh z wiatru i 1,32 TWh ze słońca. Produkcja z wykorzystaniem węgla kamiennego wyniosła w omawianym miesiącu 6,6 TWh.

Czytaj więcej

Ceny prądu w Polsce i Europie biją kolejne rekordy

Niemniej rosnące moce z OZE przekładają się na pozytywne wyniki spółek, opierających swój miks na tych źródłach. Rosnąca produkcja energii z wiatru przy jednoczesnych rekordowych cenach pozwoliła Polenergii poprawić EBITDA za pierwsze sześć miesięcy tego roku o 13 proc., a zysk netto nawet o 25 proc. w porównaniu z I półroczem 2021 r. Produkcja netto zielonej energii z lądowych farm wiatrowych Polenergii wzrosła o 35 proc.

Widzimy także energetyczny paradoks. Rosnąca produkcja energii z OZE, która zastępuje tę z węgla, pozwala na gromadzenie tego paliwa na zimę, a nie spalanie go już teraz. W poniedziałek 15 sierpnia o godz. 12 produkcja ze źródeł OZE pozwoliła na zaspokojenie krajowego zapotrzebowania rzędu 40 proc. Rosnąca produkcja daje ochłonąć energetyce konwencjonalnej. Menedżerowie spółek w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że OZE pozwalają im na oszczędności. – Węgla kamiennego nam nie brakuje. Zapasy mamy powyżej poziomu, do którego obliguje nas prawo. Jednak nie wiemy, po ile będzie węgiel w kolejnych miesiącach i jakie będzie zapotrzebowanie na prąd. Chuchamy na zimne – mówi nam jeden z menedżerów dużej spółki energetycznej. – Okresowo na pojedynczych blokach energetycznych mogą wystąpić obniżenia mocy, które spowodowane są niższym zapotrzebowaniem operatora systemu energetycznego na energię ze źródeł węglowych – mówią nam przedstawiciele biura prasowego PGE. Zapewniają, że w przypadku węgla kamiennego bloki energetyczne są w pełni dyspozycyjne i w przypadku otrzymania od PSE zgłoszenia o zwiększeniu zapotrzebowania na energię w systemie, są gotowe do pracy z pełną dyspozycyjną mocą. Operator zaś ma zwiększoną rezerwę dzięki OZE, dlatego elektrownie mogą gromadzić więcej węgla na zimę.

Zapasów węgla ma być więcej

Spółki mogą oszczędzać węgiel dzięki OZE, a będzie co gromadzić. Obowiązek utrzymywania zapasów węgla przed kolejną zimą ma być większy. Tego chce resort klimatu i środowiska. Energetyka nie mówi „nie”, ale chce uelastycznienia przepisów. Dodatkowo firmy wskazują, że nowe rozporządzenie może kosztować spółki nawet 8 mld zł. Ministerstwo Klimatu i Środowiska uważa, że dotychczasowe poziomy zapasów paliw w przedsiębiorstwach energetycznych, określone w rozporządzeniu, są w obliczu trudnej sytuacji geopolitycznej zbyt małe. Dlatego proponuje je zwiększyć. – Konieczne jest zobowiązanie przedsiębiorstw energetycznych do utrzymywania zwiększonych zapasów paliw wymaganych do produkcji energii elektrycznej lub ciepła, w tym szczególnie węgla kamiennego – czytamy w uzasadnieniu projektu.