Wiatraki na morzu mogą nie sprostać inflacji

Nawet o 40 proc. wzrosły koszty budowy morskich farm wiatrowych w ostatnich trzech latach. To efekt zerwanych łańcuchów dostaw w czasie pandemii oraz kryzysu energetycznego.

Publikacja: 16.08.2023 03:00

Wiatraki na morzu

Wiatraki na morzu

Foto: Bloomberg

Firmy OZE zajmujące się budową morskich farm wiatrowych zaczęły informować, że koszty powstania najbardziej wydajnych obecnie instalacji rosną. Koncerny zapowiadają przegląd projektów. Te polskie mają być niezagrożone.

Musi się opłacać

Już w czerwcu, podczas konferencji wiatrowej Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej w Serocku, Pål Coldevin z niemieckiej firmy RWE Offshore Wind przyznał, że największym wyzwaniem dla budowy morskich farm wiatrowych jest zaplanowanie całego procesu realizacji i samej budowy w niestabilnej sytuacji cenowej. – Dostawców jest niewielu, a liczba chętnych tylko rośnie. Rodzi się pytanie o łańcuch dostaw i dostawy na czas, tak aby dostarczyć prąd zgodnie z umowami – powiedział. Przyznał, że wartość dostaw komponentów wzrosła w ostatnim czasie o 40 proc.

Nie są to odosobnione szacunki. Szwedzki deweloper, firma Vattenfall, przyznał w sprawozdaniu za drugi kwartał tego roku, że warunki rynkowe są trudne, bo koszty dla branży morskiej energetyki wiatrowej wzrosły o 40 proc. – Deweloperzy morskiej energetyki wiatrowej nie będą inwestować, jeśli projekty nie będą ekonomicznie opłacalne – mówi Rebecca Williams, szefowa morskiej energetyki wiatrowej w grupie handlowej Global Wind Energy Council. W wypowiedzi dla „Financial Times” wskazuje, że rządy krajów UE muszą zapewnić odpowiednią stopę zwrotu z inwestycji, uwzględniając czynniki zewnętrzne takie jak inflacja, jeśli chcą, aby ich rynki pozostały konkurencyjne. Mówił o tym wprost także w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej” Pål Eitrheim, wiceprezes wykonawczy norweskiej firmy Equinor. – Nie jest tajemnicą, że rosnąca w Europie inflacja nie sprzyja inwestorom. Realizacja projektów jest pod presją rosnących kosztów zakupu komponentów i kosztów pracy. Swoje zrobiły przerwane w czasie pandemii łańcuchy dostaw, czego efektem jest ograniczona liczba dostawców. Jednoczesne zwiększenie się liczby zamówień w naturalny sposób przekłada się na wyższe koszty inwestycji – dodał.

Czytaj więcej

Polska firma zmontuje wiatraki za granicą. Budowa portu w Polsce się ślimaczy

Pierwsze wstrzymania

Już teraz firmy podejmują decyzję o wycofaniu się z niektórych projektów, które przy obecnych kosztach nie dają szans na zysk. Wspomniany koncern Vattenfall podjął decyzję o rezygnacji z projektu Norfolk Boreas u wybrzeży Wysp Brytyjskich. W ramach kontraktu cenowego koszt energii z tej farmy miał wynosić 37,35 funtów za MWh w cenach z 2012 r. Cena kontraktu jest indeksowana z inflacją, dzięki czemu jest dziś warta ponad 45 funtów za MWh. Jednak aby inwestycja była rentowna, cena musiałaby być znacznie wyższa, sięgać blisko 80 funtów. Mimo zabiegów ze strony tej firmy nie udało się podnieść ceny kontraktu, co oznaczałoby wyższą cenę energii. Dla porównania projekty w sąsiedniej Irlandii otrzymały kontrakty z ceną maksymalną sięgająca 86 euro za MWh.

Te problemy dostrzeżono i w Polsce. Ustalony limit ceny maksymalnej dla farm offshore 319,6 zł za MWh dla pierwszych siedmiu projektów pochodzi z 2021 r. Dzięki nowelizacji ustawy OZE z końca 2022 r. umożliwiono waloryzację stawki o inflację. Inwestorzy mogą stosować w rozliczeniu ujemnego salda również euro.

Czytaj więcej

Rząd ma pchnąć wielkie zielone inwestycje. Znamy szczegóły

Pytania o polskie plany

Dyskusja o konieczności przemyślenia systemów wsparcia morskich farm wiatrowych w Europie rozgorzała na nowo po wypowiedzi dyrektora generalnego Ørsted Madsa Nippera. Wyraził on nadzieje, że decyzja Vattenfalla o wstrzymaniu projektu Norfolk Boreas uświadomi rządom UE, że ambicje morskiej energetyki wiatrowej będą trwały tylko przy rozsądnych ramach aukcyjnych i realistycznych cenach maksymalnych. Wskazał, że tworzenie wartości finansowej leży u podstaw branży. – Wysoka inflacja wpływa na naszą działalność. Była ona już widoczna przed agresją Rosji na Ukrainę, ale wojna pogłębiła to zjawisko. Rosną koszty materiałów budowlanych i usług. Wysokie ceny stały są dla nas nie lada wyzwaniem – mówi w ostatnim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Nipper.

Czytaj więcej

Zagadkowy zespół zajmujący się wiatrakami na Bałtyku. Konkurencja wewnątrz rządu?

Po decyzji Vattenfalla, inne koncerny wskazują wprost: jeśli nie możemy osiągnąć satysfakcjonującej wartości, firmy są gotowe do rezygnacji z projektów. Firmy będą teraz przeglądać plany, gdzie jeszcze nie zapadła finalna decyzja inwestycyjna. Po tych wypowiedziach pojawiły się pytania, czy polskie projekty są bezpieczne. – Przetargi odbywają się zgodnie z harmonogramem – mówi prezes PGE Wojciech Dąbrowski. – Nie ma żadnych zagrożeń dla projektów z naszym z duńskim partnerem, firmą Ørsted. Jest pełna współpraca i żadnych sygnałów o wstrzymaniu współpracy nie ma. Projekt dowieziemy do końca – zapewnia. Ørsted i PGE realizują obecnie budowę farmy Baltica 2 o mocy ok. 1,5 GW, która ma zakończyć się za cztery lata. Z kolei projekt Baltica 3 o mocy ok. 1 GW ma być ukończony w 2029 r.

OZE
Tauron oddaje do użytku kolejną farm wiatrową
OZE
Pierwszy kwartał stał pod znakiem spadku węgla i wzrostu OZE
OZE
Duże zmiany dla prosumentów. Jest projekt noweli ustawy OZE
OZE
Tauron buduje 360 MW w wietrze i słońcu
OZE
Bogdanka zmniejszy wydobycie węgla. Wszystko przez duże zapasy surowca w kraju