Poniedziałkowe porozumienie dotyczące ograniczenia cen gazu ziemnego do 180 euro za megawatogodzinę zakończyło wewnątrzunijną debatę o skali dopuszczalnej interwencji na rynkach energii. Uzgodniony tymczasowy mechanizm korekty rynku gazu wejdzie w życie 15 lutego i będzie obowiązywał przez rok.

Czytaj więcej

Bruksela stłamsiła cenę gazu. Surowiec tanieje coraz szybciej

Jakie będą skutki wprowadzenia w UE limitu cen gazu?

Ostatecznie uzgodniony limit cenowy jest niższy, niż sugerowała Komisja Europejska. Jej pierwotne propozycje nie zapobiegłyby tak ekstremalnym skokom cen, jak obserwowane w połowie 2022 r. w związku z ograniczeniem dostaw gazu przez Rosję. Mimo to KE widziała limit raczej jako środek odstraszający i zapobiegający ekstremalnym skokom niż narzędzie, z którego należałoby aktywnie korzystać w celu sztucznego ustalania cen gazu.

Zdaniem analityków banku Goldman Sachs, limitowi powinny towarzyszyć posunięcia zmierzające do ograniczenia zużycia gazu, bez których deficyt surowca na rynku unijnym może się pogłębić. Jak oblicza agencja Bloomberg, gdyby ustalone regulacje obowiązywały już wcześniej, w kończącym się roku ceny gazu podlegałyby ograniczeniom przez 40 dni.

- Nie jest łatwo przewidzieć ostateczny wpływ tych rozwiązań. Z pewnością nie jest to żaden cudowny środek, który rozwiąże wszystkie problemy – komentuje w rozmowie z Bloombergiem Simone Tagliapietra, badacz z think tanku Bruegel w Brukseli.

Limit cen gazu w UE – jakie zasady?

Od szczytów z sierpnia notowania europejskich kontraktów na gaz spadły o 70 proc. za sprawą złagodzenia obaw o niedobory surowca zimą. Mimo to wciąż są znacznie wyższe od sezonowej średniej, a tylko dotychczasowe koszty kryzysu energetycznego oraz innych konsekwencji rosyjskiej inwazji na Ukrainę szacuje się w Europie na bilion dolarów.

Tymczasem porozumienie oznacza wejście w życie szerszego planu, mającego na celu ograniczanie zmienności rynkowej oraz wprowadzenie wspólnych zakupów gazu. Przed lutowym terminem wejścia w życie kształt projektu będą analizować regulatorzy, a jeśli czynniki ryzyka przeważą korzyści, decyzja o limicie może zostać zrewidowana lub nawet cofnięta.

Mechanizm zakłada kilka warunków koniecznych do aktywowania ograniczenia cen błękitnego paliwa. Po pierwsze ceny gazu w będących punktem odniesienia dla UE holenderskich kontraktach TTF muszą przekraczać 180 euro za megawatogodzinę (dla porównania we wtorek sięgały one 107 euro). Musiałyby być przy tym co najmniej o 35 euro wyższe od światowych cen gazu LNG, a obydwa pułapy musiałyby być przekroczone przez trzy dni z rzędu. Po uruchomieniu mechanizm ograniczałby ceny przez co najmniej 20 dni roboczych.

Czytaj więcej

Unia nakłada kaganiec na rosyjski gaz. "Może mieć negatywne skutki"

Limit cen gazu w UE – przeciw tylko Węgry

Zadowolenie z umowy, która ma zostać podpisana w najbliższych dniach, wyraziła szefowa KE Ursula von der Leyen. Najbardziej zdecydowanych posunięć domagały się Belgia, Włochy, Grecja i Polska. Zwolennikami bardziej ostrożnych kroków były Holandia, Dania i Niemcy, które obawiały się, że regulacje uczynią poszukującą nowych dostawców UE mniej atrakcyjnym rynkiem. Ostatecznie jednak kompromisowi sprzeciwiły się tylko Węgry.

Wcześniej zaniepokojenie potencjalnie destabilizującym wpływem mechanizmu wyrażała giełda Intercontinental Exchange, na której prowadzony jest handel kontraktami TTF. Operator analizuje regulacje, jednak na razie trzyma się zapowiedzi utrzymania handlu na dotychczasowych zasadach.

Część analityków ostrzegała, że w przypadku aktywacji limitu cenowego grozi przeniesienie handlu na rynki pozagiełdowe (objęcie ich działaniem mechanizmu jest możliwe w przypadku wniesienia odpowiedniej poprawki przez KE). Negatywnym skutkiem tego byłoby ograniczenie płynności. Niezadowolenia z wprowadzonych rozwiązań nie kryje Rosja.

- To jest naruszenie rynkowego procesu ustalania cen, jakiekolwiek próby ustalania limitu cenowego są niedopuszczalne – grzmiał w rozmowie z rosyjską agencją Interfax rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.