Polska energetyka będzie opierała się na węglu, ale realizacja tego celu nie wydaje się prostym zadaniem. Świat podąża w kierunku nowych odnawialnych  źródeł energii, a przyszła dekada może należeć do gazu, zgodzili się uczestnicy debaty zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą" i Green Cross Poland.

– Wszystkie wypowiedzi, które słyszymy, wskazują na to, że Polska jako kraj stawia na rozwój energetyki konwencjonalnej. Ale problemy, które wynikają z realizacji tego założenia, wskazują, że trzeba zastanowić się, czy akcenty w polityce energetycznej zostały właściwie rozłożone – powiedział Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Przypomniał, że budowa nowych bloków w elektrowniach opalanych węglem kamiennym i brunatnym opóźnia się, gdy tymczasem w ostatnich latach nastąpił rozwój energetyki odnawialnej. Inwestycje w OZE przeprowadzały zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i małe i średnie firmy.

Rozwój energetyki odnawialnej wynika ze zobowiązań wspólnotowych. W przypadku Polski cel wyznaczony do 2020 r. to zwiększenie udziału energii wytwarzanej z OZE do 15 proc. całkowitego zużycia energii, a średnioterminowy cel do 2010 r. – 8,8 proc. Jak wynika raportu Komisji Europejskiej do 2010 r., poziom ten udało się zrealizować na poziomie 9,5 proc., a więc wyższym niż zakładany w średnioterminowym planie.

Zagrożony cel

Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych przygotowało pierwotny projekt wykonania przez Polskę celu udziału OZE na poziomie 15 proc. energii finalnej w 2020 r. Eksperci obawiają się teraz, czy plan dotyczący 2020 roku uda się zrealizować. – Widzimy zagrożenia dla wykonania tego celu. Nadpodaż świadectw pochodzenia energii z odnawialnych źródeł może stanowić powód do zahamowania rozwoju wytwarzania energii odnawialnej – uważa Andrzej Cylwik, prezes CASE-Doradcy.

Przedsiębiorstwa mogą wykorzystywać wydane świadectwa pochodzenia energii, tzw. zielone certyfikaty, bez ograniczeń czasowych. Dokonują tzw. bankingu, czyli przenoszą na kolejne lata te, których obecnie nie potrzebują. Tymczasem KE będzie rozliczała Polskę z realnej produkcji energii odnawialnej w 2020 r. – Nie ma możliwości skorzystania w 2020 r. z tych świadectw jako podstawy do zaliczenia energii – podkreśli Andrzej Cylwik.

Ministerstwo Gospodarki dostrzega ten problem. W planach przedstawionych w połowie września zapowiedziało ograniczenie czasu obowiązywania zielonych certyfikatów do dwóch lat.

Przedsiębiorcy wskazują jednak na kolejny problem: brak przejrzystości rynku certyfikatów. Cena świadectw pochodzenia na Towarowej Giełdzie Energii spadła w tym roku o połowę, osiągając wiosną zaledwie 133 zł za MWh.

– Relacjonowanie tego, co dzieje się na rynku certyfikatów w odstępach kwartalnych, i to z opóźnieniem, jest błędem. To powinny być dane dostępne na bieżąco – wskazuje Wojciech Cetnarski.

Przypomina, że dane o ilości wyprodukowanej odnawialnej energii podają Agencja Rynku Energii i Urząd Regulacji Energetyki. Ministerstwo Gospodarki korzystając z tych dwóch różnych źródeł, publikuje dane o udziale OZE w bilansie energetycznym. Dodatkowo informacje o rynku OZE przedstawia Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który zbiera opłaty zastępcze. Są one wnoszone przez firmy energetyczne zajmujące się wytwarzaniem energii elektrycznej lub jej obrotem i sprzedające ją odbiorcom końcowym jako rekompensatę za niewypełnienie obowiązku uzyskania i przedstawienia prezesowi URE do umorzenia świadectw pochodzenia.

– Cena opłaty zastępczej corocznie była powiększana o wskaźnik inflacji. To błąd, a powinna to być tylko inflacja bazowa, bez cen energii – zaproponował Andrzej Cylwik.

Zdaniem Cetnarskiego brak ujednoliconych miarodajnych danych o rynku zielonych certyfikatów znacznie utrudni firmom planowanie przedsięwzięć. W ten sposób doszło do znacznej przeceny świadectw pochodzenia.

– Tak samo jak giełda musi ogłaszać wyniki sesji codziennie, tak samo wydawanie zielonych certyfikatów powinno na bieżąco być raportowane – podkreślił Cetnarski.

Przedstawiciel Ministerstwa Gospodarki nie zgodził się z tą oceną. – Inwestorzy i aktywni uczestnicy rynku są w stanie wydobyć informacje o świadectwach pochodzenia, głównie przez Towarową Giełdę Energii, która ma bardzo szeroki wachlarz sprawozdań: dziennych, tygodniowych, kwartalnych. Trzeba tylko po nie sięgnąć i je przeanalizować – powiedział Janusz Pilitowski, dyrektor Departamentu Odnawialnych Źródeł Energii MG.

Zdaniem Cylwika minimalny okres sprawozdawczy powinien stanowić komunikat miesięczny. – To zasady dobrego prawa, by podawać wystandaryzowane, porównywalne dane. Rozwiązania przyjęte w małym trójpaku są wielce niedoskonałe – powiedział Cetnarski.

Dobre prawo

– Jeśli mówimy o OZE, potrzebna jest kompleksowa regulacja. Za chwilę wkroczymy w trzeci rok pracy nad ustawą, a w tym czasie Niemcy stworzyły w odnawialnych źródłach tyle nowych mocy, co całe występujące w Polsce – zauważył Marek Rojewski, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Energii Odnawialnej.

Przedstawiciele przedsiębiorców wyrazili nadzieję, że system aukcji dla OZE, jaki planuje od 2015 r.u Ministerstwo Gospodarki, będzie przejrzysty. Jednak, ich zdaniem, nie wszyscy będą mogli w jednakowej mierze skorzystać ze stałego wsparcia przez planowany w nowym prawie okres 15 lat.

– Jeśli mówimy o wsparciu przez 15 lat, to trzeba sobie wyobrazić, jak będą kształtować się np. ceny biomasy przez ten okres – powiedział Wojciech Cetnarski.

Przypomniał, że system wsparcia odnawialnych źródeł energii będzie opierał się na stałych cenach sprzedaży energii elektrycznej ustalonych na aukcjach. – Będąc przedsiębiorcą, który ma bardzo wysokie koszty zmienne, a tak jest w przypadku np. współspalania biomasy albo wykorzystania jej jako podstawowego paliwa, miałbym duży problem, jak zabezpieczyć sobie ryzyko kosztów paliwa – dodał Cetnarski.

Jego zdaniem system aukcji jest dobrym rozwiązaniem dla energetyki wiatrowej i słonecznej. – Można z dużym prawdopodobieństwem zaplanować sobie koszty w tych dwóch technologiach. Fotowoltaika ma niewiadomą tylko w momencie nakładów inwestycyjnych. Natomiast w przypadku biomasy i biogazu – już nie ma tej pewności – mówił Cetnarski.

– Każdy chciałby się podjąć działalności, która nie będzie obarczona żadnym ryzykiem. Już dziś inwestorzy podejmują się inwestycji, nie mając żadnych gwarancji, że cena biomasy będzie na stałym poziomie – odpowiedział Janusz Pilitowski.

Rynek biomasy

– Wydaje się, że rodzi się w warunkach nowej ustawy potrzeba stworzenia rynku biomasy. Potrzeba regulacji w obszarze, certyfikacji, zrównoważonego rozwoju i weryfikacji pochodzenia biomasy, a także kontraktów długoterminowych na biomasę – zaproponował Janusz Pilitowski.

Dodał, że obecnie przedsiębiorcy nie są w stanie wiarygodnie przedstawić prezesowi URE źródła pochodzenia biomasy. Według ekspertów polski system rozliczania produkcji zielonej energii pochodzącej z biomasy jest zły.

– Pomysły, które zostały wskazane, np. w maksymalnej wielkości instalacji biomasowych, które będą wspierane, powoduje ograniczenie obszarów, z których można biomasę pozyskiwać – ocenił Wojciech Cetnarski.

– Przy wskaźniku 0,5 świadectwa pochodzenia za 1 MWh energii element współspalania może okazać się wątpliwy, jeśli chodzi o opłacalność – ocenił Marek Rojewski.

Eksperci zgodzili się, że polityka energetyczna nie powinna wspierać nadmiernie współspalania, ponieważ nie jest to technologia zapewniająca długoterminowe, stabilne dostawy zielonej energii.

– To technologia oportunistyczna, koszt wejścia na rynek jest prawie żaden i wyjścia też. Natomiast inwestorzy, którzy dokonali dużych inwestycji, mają większą skłonność do tego, by funkcjonowały w długim okresie. To instalacje wiatrowe, biogazownie czy słoneczne – podkreślił Wojciech Cetnarski.

Dekada gazu

– W wielu prognozach, zarówno zagranicznych firm i jak i międzynarodowej agencji energii kolejna dekada będzie należała do gazu ziemnego. - Wszyscy prognozują spadek cen gazu ziemnego – podkreślił Andrzej Cylwik.

Na cenę gazu mają wpływ m.in. regulacje europejskie: liberalizacja rynku, zawieranie nowych kontraktów, eksploatacja nowych źródeł i otwieranie nowych połączeń przesyłowych z dopuszczeniem do rynku konkurencji.

– Mamy ponadto szansę, by pojawił się w Europie gaz łupkowy, ten ze Stanów Zjednoczonych. Można też oczekiwać, że będzie to gaz łupkowy z Polski – dodał Andrzej Cylwik.

Gaz łupkowy może uniezależnić notowania gazu od cen ropy.

– W gospodarkach nas wyprzedzających dojrzałej Unii problem rezerw mocy został rozwiązany przez elektrownie gazowe – przypomniał prezes CASE-Doradcy.

Tani węgiel z importu

– Europie grozi sytuacja taka, że będzie miała energetykę węglową, ale opartą na węglu, np. australijskim, który jest tańszy i łatwo dostępny – powiedział Andrzej Cylwik.

Przywiezienie węgla do Europy drogą morską nie podraża znacząco jego kosztów, także import węgla drogą lądową stał się opłacalny. Część rynku już została oddana. Rocznie ponad 10 mln ton węgla jest regularnie sprowadzanych do Polski.

– Odchodzimy od patriotyzmu, energia z węgla nie musi być energią z polskiego węgla – podkreślił Andrzej Cylwik.

Eksperci uczestniczący w dyskusji wskazali na problemy, przed jakimi stanął w Polsce sektor górniczy.

– Wolą rządu jest oparcie polskiej energetyki na węglu. OZE jest w drugim, a nawet w trzecim szeregu. Ale rząd ma jeden poważny problem: sektor wydobywczy. Mówimy o zwałach węgla na placach przy kopalniach i elektrowniach. Te zwały są wielkie – powiedział Marek Rojewski.

Zdaniem uczestników dyskusji technologia CCS nie stanowi obecnie rozwiązania problemu emisji CO2 w elektrowniach opalanych węglem.

– CCS to technologia droga, niepotrzebnie podniesiona do takiej rangi, jaką zyskała – podsumował Andrzej Cylwik.

Zdaniem przedstawiciela resortu gospodarki polityka energetyczna powinna odpowiedzieć na pytania: czy jesteśmy w stanie wykorzystać zasoby węgla w sposób efektywny i czy rozwój kopalni przebiega w sposób adekwatny do oczekiwań?

Prognoza dla energii

Polska ma duże rezerwy w oszczędzaniu energii. Wskaźnik zużycia energii na jednostkę PKB spada, ale nadal jest wyższy niż w krajach przemysłowych.

– Przedsiębiorstwa i rynek są bardziej zainteresowane uzyskaniem oszczędności we własnych kosztach niż korzystaniem z przetargowego systemu białych certyfikatów – stwierdził Wojciech Cetnarski.

Zdaniem Marka Rojewskiego zużycie energii elektrycznej będzie spadało. BdTXT - W - 8.15 J: – W 2009 r. zużywaliśmy znacznie więcej energii niż obecnie. Prognozy mówiły o wzroście zużycia energii, ale stan faktyczny tego nie potwierdził. Poprawa efektywności w dużych przedsiębiorstwach doprowadzi do dalszego spadku zużycia energii – powiedział wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej.

I dodał, że Niemcy do 2023 roku planują o 10 proc. zmniejszyć zużycie energii.

– Podobnie jak w obszarze efektywności energetycznej, jak i kształtowania się miksu energetycznego mamy dużo do zrobienia – przyznał Janusz Pilitowski.

Rozstrzygnięcie przez URE pierwszego przetargu na białe certyfikaty pokazało, że w efektywności energetycznej, w obszarze konkurencji i w samej legislacji jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. – Musimy szukać tworzenia warunków funkcjonowania dla przedsiębiorstw, które zapewnią im szanse na światowym rynku konkurencji. Także nośniki energii decydują o tym, czy nasza gospodarka będzie konkurencyjna – powiedział Janusz Pilitowski.

Zapewnił, że Ministerstwo Gospodarki traktuje to jak swego rodzaju priorytet.

Opinie:

Aleksander Grad, prezes PGE EJ.

Projekt jądrowy jest strategicznym, wręcz cywilizacyjnym przedsięwzięciem mającym ogromne znaczenie dla całej gospodarki i kształtującym politykę energetyczną kraju na kolejne dziesiątki, a nawet setki lat. Dlatego budowa elektrowni jądrowej nie może być traktowana jako indywidualny projekt inwestora, lecz jako strategiczny dla energetyki, realizowany przy wsparciu rządu. „Strategia energetyczna Polski do 2030 r." określa udział energetyki jądrowej w krajowych mocach wytwórczych energii na ponad 10 proc. Dokument będzie wkrótce aktualizowany, ale zakładam, że jeśli chodzi o prąd z atomu, proporcje nie ulegną zasadniczej zmianie. Głównie dlatego, że energetyka jądrowa jest dziś najbardziej przewidywalną formą wytwarzania energii elektrycznej i doskonale nadaje się do tego, by być stabilizatorem cen energii w gospodarce. Poza tym można przewidywać, że trend do ograniczania emisji gazów cieplarnianych będzie kontynuowany i wtedy najważniejszym pytaniem jest, co ma zastąpić węgiel, a jeśli ograniczenia pójdą dalej – co ma zastąpić gaz. Dla wielu gospodarek to właśnie atom stanowi rozwiązanie ze względu na bezemisyjność, dostępność paliwa i jego niewielki udział w kosztach produkcji energii.

Dariusz Lubera, prezes Tauron Polska Energia.

Polska energetyka jest oparta na węglu i przez wiele kolejnych lat sytuacja ta nie zmieni się. Jest ku temu kilku powodów. Przede wszystkim posiadamy duże zasoby tego surowca, co gwarantuje Polsce bezpieczeństwo energetyczne. Elektrownie węglowe są źródłem stabilnych i ciągłych dostaw energii i podstawową rezerwą dla źródeł odnawialnych, które nie są w stanie zapewnić ciągłych dostaw energii dla klientów. Nie bez znaczenia są także kwestie finansowe. Energia pochodząca z elektrowni węglowych jest wciąż tańsza niż z innych źródeł wytwórczych, co ma swoje przełożenie na ceny energii dla konsumentów. Pakiet klimatyczno-energetyczny jest olbrzymim wyzwaniem dla Polskiej energetyki, dlatego jej przyszłością mogą być jedynie nowoczesne niskoemisyjne i wysokoprawne technologie. Z tego też powodu wytwórcy – jak m.in. Tauron Polska Energia – przykładają wiele uwagi do modernizacji istniejącego majątku, zwiększenia efektywności węglowych jednostek, rozbudowywania portfolio mocy wytwórczych oraz dywersyfikacji bazy paliwowej. Obok węgla konieczne jest rozwijanie produkcji energii w oparciu o gaz, odnawialne źródła energii, atom.

Robert Macias, członek zarządu RWE Renewables Polska.

Potrzebne są jasne, stabilne i przejrzyste przepisy dotyczące systemu wsparcia OZE. Ma to znaczenie nie tylko dla inwestorów. Najbardziej zainteresowaną stroną w tej kwestii powinien być rząd, który musi wytyczyć kierunek rozwoju OZE nie na kolejny rok, ale w perspektywie dekady i dalej. Ostatnie propozycje Ministerstwa Gospodarki oceniamy jako dobry krok na drodze do konsensusu między biznesem a otoczeniem legislacyjnym. Jednakże jako inwestorzy na rynku energetycznym analizujemy każdy projekt Ministerstwa z perspektywy szans i czynników ryzyka, jakie za sobą niesie.

Kluczowa dla RWE jest kwestia przepisów przejściowych, która powinna gwarantować stabilne warunki finansowe eksploatacji inwestycji. Obecna propozycja przepisów przejściowych jest naszym zdaniem niewystarczająca. Każda instalacja będąca w eksploatacji w ramach istniejącego systemu wsparcia powinna mieć zagwarantowany co najmniej 15-letni okres wsparcia.

Podstawą dobrego funkcjonowania rynku jest w pierwszej kolejności naprawa systemu, który działa od wielu lat, a następnie przejście do nowych rozwiązań. System zielonych certyfikatów pozwolił wybudować farmy wiatrowe o mocy około 3000 MW. Z naszych analiz wynika, że w systemie jest miejsce na kolejne co najmniej 3000 MW.

Witold Wawdyrz, prezes Sunpark Polska.

Smutne jest, jak w Polsce wybiera się najdziwniejsze rozwiązania, aby dostosować się do przepisów prawa. Zamiast stawiać na wiatr i słońce, które nie wystawiają rachunków za energię, spalamy lasy w elektrowniach węglowych, nazywając to ekologią. Czy polityka energetyczna ma polegać na budowie niezwykle drogich elektrowni atomowych lub dofinansowywaniu wielkimi sumami starych bloków węglowych? Próbuje się wmówić społeczeństwu, że elektrownie wiatrowe szkodzą środowisku, a fotowoltaika jest piekielnie droga i w polskich warunkach nie ma sensu. To wszystko kłamstwa.

Nowe propozycje wsparcia OZE przedstawione przez Ministerstwo Gospodarki są przykładem, jak można ugiąć się pod naciskiem lobbystów. Przepisy zawarte w „małym trójpaku" idą w dobrym kierunku, ale propozycja zapłaty 80 proc. ceny prądu za nadwyżki w prywatnych instalacjach fotowoltaicznych to jest zwykły, niesmaczny żart z przyszłych prosumentów. Po co w takim razie instalacje do 40 kW? Kto prywatnie potrzebuje 40 MWh energii elektrycznej w roku? Z kolei propozycje systemu aukcyjnego dla większych instalacji będzie można ocenić dopiero na podstawie przedstawionych sum granicznych.