7 pytań do Matthiasa Jochema

- Warunki udzielania zamówień publicznych w Polsce są bardzo rygorystyczne - mówi Matthias Jochem, wiceprezes Hitachi Power Europe

Publikacja: 05.03.2013 09:35

Energianews.pl: Jak dużo projektów realizuje teraz Hitachi w Polsce i w Europie?

Matthias Jochem:

Na całym kontynencie jesteśmy zaangażowani w projekty budowy nowych bloków wytwórczych w elektrowniach o łącznej mocy blisko 10 tys. MW. Znajdują się one głównie w Niemczech i Holandii. Na Polskę przypada 1075 MW z naszego portfela zamówień.

Bo tyle właśnie mocy będzie miał blok energetyczny w Elektrowni Kozienice, zamówiony przez Eneę. Budujecie go w konsorcjum z Polimeksem-Mostostal. Wszyscy wiedzą, że spółka ta znajduje się w niełatwym położeniu. Nie utrudnia to realizacji kozienickiego projektu?

Pierwsze prace rozpoczęły się już w sierpniu 2012 r. i od tego momentu nie doszło do żadnych zakłóceń w porządku prac. Mamy 58 miesięcy na realizację zamówienia i zamierzamy tego terminu dotrzymać. Widzimy, przez jakie zawirowania przechodzi Polimex, ale trzymamy kciuki, by mimo tych przejściowych kłopotów sytuacja szybko wróciła do normy. I podjęte działania naprawcze wskazują, że tak właśnie będzie. Według naszej oceny pozycja finansowa Polimeksu jest bezpieczna. Mamy duże doświadczenie we współpracy. Udana współpraca z polskimi partnerami jest dla nas bardzo istotna, bo wliczając Polimex-Mostostal, zrealizują oni prace, których wartość to ok. 50 proc. budżetu całego projektu, czyli ponad 3 mld zł. W szczytowym momencie na placu budowy i wokół niego pracować będzie blisko 2500 osób.

Hitachi we współpracy z SNC-Lavalin stara się też o kontrakt na budowę bloku w Elektrowni Jaworzno z grupy Tauron. Wasza oferta została odrzucona ze względów formalnych. Zna Pan dokładne przyczyny takiej decyzji komisji przetargowej?

Sprawa jest jeszcze w toku, więc nie chciałbym jej komentować. Chodzi o kilka przesłanek formalnych. Jednak żadna z nich naszym zdaniem nie powinna wykluczać oferty z postępowania, więc zgłosiliśmy się do Krajowej Izby Odwoławczej. Poczekajmy na jej decyzję.

Inny ważny przetarg, w którym Hitachi jest obecne, to walka o kontrakt na budowę bloku węglowego w Turowie dla PGE. Pan już powiedział, że ani oferty Hitachi, ani konkurencyjnego konsorcjum nie da się istotnie poprawić, mimo że PGE uważa je za zaskakująco drogie. Czy Hitachi wystartuje w przetargu ponownie, jeśli PGE postanowi unieważnić ten trwający i rozpocząć postępowanie od nowa?

Podtrzymuję opinię, że ze względu na oczekiwania techniczne i formalne zamawiającego nie ma możliwości znaczącego poprawienia oferty cenowej Hitachi. Polskie prawo przetargowe nie przewiduje negocjowania złożonych ofert z potencjalnymi wykonawcami. Dlatego teraz po prostu czekamy na decyzję PGE. Ale tak – jeśli firma ta zdecyduje się rozpisać przetarg od nowa – ponownie weźmiemy w nim udział.

Jedną z rozważanych opcji jest zwiększenie mocy planowanego w Turowie bloku np. do 1100 MW. Ale wśród ekspertów z branży słychać też, że tamtejsze złoże węgla brunatnego może wyczerpać się w 2040 r. Czy sądzi Pan, że w takim układzie opłaci się budowa dodatkowych mocy w Turowie? Czas eksploatacji bloku może wynieść tylko 20 lat.

W tym okresie inwestycja powinna się zwrócić i zacząć przynosić zyski. Niemniej jednak elektrownie działają zazwyczaj przez znacznie dłuższy czas, w ekstremalnych przypadkach, tak jak w Polsce, nawet i 50-60 lat. I bloki dostarczane przez Hitachi mogą przez tak długie lata pracować.

Niektóre z przetargów w branży energetycznej, w których startuje Hitachi, ciągną się po ponad dwa lata. Albo ogłaszany jest plan, a do przetargu nawet nie dochodzi. Pan nie jest już tym trochę zmęczony, że plany się ciągle zmieniają, a procedury są tak skomplikowane, że można odpaść z przetargu, bo zabrakło jednej parafki na którejś ze stron oferty?

Warunki udzielania zamówień publicznych w Polsce są bardzo rygorystyczne. Pozwalają na odwołania, wymagają by przetarg był prowadzony etapowo, nie pozwalają negocjować. Ale zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić i dostosować. Respektujemy to, że prawo zostało skonstruowane w taki a nie inny sposób, by zapewnić transparentność. Co więcej, nasze doświadczenia zarówno w UE, jak i w innych miejscach świata wskazują, że długie przygotowania do realizacji inwestycji w energetyce nie są niczym niezwykłym. Firmy z tego sektora muszą angażować duży kapitał, by rozbudowywać moce, więc do są trudne i złożone decyzje.

Czy oczekuje Pan wielu kolejnych zleceń od koncernów energetycznych chcących budować elektrownie na węgiel. Czy era tego surowca już się kończy?

Nie wiem, czy na pewno się kończy, ale zdecydowanie w najbliższych latach takich inwestycji w Europie będzie mniej. Bardzo duża bloków, które właśnie budujemy, zostanie oddana do użytku jeszcze w tym roku, a później trzeba liczyć się z przestojem. Polska ze swoimi planami jest pod tym względem wyjątkowa. Może sobie pozwolić na budowę nowych elektrowni, ponieważ w przeciwieństwie do reszty państw Unii cały czas się gospodarczo rozwija. Realizujemy również nowe projekty w Afryce. Wiele elektrowni węglowych powstaje w Chinach. Zapotrzebowanie na nowe moce do produkcji energii powstaje tam, gdzie obserwujemy dynamiczny wzrost PKB.

Dziękuję za rozmowę.

Energianews.pl: Jak dużo projektów realizuje teraz Hitachi w Polsce i w Europie?

Matthias Jochem:

Pozostało 98% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie