50-procentowy udział w spółce realizującej inwestycję ma umożliwić partnerom równą kontrolę nad przedsięwzięciem – przyznają prezesi obu firm.

Dariusz Kaśków z Energi ujawnia, że Ostrołęka C będzie finansowana długiem wziętym na bilans grupy. Bardziej wstrzemięźliwy jest Mirosław Kowalik z Enei. Pytany o projekt mówi, że strony dopiero będą pracować nad modelem biznesowym. Zaznacza, że przy nowych inwestycjach podejmowanych przez spółkę tak samo ważne jak zapewnienie określonego poziomu własnej produkcji jest też optymalne zabezpieczenie dostaw węgla.

Partnerzy są przy tym otwarci na wejście inwestorów finansowych. Jeśli się tacy znajdą, to zaangażowane obu spółek proporcjonalnie się obniży.

Paweł Puchalski, szef działu analiz giełdowych w DM BZ WBK, uważa, że zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłaby realizacja inwestycji w spółce celowej bez jej konsolidowania. Twierdzi również, że ewentualna potrzeba szukania kolejnego partnera do bloku w Ostrołęce pojawić się może dopiero po 2020 r., bo wtedy zacznie się szczyt wydatków.

Analityk zwraca też uwagę, że znacznie większy problem realizacji projektu w ramach bilansu pojawia się w przypadku Enei. Bo jest ona już zadłużona po przejęciu kontroli nad Bogdanką i ma przed sobą kolejne wyzwania, np. dofinansowanie KHW bądź potencjalne akwizycje związane z przejęciem aktywów EDF i ewentualnym kupnem Połańca. – O ile projekt w Ostrołęce jest dla Energi pewnym problemem, o tyle dla Enei udział w nim – wraz z innymi ryzykami – oznacza budowanie ogromnej ekspozycji na segment wytwórczo-wydobywczy – zauważa Puchalski.

W przypadku Energi, jak przyznaje, trudno jednoznacznie powiedzieć, czy wzięcie 3 mld zł z długu na realizację projektu oznacza przekroczenie kowenantów, bo szczyt wydatków pojawi się dopiero w latach 2020–2022. Nie wiadomo też, jaka będzie wtedy EBITDA spółki przy nieustannie zmieniających się warunkach rynkowych. Nie znamy także wartości potencjalnego przejęcia aktywów EDF ani wielkości strat generowanych przez PGG – argumentuje analityk.