Strachy na Lachy

Fotorzepa/Krzysztof Skłodowski

Po raz kolejny Gazprom straszy swoich klientów z Zachodniej Europy nieodpowiedzialną Polską. To sprawdzona metoda walki o swoje.

Rosjanie głośno ostrzegają, że Polacy nie chcą nowego kontraktu na tranzyt gazociągiem Jamał-Europa. I od razu zaznaczają, że nie mają żadnego planu B. Czy to nie dziwne? Wiedzieć, że coś może się nie powieść i nie robić nic, by przygotować alternatywę tej sytuacji?

Jedyne wytłumaczenie takiego postępowania jest takie, że tak naprawdę są to strachy na Lachy. W 2022 r Gazprom może w ogóle nie potrzebować rurociągu Jamał-Europa. Przeforsowanie rozbudowy gazociągu po dnie Bałtyku da dodatkowe 55 mld m3 mocy przesyłowej bez konieczności płacenia komukolwiek za tranzyt. To o 22 mld m3 gazu więcej aniżeli można przesłać obecnie przez Białoruś i Polskę. Nord Stream 2 ma być gotowy w 2019 r czyli trzy lata przed końcem obowiązywania kontraktu z Polską na Jamał-Europa. Gazprom może wtedy spokojnie nie zgodzić się na żadne polskie warunki i nie przedłużyć kontraktu na tranzyt.

Widać więc wyraźnie, o co walczy Gazprom. Chce na tyle nastraszyć swoich klientów z Europy Zachodniej, by ci z kolei zmusili Brukselę do ustępstw na rzecz rozbudowy Nord Stream. A nie ma o tym mowy, dopóki skuteczny jest pozew PGNiG do Trybunału w Luksemburgu, o zablokowanie zwiększonego dostępu Gazpromu do lądowego przedłużenia Nord Stream – niemieckiego gazociągu OPAL.

Stąd nowa ofensywa Gazpromu wsparta chórem ekspertów i urzędników jak Konstantin Simonow szef Funduszu Narodowego Bezpieczeństwa Energetycznego. Przypomniał on ostatnio w Gazecie.ru,  że „Polska to jeden z najbardziej anty-rosyjsko nastawionych państw”. Polaków ma denerwować zwiększanie przesyłu przez OPAL, co zmniejsza dochody Warszawy z tranzytu. Jeżeli więc polskie władze zdecydują się nie przedłużać umowy tranzytowej, będzie to „oznaczać tylko jedno – przesłanki polityczne wzięły w Warszawę górę nad biznesem”.

Do tego wywodu można dodać „podobne jak to od początku jest w Moskwie”. Widać pan Simonow zapominał, że Gazprom to przekształcone komunistyczne ministerstwo ropy i gazu. I jako taki koncern od początku wykonywał polityczne decyzji swoich mocodawców z Kremla. A decyzje te z biznesem zazwyczaj mało mają wspólnego. Dlatego Polska musi zrobić wszystko, by przekonać Zachód, a szczególnie Niemców, do swoich racji i by sąd w Luksemburgu podtrzymał swoją decyzję w sprawie OPAL. Tylko wtedy można prowadzić z Gazpromem negocjacje jak równy z równym. Iwona Trusewicz

Mogą Ci się również spodobać

Akcjonariusze Jukosu napisali do Tuska

W piśmie do Rady Europejskiej akcjonariusze Jukosu przedstawili program spłacania przez Rosję zasądzonego odszkodowania. ...

Odzysk energii cieplnej na terminalu LNG w Świnoujściu

Terminal LNG po rozbudowaniu będzie w stanie odbierać rocznie do 7,5 mld m3 skroplonego ...

Co się wydarzyło w Australii?

Prowincja Australia Południowa została pozbawiona prądu wskutek wadliwego działania farm wiatrowych. Taka awaria zdarzyła ...

Resort energii zapowiada zmiany w ustawie o OZE

Ministerstwo Energii pracuje nad kompleksową nowelizacją ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE) – podał ...

Litwa pod unijnym prądem

Republiki bałtyckie zmniejszają zależność energetyczną od Rosji. Dziś po raz pierwszy prąd popłynął między ...

Onico: sanacja albo upadłość

Jeden z największych importerów paliw w Polsce jest niewypłacalny. Teraz sąd zdecyduje, czy ogłosić ...