Bruksela przechodzi na rosyjski

Fotorzepa/Krzysztof Skłodowski

Komisja Europejska będzie bronić Wspólnoty przed ostrzejszymi sankcjami Ameryki wobec Rosji. Tym samym brukselscy urzędnicy już zdecydowali, z kim trzymają i kogo reprezentują.

Oficjalnie chodzi o to, że nowe amerykańskie sankcje wobec Rosji uderzą w europejskie interesy. Jakie? Ano te, które mają zachodnie koncerny energetyczne z Gazpromem. A więc przede wszystkim Nord Stream 2. Dlatego KE przygotowała działania odpowiadające na amerykańskie restrykcje, dowiedział się najnowszy Financial Times.

Choć trudno w to uwierzyć, to gazeta zapewnia, że ma w rękach projekt takiego dokumentu. Zostanie on w środę przedstawiony na posiedzeniu komisji. Urzędnicy chcą m.in. by prezydent Donald Trump „publicznie lub na piśmie” zapewnił, że „ przyjęte sankcje nie będą naruszać interesów Unii i być przeciwne z nimi”.

Pod określeniem „interesy Unii” brukselscy urzędnicy nie rozumieją jednak interesów Polski, Litwy czy Szwecji, ale wyłącznie Niemiec, Austrii, Francji i Holandii, czyli największych rosyjskich lobbystów w Brukseli.

Starając się wywrzeć nacisk na Biały Dom w imieniu całej Unii, tak naprawdę urzędnicy Komisji działają w interesach Rosji. Kreml nie musi już nic sam oświadczać. Walka o Nord Stream 2 i podobne rosyjskie projekty przenosi się do unijnych instytucji. Trudno wytłumaczyć zachowanie członków Komisji inaczej, aniżeli skutecznym lobbingiem stronników Rosji we Wspólnocie. Zachodnie koncerny zapatrzone są wyłącznie w swoje przyszłe zyski i pewnie gdyby Korea Północna była bliżej i miała dość taniego gazu i ropy, to bez namysłu kupowałyby je od reżimu Kima.

Dlaczego jednak także politycy zachodni dają się uwieść rosyjskiej argumentacji? Dlaczego nie widzą lub nie chcą widzieć realnych niebezpieczeństw, jakimi jest rosyjska dominacja surowcowa? Dlaczego nie pamiętają już o sytuacji z początku 2009 r? Wtedy Gazprom bez skrupułów zakręcił kurek gazowy połowie Europy na dwa tygodnie, tylko dlatego, że chciał zmusić Ukrainę do uległości.

Zachodnie firmy liczą, że uwalniając się od trasy tranzytowej przez skonfliktowaną z Rosją Ukrainą zapewnią sobie niewyczerpane źródełko mamony. Niemiecką ambicją jest stworzenie u siebie największego hubu rosyjskiego gazu i zarabianie na handlu nim z całą Europą.

Trochę to przerażająca filozofia. Jej wyznawcy zapominają, że dla Kremla surowce nie są źródłem dewiz, ale przede wszystkim bronią, którą bez wahania posłużą się w odpowiednim momencie. Czas więc by kraje coraz bardziej odsuwane na margines brukselskiej polityki, wspólnie zawalczyły o swoje (i całej Wspólnoty) racje.

Mogą Ci się również spodobać

PERN poprawia wyniki

Operator polskiego i niemieckiego odcinka ropociągu „Przyjaźń” wypracował w pierwszym półroczu aż 163 mln ...

Wybuch w czeskim zakładzie Orlenu. Wśród ofiar nie ma Polaków

W Kralupach doszło do eksplozji zbiornika w wyniku której zginęło sześć osób, a kilka ...

Nasz węgiel przegra konkurencję

W miksie Polski widzę miejsce zarówno dla atomu, jak i dla odnawialnych źródeł energii ...

Białoruś pozostanie bez prądu z Rosji

Mińska nie stać na zapłacenie za zakup energii elektrycznej z Rosji więc w ogóle rezygnuje ...

Ile warte są gazociągi Ukrainy?

Największy w Europie system transportu gazu wart jest 12,5 mld dol. Wyceny dokonała firma EY. ...

Polski rynek kusi obcych graczy

Firmy z Estonii, Skandynawii i Hiszpanii są zainteresowane kupowaniem spółek obrotu prądem i gazem. ...