Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na luty na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku jest wyceniana po 30,13 dol.; w ciągu dnia cena spadła do 29.93 dol. – poziomu najniższego od dwunastu lat.

Jeśli nadal będzie się utrzymywał proces aprecjacji dolara, cena ropy naftowej może spaść w okolice 20 dolarów za baryłkę – przewidują analitycy Morgan Stanley.

Może to oznaczać dalsze kłopoty dla wielu krajów, których gospodarki są uzależnione od eksportu tego surowca.

W opublikowanej w tym tygodniu prognozie Morgan Stanley oblicza, że wzrost wartości dolara o 5 proc. w stosunku do koszyka innych walut może zepchnąć w dół ceny ropy naftowej nawet o 10-25 proc. Oznaczałoby to potanienie tego surowca nawet o 8 dolarów na baryłce.

„Cena ropy w okolicach 20 dol. jest prawdopodobna” – napisał Adam Longson, analityk Morgan Stanley w raporcie poświęconym konsekwencjom dalszego dewaluowania juana przez Chiny. Z prognozy wynika, że o ile słaby juan pomógłby słabnącej gospodarce Państwa Środka, to przyczyniłby się jednocześnie do wzrostu koszów importu surowców wycenianych w dolarach. Byłoby to więc kolejnym czynnikiem ograniczącym popyt na ropę w Chinach. „Scenariusz w granicach 20-25 dolarów jest możliwy tylko z powodu obniżania kursów juana” – twierdzi Longson.

Analitycy z Goldman Sachs, Citigroup i Bank of America przewidują także, że czynnikiem sprzyjającym spadkom ropy będzie uzupełnienie przez Stany Zjednoczone do maksymalnych poziomów rezerw ropy i paliw, co w efekcie jeszcze bardziej ograniczy popyt.

Ropa naftowa potaniała w ciągu minionych 18 miesięcy aż o 65 proc., głównie z powodu nadpodaży i wojny cenowej prowadzonej przez kraje OPEC z USA, gdzie koszty wydobycia surowca są wyższe niż na Bliskim Wschodzie. Teraz kolejnym czynnikiem stała się aprecjacja dolara, który w obrotach ropą jest od lat walutą podstawową.

Prognoza Morgan Stanley oznacza dalsze kłopoty dla gospodarek takich krajów jak Rosja, Arabia Saudyjska, Nigeria, czy Wenezuela, które są uzależnione od eksportu ropy naftowej. Ale problemy przeżywa także sektor naftowy w USA, w którym zamyka się odwierty i ogranicza zatrudnienie.

Tomasz Deptuła z Nowego Jorku