Po południu odzyskiwała jednak straty i wróciła w okolice 20 dol. za baryłkę, czyli znalazła się o około 6 proc. wyżej niż w końcówce wtorkowej sesji. W sumie od początku tygodnia spadła ona o blisko 30 proc. a od początku roku – o 70 proc. Ropa gatunku WTI (w kontraktach na czerwiec) zyskiwała natomiast po południu ponad 15 proc. a jej cena wynosiła około 14 dol. za baryłkę.
– Ropa będzie rosnąć wraz z otwieraniem gospodarki – przekonuje Larry Kudlow, doradca ekonomiczny prezydenta USA. Rynek naftowy wciąż doświadcza głębokiej nierównowagi po załamaniu popytu wiązanym z pandemią koronawirusa. Załamanie cen w ostatnich dniach było wywołane m.in. doniesieniami o kończącym się miejscu do składowania ropy w kluczowych magazynach. Według danych American Petroleum Institute zapasy ropy w USA zwiększyły się w zeszłym tygodniu o 13,2 mln baryłek. W Indiach zbiorniki ropy składowanej dla rafinerii są już zapełnione w 95 proc. – Jeśli bilans popytu i podaży jest pozytywny lub negatywny, można zawsze reagować, zwiększając zapasy lub zużywając znajdującą się w nich ropę. Jeśli jednak zapasy są zapełnione, to nie ma już buforu pozwalającego złagodzić bardzo silną nierównowagę, którą teraz widzimy – twierdzi Per Magnus Nyvsen, szef działu analiz w firmie Rystad Energy.