Do połowy roku ceny ropy naftowej sięgną 110 dol. za baryłkę – zapowiada Jeffrey Currie z Goldmana Sachsa. Jak tłumaczy szef działu analiz rynków surowcowych w amerykańskim banku inwestycyjnym, wszystko przez pełne otwarcie drugiej co do wielkości na świecie gospodarki chińskiej. Jego zdaniem oczekiwany po obchodach Nowego Roku Księżycowego definitywny koniec obostrzeń przełoży się na wzrost cen szeregu surowców, w tym miedzi, ale przede wszystkim ropy.

– Jak najlepiej obstawić ponowne otwarcie Chin? Kupując ropę naftową. Samoloty, pociągi i samochody stoją nieużytkowane. Jeśli to się zmieni, będzie to oznaczało znaczący wzrost popytu na ropę – oceniał Currie w rozmowie na antenie telewizji Bloomberg.

Ceny ropy mogą wrócić powyżej 100 dol.

Jego sięgająca 110 dol. za baryłkę prognoza oznaczałaby, że do końca drugiego kwartału ceny odmiany Brent wzrosłyby o ponad 30 proc. Warunkiem jest jednak pełne zniesienie ograniczeń pandemicznych w Chinach i innych gospodarkach azjatyckich. Jeszcze dalej idą prognozy towarzystwa Andurand Capital Management, według którego otwarcie w Azji będzie oznaczało wzrost cen aż do 140 dol. W tym tygodniu wzrost cen ropy zapowiedział także bank ING Groep. – Mamy dość konstruktywne podejście, jeśli chodzi o ceny surowców. Jeszcze przez cały ten rok na tych rynkach powinna utrzymywać się nerwowość – przewidywał na wtorkowym spotkaniu z dziennikarzami Warren Patterson, odpowiedzialny w ING za strategię dla rynków surowcowych.

Czytaj więcej

Niemcy zastąpili rosyjską ropę. Pierwsze dostawy z Kazachstanu w styczniu

Zdaniem specjalistów instytucji w tym roku baryłka ropy Brent będzie kosztować średnio 104 dol., czyli o 5 proc. więcej niż w 2022 r. Wszystko dlatego, że ponownemu otwarciu się Chin towarzyszyć będzie spadek dostaw ropy z obejmowanej coraz bardziej ścisłymi sankcjami Rosji.

Zdaniem ING rosyjska produkcja ropy i produktów ropopochodnych będzie w tym roku o 1,5–1,8 mln baryłek dziennie niższa niż w 2022 r., co przekłada się na kilkunastoprocentowy spadek. Tymczasem globalne zużycie ropy wzrośnie w tym roku o 1,7 mln baryłek dziennie (Chiny będą odpowiadać za połowę tego wzrostu), co oznacza, że światowy rynek wróci do deficytu już w drugim kwartale.

Rok wyborczy

Notowania ropy mają za sobą kilka burzliwych tygodni. Po tym jak nałożenie limitu cenowego na ropę z Rosji przebiegło po myśli Zachodu, bo Kreml nie zareagował ograniczeniem produkcji, ceny Brent spadły najniżej od 12 miesięcy. Od tego czasu notują jednak silne wahania, bo oczekiwaniom globalnej recesji towarzyszą obawy o zbyt niskie wydobycie.

Jak ewentualny wzrost cen ropy przełoży się na ceny paliw na stacjach? Zdaniem Urszuli Cieślak, analityczki biura BM Reflex, jeśli prognozy wyższych globalnych cen surowca się sprawdzą, to rosły będą ceny także produktów ropopochodnych. Wszystko dlatego, że po podwyżce VAT rafinerie nie mają już zapasu marży, żeby móc obniżać ceny hurtowe. Do tego mogą dojść problemy ze zbilansowaniem rynku paliw gotowych, w tym zwłaszcza oleju napędowego.

– W związku z wchodzeniem w życie embarga na import diesla z Rosji w lutym presja na wzrost jego cen na stacjach może się utrzymać. Jeśli jednak wejście restrykcji przebiegnie bez większych turbulencji, to potem powinny one nieco zniżkować – przewiduje Cieślak, dodając, że istnieje ryzyko, że średnioroczne ceny paliw będą w tym roku wyższe niż w 2022 r., kiedy wyniosły 6,68 zł za benzynę 95, 7,24 zł za olej napędowy oraz 3,26 zł za gaz LPG.

Niepewność co do prognoz wprowadza jednak fakt, że mamy do czynienia z rokiem wyborczym. Jeśli jesienią, przed oznaczającym zwiększone zapotrzebowanie na paliwa grzewcze sezonem zimowym ceny na stacjach też będą rosły, to może pojawić się wzmożona presja polityczna na obniżenie marż. Tymczasem nieco bardziej ostrożnie do scenariusza znacznego wzrostu cen ropy podchodzą krajowi analitycy.

– Nie można wykluczyć ponownego wzrostu cen ropy w drugiej części roku do zakresu 90–100 dol. za baryłkę – przewiduje Michał Stajniak, zastępca szefa działu analiz w firmie brokerskiej XTB.

Chwilowa stabilizacja?

Według specjalisty mało prawdopodobny jest jednocześnie dalszy spadek cen ropy, a zwłaszcza ich zejście poniżej 70 dol. za baryłkę. Jak tłumaczy, przy tych wartościach amerykańska administracja będzie chciała skupować ropę do rezerw. Jednocześnie kartel OPEC może zdecydować się na obniżenie celu produkcyjnego, motywując to obawami o globalne spowolnienie gospodarcze, które przełożyłoby się na spadek cen surowca.

Jak zauważa Dorota Sierakowska, analityczka DM BOŚ, na razie presja na spadek cen ropy, wynikająca ze spowalniania gospodarki, utrzymuje się. Jednak niższa inflacja w USA daje szansę na łagodniejszą politykę monetarną Fedu, która oznaczałaby łagodniejszą recesję, a więc i płytszy spadek popytu na ropę. Mimo to przynajmniej w krótkim terminie jej zdaniem ceny ropy nie powinny rosnąć.

– Nadal widać słabość największych gospodarek, w tym USA i Chin, a amerykańskie zapasy w ostatnim czasie skokowo wzrosły ze względu na przestój w rafineriach oraz słaby popyt. Do tego obchody Nowego Roku Księżycowego w Chinach przełożą się na okresowo niższy popyt w Państwie Środka – wylicza Sierakowska.

– Na ten moment słabszy dolar nie pomaga ropie i ta konsoliduje się. Najprawdopodobniej taka sytuacja utrzyma się przynajmniej do końca I kwartału, jednak oczekiwania dotyczące ożywienia w Chinach i potencjalnie miękkiego lądowania w Europie i w USA mogą przełożyć się na większy popyt niż prognozowano jeszcze w pod koniec 2022 r. – dodaje Stajniak.