Producenci OZE rozczarowani pomysłem rządu, przemysł się cieszy

Rząd planuje znacząco obniżyć zobowiązania polskich firm energetycznych dotyczące zakupu tzw. zielonych certyfikatów dających dodatkowe zyski wytwórcom zielonej energii. Producenci zielonej energii są rozczarowani, przemysł się cieszy.

Publikacja: 17.08.2023 03:00

Mniej wsparcia dla OZE.

Mniej wsparcia dla OZE.

Foto: Adobe Stock

Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało drugą wersję rozporządzenia dotyczącego tzw. zielonych certyfikatów. To świadectwa pochodzenia, które potwierdzają, że dana energia pochodzi z instalacji uznanych jako OZE.

Mniejszy obowiązek, niższe ceny prądu?

Ustawowy obowiązek zakupu certyfikatów nałożono przed laty na firmy sprzedające energię, aby wspierać finansowo instalacje OZE i pobudzić rynek. Właściciele OZE mogą te świadectwa pochodzenia sprzedawać na Towarowej Giełdzie Energii. Z roku na rok zakres tego obowiązku się zmniejsza, bo w międzyczasie rząd rozpoczął wspieranie nowych OZE poprzez aukcje. W efekcie z tego systemu korzystają instalacje OZE pochodzące sprzed systemu aukcyjnego, a więc przed 2016 r.

Czytaj więcej

Ministerstwo zapewnia, że podatku od domowej fotowoltaiki nie będzie

W 2023 r. obowiązek ten wynosił 12 proc. W 2024 r. miał wedle pierwszego projektu wynieść 11 proc., ale kilka dni temu ministerstwo pokazało drugą wersję, gdzie obowiązek ograniczono skokowo do 5 proc. O tę zmianę – jak wynika z dokumentów – wnioskował minister rozwoju i technologii Waldemar Buda, który po opublikowaniu pierwszego projektu zgłosił postulat obniżenia obowiązku dot. zielonych certyfikatów do 5 proc.

– Uważamy, że taka wysokość obowiązku powinna wpłynąć na obniżenie cen świadectw pochodzenia, których utrzymująca się wysoka cena w połączeniu ze wzrostem cen energii elektrycznej prowadzi do zbyt dużego obciążenia odbiorców końcowych oraz nadmiernego wsparcia wytwórców OZE objętych tym systemem wsparcia – uważa minister. Resort klimatu podzielił obawy wyrażane przez resort rozwoju i wskazywał na te same wątki dotyczące wysokich cen energii.

Rynek podzielony

Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych oraz Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie, skupiające największych w Polsce producentów ciepła i energii, uważają, że nowe przepisy będą sprzyjać większej przewidywalności funkcjonowania sektora świadectw pochodzenia. Jednocześnie zwracają uwagę, że zawarte w projekcie propozycje mogą zagrozić rentowności istniejących jednostek wykorzystujących biomasę, w tym jednostek kogeneracyjnych. Zagrożenie to ma wynikać z faktu, że przychody uzyskiwane przez jednostki wykorzystujące biomasę z rynku energii i systemu świadectw muszą pokryć nie tylko wartość zwrotu z kapitału, ale także koszty zmienne wynikające z kosztu wykorzystania paliwa biomasowego.

– Zarówno w roku 2022, jak też w 2023 i latach następnych należy oczekiwać wzrostu cen biomasy dostępnej do wykorzystania w instalacjach energetycznych ze względu zarówno na konieczność stosowania kryteriów zrównoważonego rozwoju, jak też na skutek gwałtownie zmieniającej się sytuacji polityczno-ekonomicznej – podkreślają oba stowarzyszenia.

Czytaj więcej

Szansa na więcej mocy z OZE w Polsce

Pozytywnie obniżenie obowiązku ocenia Izba Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii. – Takie podejście powinno przyczynić się do stabilizacji sektora świadectw pochodzenia, ponieważ zapewni większą przewidywalność, a także pozwoli zmitygować ryzyko dużych, corocznych wahań cen świadectw pochodzenia – podkreśla Izba, która idzie dalej i proponuje obniżenie wielkości obowiązku do 2 proc., począwszy od 2024 r.

Innego zdania jest Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej. PSEW zaznacza, że projektowane rozporządzenie utrudni przewidywanie, co stanie się na rynku energii. Dotychczas podawano wysokość udziału certyfikatów w perspektywie kilkuletniej, teraz tylko na przyszły rok. Zmniejszenie obowiązku do 5 proc. to zdaniem PSEW kolejny cios, który doprowadzi do „całkowitej zapaści na rynku zielonych certyfikatów”.

Ucierpią stare wiatraki

Jak mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, obniżenie obowiązku OZE do 5 proc. uderzy głównie w te farmy wiatrowe, które powstawały w Polsce do połowy 2016 r. – Do tego czasu system świadectw pochodzenia był głównym instrumentem wsparcia dla producentów zielonej energii. Na początku 2017 r. z systemu korzystało ok. 1400 podmiotów wytwarzających energie w ok. 8,5 tys. instalacji, czego ponad 50 proc. stanowiły wiatrowe instalacje. Obecnie tylko niektóre instalacje OZE, w tym właśnie wiatrowe i słoneczne, są poddane mrożeniu cen energii, a nie dotyczy to paliw kopalnych i innych OZE i dlatego spodziewany spadek cen w wyniku nadpodaży w następstwie drastycznego obniżenia obowiązku najbardziej uderzy w farmy wiatrowe. Szczególnie odczują to przedsiębiorcy, którzy bazują na tym systemie wsparcia, a mają jeszcze niespłacone kredyty. Przy wysokiej inflacji i wysokich stopach procentowych mogą popaść w kłopoty finansowe – uważa Wiśniewski. Większość farm wiatrowych była budowana za wieloletnie kredyty bazujące na długoterminowych kontraktach na sprzedaż świadectw.

Wiśniewski mówi, że rząd kolejny raz chce zmienić przepisy w trakcie gry. – W ocenie skutków regulacji brak wykazu firm i informacji, jak z roku na rok zmienia się liczba podmiotów, które korzystają z 15-letniego systemu wsparcia w postaci zielonych certyfikatów. Jest mowa o ok. 3 tys. producentów energii, bez podania ich struktury. Dopiero takie przejrzyste informacje poparte analizą pozwoliłyby ocenić, na ile zmniejszenie obowiązku jest uzasadnione – dodaje.

OZE
Pierwszy kwartał stał pod znakiem spadku węgla i wzrostu OZE
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
OZE
Duże zmiany dla prosumentów. Jest projekt noweli ustawy OZE
OZE
Tauron buduje 360 MW w wietrze i słońcu
OZE
Bogdanka zmniejszy wydobycie węgla. Wszystko przez duże zapasy surowca w kraju
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
OZE
Bartosz Fedurek został prezesem PGE Baltica