Wojna z wiatrakami

123RF

Kolejny koncern wypowiada umowy producentom zielonej energii. Spór dotyczy miliardów.

Gdańska Energa ogłosiła w poniedziałek, że uznaje za nieważne wszystkie długoterminowe umowy należącej do niej spółki obrotu na kupno tzw. zielonych certyfikatów od producentów energii wiatrowej. Ich sprzedaż poprawia farmom wiatrowym rentowność i jest rekompensatą za wyższe koszty wytworzenia energii oraz inwestycje. Sęk w tym, że ich ceny ostatnio mocno spadły, więc Energa uznała, że stare umowy są nieopłacalne.

W tej grze chodzi o duże pieniądze. I to nie tylko o 2,1 mld zł, jakie dzięki unieważnieniu umów zaoszczędzi Energa. W planach jest także próba odzyskania wydatków już poniesionych – ustaliła „Rzeczpospolita” w źródłach zbliżonych do sprawy. – To kwota siegająca miliarda złotych – mówi osoba znająca kulisy. Pytani o komentarz przedstawiciele pomorskiej spółki nie odpowiedzieli na pytania, odesłali na wtorkową konferencję prasową.

Chętniej rozmawiają natomiast firmy, które na decyzji Energi stracą. – Czeka nas okres batalii sądowych, których efekty trudno przewidzieć. Nawet jeśli sądy uznają racje inwestorów, to i tak wyroki nie muszą być wykonane. Już to jest fatalną diagnozą dla rozwoju biznesu w Polsce – komentuje Tomasz Podgajniak, prezes grupy Enerco, która ze spółką zależną gdańskiej grupy miała cztery umowy na zielone certyfikaty.

Ruch Energi to kolejne uderzenie w inwestorów rozwijających zielone elektrownie. Zaczęło się od zależnej od Tauronu spółki Polska Energia – Pierwsza Kompania Handlowa, która wypowiedziała kontrakty kilku inwestorom farm wiatrowych, a następnie próbowała postawić się w stan likwidacji (na co nie pozwolił sąd). Amerykańskie Invenergy, które budowało farmy w konsorcjum z polskim Enerco, pozywa teraz Tauron na łączną kwotę 1,2 mld zł. Katowicka grupa uznaje to za nieskuteczne, bo umowy zawierała jej spółka córka. Śladem Tauronu poszła Enea. Rykoszetem dostała PGE. Decyzja Energi oznacza dla lidera rynku koniec umów dla kilku jego farm na Pomorzu.

– Z Tauronem batalia trwa już od czterech lat. Działania Energi to kolejna odsłona wojny, której celem jest przejęcie za bezcen aktywów (OZE – red.) – uważa Tomasz Podgajniak.

Jego zdaniem z walki z wiatrakami nikt nie wyjdzie wygrany. – Wiarygodność finansowa spółek zrywających dobrowolnie zawierane umowy czy uznających ich nieważność będzie nic niewarta. Skończą się tanie i szybkie pieniądze na inwestycje dla dużej energetyki – ocenia Podgajniak.

Energa uważa, że umowy na zielone certyfikaty są nieważne, bo zawarto je bez przetargu. Dla gdańskiego koncernu koronnym argumentem ma być majowy wyrok NSA, który nakazuje nabywcom energii stosowanie się do prawa zamówień publicznych, a więc ogłaszanie przetargów.

Mogą Ci się również spodobać

PGE ujawnia cele TFI

Największy wytwórca energii ujawnia strategię dla tworzonego w ramach grupy Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych. – ...

Opole gotowe w jednej trzeciej

Poziom zaawansowania budowy dwóch nowych bloków energetycznych w Elektrowni Opole, flagowej inwestycji Polskiej Grupy ...

PGE zaczyna ekspansję w lokalnym ciepłownictwie

Polska Grupa Energetyczna poinformowała w poniedziałek o podpisaniu pierwszych dwóch listów intencyjnych ws. inwestycji ...

#RZECZoBIZNESIE: Piotr Kasprzak: Ceny gazu w Polsce mogą wzrosnąć

„Kuchenkowicze” mają bardzo niską świadomości możliwości zmiany sprzedawcy gazu i korzyści z tego płynących ...

Rosneft rusza na łowy

Rosyjski koncern chce kupować coraz więcej aktywów na świecie, by zbudować swoją sieć produkcji ...

Zarząd Energi bez zmian i z zatwierdzoną strategią

Rada nadzorcza gdańskiej spółki zatwierdzała wczoraj strategię, ale nie odwołała członków zarządu. We wtorek ...