Nowe przepisy dotyczące gazociągów na terenie Unii zaczną obowiązywać do uruchomienia Nord Stream 2, a to oznacza, że dyrektywa będzie obowiązującym prawem dla rosyjskiej inwestycji – podkreślił w poniedziałek w Brukseli Dominic Ristori szef dyrektoriatu energetycznego Komisji Europejskiej.

Oznaczać to będzie dla Rosjan całkowitą zmianę zasad wykorzystania gazociągu. M.in. będą mieć prawo do połowy mocy przesyłowej, co czyni kosztującą co najmniej 10 mld euro inwestycję, nieopłacalną przez dziesiątki lat.

Tego samego dnia prezes Gazpromu Aleksiej Miller zapewnił, że Nord Stream 2 nie powtórzy losu South Stream – projektu, który w wyniku sprzeciwu Brukseli, Gazprom musiał przerwać już w trakcie budowy.

– Projekt South Stream nie doszedł do skutku z wiadomych przyczyn. Za to projekt Turecki Potok (znacznie okrojona wersja South Stream – red) został zrealizowany w krótkim czasie. Dwie nitki do Turcji po dnie Morza Czarnego powstały z wyprzedzeniem harmonogramu – przypomniał Aleksiej Miller.

South Stream był największym gazowym projektem Rosjan i największą porażką. Gazprom rozpoczął budowę South Steram w grudniu 2012 r. Gazociąg po dnie Morza Czarnego miał połączyć Rosję z Bułgarią, a następnie rozdzielić się na dwie nitki. Jedną rosyjski gaz miał popłynąć przez Serbię na Węgry i do Austrii, a drugą przez Grecję do Włoch. Moc przesyłowa też była rekordowa – 63 mld m3. Podobnie rekordowy był koszt. Najpierw – 16,5 mld euro, potem już 25 mld euro a wreszcie ponad 30 mld euro. Gazociąg miał być gotowy do końca 2015 r.

W grudniu 2014 r. Gazprom ogłosił, że przerywa prace przy South Stream. Bezpośrednim powodem była sytuacji bułgarskiego odcinka. Bułgaria była w tym projekcie kluczowa, bowiem to na bułgarskim brzegu gazociągu wychodzi z Morza Czarnego.

Rząd w Sofii rozstrzygnął po myśli Gazpromu przetarg na wykonanie bułgarskiego odcinka. Wygrało go rosyjsko-bułgarskie konsorcjum, w skład którego weszła spółka kontrolowana przez Giennadija Timczenko objętego sankcjami Zachodu przyjaciela Putina. W czerwcu 2014 r. pod naciskiem Komisji Europejskiej nowy rząd Bułgarii wstrzymał prace przy gazociągu. Prokuratura zaczęła sprawdzać kulisy przetargu. W grudniu 2014 r. Gazprom ogłosił, że przerywa inwestycję. Wielkość strat z tego tytułu Gazprom ocenił na 5 mld euro. Eksperci mówił, że było to dwa razy więcej.