Niemcy szukają wsparcia dla Nord Stream 2

Rozpoczęła się legislacyjna batalia o powstrzymanie budowy Nord Stream 2. Przeciwnicy zwierają szeregi.

Publikacja: 11.01.2018 21:00

Niemcy szukają wsparcia dla Nord Stream 2

Foto: Bloomberg

Eurodeputowani dyskutowali w czwartek nad sprawozdaniem Jerzego Buzka dotyczącym rewizji dyrektywy. Przedstawia ono stanowisko Parlamentu Europejskiego do projektu Komisji Europejskiej, który ma w praktyce uczynić nieopłacalną budowę Nord Stream 2. Poddałby on bowiem wszystkie rurociągi dostarczające gaz do UE unijnemu reżimowi prawnemu, czyli 3. pakietowi energetycznemu. Oznaczałoby to rozdział właścicielski dostawcy gazu od operatora gazociągu, czyli Gazprom nie mógłby być właścicielem nowej trasy. Następnie obowiązywałaby przejrzystość taryfowa, a także dostęp do gazociągu dla stron trzecich.

Zmiana przepisów musi być zaakceptowana wspólnie przez większość PE i większość unijnej Rady. – Mam nadzieję, że prace zakończą się w czasie prezydencji bułgarskiej (czyli do końca czerwca – red.) – mówi Buzek „Rzeczpospolitej”.

Były polski premier projekt KE oczywiście popiera, a nawet w swoim sprawozdaniu przedstawił kilka zaostrzających zmian. Po pierwsze, proponuje, żeby nowe przepisy odnosiły się do wszystkich rurociągów zbudowanych po 8 listopada 2017 roku, a więc po dniu publikacji przez KE projektu rewizji dyrektywy. Sama Komisja proponowała, żeby datą graniczną był dzień wejścia w życie dyrektywy. Po drugie, Buzek chce szybszego wejścia w życie nowych przepisów: nie rok, jak zwykle bywa przy dyrektywach, tylko trzy miesiące.

– To nie jest zupełnie nowe prawo, zmiana dotyczy tylko jego małego wycinka – argumentuje eurodeputowany PO. Po trzecie wreszcie, Buzek zaostrza zasady derogacji, czyli wyłączenia już istniejących rurociągów spod reżimu nowej dyrektywy. KE zaproponowała, by derogacja była ograniczona w czasie, sprawozdanie Buzka mówi wprost o maksimum dziesięciu latach. Co więcej, derogacja, o której decydują urzędy poszczególnych państwach członkowskich, musiałaby wcześniej uzyskać pozytywną opinię Komisji Europejskiej.

Zdaniem Buzka trudno o kontestowanie propozycji zmiany dyrektywy, bo przewiduje ona przecież rozciągnięcia unijnych zasad na wszystkie rurociągi, czyli stosowanie ich wprost również w wyłącznych strefach ekonomicznych i na wodach terytorialnych państw członkowskich, podczas gdy obecnie obowiązują one w praktyce tylko na lądzie. – Nie można stosować różnych zasad do różnych rurociągów, bo to nie służy konkurencji na rynku gazu – uważa Buzek. W swoich wypowiedziach argumentuje, że chodzi o rynek wewnętrzny i o równe traktowanie dostawców, z czym nikt w Unii nie powinien polemizować. Jednak interesy gospodarcze kilku krajów UE stoją w wyraźnej sprzeczności z tą unijną logiką. Za Nord Stream 2 opowiadają się przede wszystkim Niemcy, tym bardziej teraz, gdy koalicja z udziałem niechętnych NS 2 Zielonych nie doszła do skutku. Powstanie rząd chadeków i socjaldemokratów, a ci drudzy zawsze byli przyjaciółmi Gazpromu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że do Niemców i ich tradycyjnych sojuszników w tej sprawie, czyli Austriaków, dołączyły Belgia i Holandia, a ich poparcie rozważają Węgry i Finlandia. To jeszcze zbyt mało, żeby zablokować projekt zmian, ale jeśli do tego grona dołączyłby jakiś inny duży kraj, jak Francja (francuski koncern Engie jest członkiem konsorcjum budującego Nord Stream 2), to projekt Komisji zostałby utrącony.

Dlatego bardzo ważne jest, żeby sprawozdanie Buzka uzyskało poparcie znaczącej większości w PE. – To dałoby nam dobry mandat do negocjacji z Radą – mówi były premier. Przyznaje, że choć Parlament bardziej popiera stanowisko Komisji, to i tutaj widać podziały, nawet wewnątrz delegacji narodowych w jednej grupie politycznej. – Będziemy musieli walczyć o każdy głos – mówi Buzek.

Eurodeputowani dyskutowali w czwartek nad sprawozdaniem Jerzego Buzka dotyczącym rewizji dyrektywy. Przedstawia ono stanowisko Parlamentu Europejskiego do projektu Komisji Europejskiej, który ma w praktyce uczynić nieopłacalną budowę Nord Stream 2. Poddałby on bowiem wszystkie rurociągi dostarczające gaz do UE unijnemu reżimowi prawnemu, czyli 3. pakietowi energetycznemu. Oznaczałoby to rozdział właścicielski dostawcy gazu od operatora gazociągu, czyli Gazprom nie mógłby być właścicielem nowej trasy. Następnie obowiązywałaby przejrzystość taryfowa, a także dostęp do gazociągu dla stron trzecich.

Pozostało 85% artykułu
Gaz
Bułgaria pozywa Gazprom. Chce 400 mln euro odszkodowania
Gaz
Viktor Orban znów grozi Unii Europejskiej. Teraz broni rosyjskiego LNG
Gaz
Kto straci na sankcjach na rosyjski LNG? Nie tylko Kreml
Gaz
Gazprom nerwowo szuka nowych rynków zbytu. Chinczycy się nie spieszą
Gaz
Skandal na Litwie: polsko-litewski gazociąg z rosyjskimi częściami bez certyfikatów