O Nord Stream 2 na unijnym szczycie

Włochy chcą na najbliższym szczycie Unii rozmawiać o planach rozbudowy bałtyckiego gazociągu. Łączą ten temat z propozycją przedłużenia sankcji gospodarczych wobec Rosji.

Publikacja: 14.12.2015 21:00

O Nord Stream 2 na unijnym szczycie

Foto: Bloomberg

Włoski premier Mario Renzi zamierza poruszyć kwestię kontrowersyjnej inwestycji na spotkaniu unijnych przywódców w czwartek i piątek w Brukseli – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

– Tylko od włoskich dyplomatów dostaliśmy sygnał, że ich premier chce o tym rozmawiać – powiedział nam nieoficjalnie unijny dyplomata.

Renzi nieoczekiwanie, choć całkiem logicznie, łączy Nord Stream 2 z sankcjami gospodarczymi wobec Rosji. Zablokował decyzję o automatycznym ich przedłużeniu, bo najpierw chce podyskutować o projekcie, w który z jednej strony angażuje się Gazprom, a z drugiej czołowe europejskie koncerny energetyczne. – Skoro celem sankcji ma być uczynienie relacji gospodarczych z Rosją trudniejszymi, to porozmawiajmy o Nord Stream – w ten sposób mają, według relacji unijnego dyplomaty, argumentować Włosi.

Zemsta za South Stream

Renzi jest zły na Brukselę, że zablokowała inny rosyjski projekt inwestycyjny, z którego korzyści miały odnosić Włochy, czyli South Stream, i podejrzewa, że Nord Stream może zostać potraktowany inaczej. South Stream miał służyć do przesyłu rosyjskiego gazu do Europy południowej, ale Komisja Europejska uznała, że jest on niezgodny z założeniami unijnego trzeciego pakietu energetycznego. Przewiduje on m.in. konieczność właścicielskiego rozdziału dostaw gazu od jego przesyłu. Tymczasem Gazprom miał być zarówno dostawcą, jak i współwłaścicielem rurociągu.

W sprawie samego Nord Stream 2 unijni przywódcy raczej wspólnego oświadczenia nie wydadzą – na tym poziomie nie dyskutuje się o pojedynczych inwestycjach, szczególnie jeśli są one na etapie planowania. Ale dokument końcowy unijnego szczytu przewiduje fragment dotyczący unii energetycznej, w tym zdanie, które bardzo cieszy przeciwników rozbudowy Nord Stream.

„Jakakolwiek nowa infrastruktura powinna być w pełni zgodna z celami unii energetycznej, takimi jak zmniejszenie zależności energetycznej oraz dywersyfikacja dostawców, źródeł i tras przesyłu energii” – brzmi fragment projektu wniosków końcowych najbliższego szczytu UE.

– Nord Stream 2 zupełnie tym celom nie odpowiada. Poza tym ta umowa zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Europy Środkowej i Wschodniej i powoduje ogromne napięcia w gronie państw członkowskich. Ostatni list sprzeciwiający się tej inwestycji wysłało do Brukseli siedem krajów – mówi „Rzeczpospolitej” Jerzy Buzek, przewodniczący Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii w Parlamencie Europejskim. Według niego argumenty o komercyjnym charakterze przedsięwzięcia nie mają podstaw. – Przecież obecnie istniejącą infrastrukturę, czyli Nord Stream, Jamał i gazociąg przez Ukrainę, wykorzystujemy tylko w 60 proc. To po co nam kolejna rura? – zastanawia się Buzek.

Pod lupą Brukseli

Komisja Europejska na razie obiecuje dokładne sprawdzenie nowej inwestycji, ale ostatecznego werdyktu nie wydała. Nord Stream 2 ma wielkie polityczne poparcie Berlina. Wicekanclerz Sigmar Gabriel z SPD jest kolegą partyjnym Gerharda Schrödera, który jako kanclerz Niemiec wydał w 2005 zgodę na budowę Nord Stream, a po ustąpieniu z urzędu wszedł do rady nadzorczej tego przedsięwzięcia.

Sankcje gospodarcze wobec Rosji obowiązują do końca stycznia 2016 roku. Jest gotowa decyzja o ich przedłużeniu, która początkowo nie budziła żadnych oporów. Bo chociaż Moskwa ma w UE swoich cichych sojuszników, to zasady są jasne: sankcje mają obowiązywać, dopóki nie jest wypełniany protokół z Mińska dotyczący rozejmu we wschodniej Ukrainie. A ten, według samej Brukseli, wypełniany nie jest.

Dlatego zachowanie Włochów i prośba o przeniesienie dyskusji na później były zaskoczeniem. Według unijnych dyplomatów Rzym nie kwestionuje jednak samej zasady przedłużenia sankcji o kolejne pół roku, lecz chce najpierw dyskusji na ten temat. Nieoficjalnie mówi się teraz, że decyzja formalnie mogłaby zostać podjęta w przyszłym tygodniu.

Sankcje gospodarcze obejmują zakaz eksportu części towarów i technologii o podwójnym – cywilnym i wojskowym – zastosowaniu, zakaz finansowania dłuższego niż 30 dni dla państwowych rosyjskich banków oraz innych państwowych firm na europejskim rynku papierów dłużnych, zakaz dla firm unijnych uczestniczenia w konsorcjach bankowych służących finansowaniu rosyjskich projektów. Zakazują także sprzedaży do Rosji technologii energetycznych w przemyśle naftowym potrzebnych do wierceń w obszarze arktycznym, podmorskich oraz do wydobywania ropy z łupków.

Włoski premier Mario Renzi zamierza poruszyć kwestię kontrowersyjnej inwestycji na spotkaniu unijnych przywódców w czwartek i piątek w Brukseli – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

– Tylko od włoskich dyplomatów dostaliśmy sygnał, że ich premier chce o tym rozmawiać – powiedział nam nieoficjalnie unijny dyplomata.

Pozostało 93% artykułu
Gaz
Bułgaria pozywa Gazprom. Chce 400 mln euro odszkodowania
Gaz
Viktor Orban znów grozi Unii Europejskiej. Teraz broni rosyjskiego LNG
Gaz
Kto straci na sankcjach na rosyjski LNG? Nie tylko Kreml
Gaz
Gazprom nerwowo szuka nowych rynków zbytu. Chinczycy się nie spieszą
Gaz
Skandal na Litwie: polsko-litewski gazociąg z rosyjskimi częściami bez certyfikatów