Gazowe koncerny walczą przez sztokholmskim trybunałem arbitrażowym od czerwca 2014 r. Wtedy oba koncerny złożyły pozwy przeciwko sobie. Gazprom domagał się zwrotu długów z procentami za dostawy nieopłacone z końca 2013 r. i kwietnia-maja 2014 r. W sumie było to ponad 4,5 mld dol.

Naftogaz chciał zmiany ceny z datą wsteczną i odzyskania wszystkich przedpłat uiszczonych od maja 2011 r. (nie mniej niż 6 mld dol.). Prosi też sąd o zmianę punktu w kontrakcie z Rosjanami, który zakazuje reeksportu zakupionego w Gazpromie paliwa. W październiku 2014 r Naftogaz poszerzył roszczenia wobec Rosjan. Domagał się zmiany kontraktu tranzytowego zawartego na lata 2009-2019. Chciał, by sąd zobowiązał Gazprom do zapłaty odszkodowania za niewywiązanie się z zapisanej w umowie obowiązkowej wielkości tranzytu rocznego. Kijów stracił w ten sposób 3,2 mld dol., domaga się też procentów z tej kwoty, co w sumie daje kolejne 6,2 mld dol.

Z kolei Rosjanie chcieli rozstrzygnięcia na swoją korzyść i zwrotu 11,39 mld dol. z powodu niewywiązania się Naftogazu z punktu „bierz lub płać”. Gazprom przesyła bowiem przez Ukraina coraz mniej gazu, a Naftogaz coraz mniej kupuje w Gazpromie.

Teraz koncerny znów podniosły kwoty wzajemnych pretensji. W sprawozdaniu finansowym za trzy kwartały Naftogaz podał kwotę roszczeń na 14 mld dol.

– Kierownictwo Naftogazu uważa, że z dniem 31 grudnia 2014 r. koncern rozliczył się ze wszystkich swoich zobowiązań za gaz ziemny za lata 2010-2014 i domaga się odszkodowania za nadpłacone kwoty w wysokości 14 mld dol. – cytuje agencja Prime.

Po dodaniu kwoty roszczeń za naruszenie przez Gazprom umowy tranzytowej wyjdzie 25,7 mld dol. Gazprom zwiększenia swoich roszczeń o 6 mln dol. do 29,8 mld dol. – nie komentuje.

Sprawa jest bardzo skomplikowana i szybko się nie zakończy. Gazprom spodziewa się werdyktu do 2017 r.