Inwestorzy wyczekiwali tej chwili prawie cztery lata, bo brak zapisów dotyczących przyszłego systemu wsparcia zielonej energetyki powstrzymywał rozwijanie przez nich projektów.

Zbyt długie prace nad projektem ustawy o OZE już zbierają plon. Negocjacje sprzedaży projektów farm i  już działających turbin trwają dłużej i są trudniejsze. Mimo to – jak mówi Eligiusz Krześniak, partner w kancelarii Squire Patton Boggs – na rynku sporo się dzieje i oferty są zarówno po stronie kupujących, jak i sprzedających.

4 lata trwały prace nad projektem ustawy regulującej wsparcie dla zielonej energii

Jednak przedstawiciele branży OZE zamierzają walczyć o wprowadzenie kilku poprawek do projektu na etapie prac parlamentarnych. – Chodzi nam głównie o korektę systemu wsparcia opartego na zielonych certyfikatach, żeby nie występowała tak duża ich nadpodaż na rynku. Będziemy też postulować, by wykreślono z projektu zapisy dyskryminujące energetykę wiatrową – mówi Arkadiusz Sekściński, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Chodzi np. o ograniczenie wolumenu przetargów dla instalacji pracujących mniej niż 4 tys. godzin rocznie, a także regulacje dotyczące sztywnego rozliczania ilości wyprodukowanych zielonych megawatogodzin w okresach trzyletnich.

Z kolei branża mikroinstalacji OZE chce się włączyć w prace komisji sejmowych, by przedstawić swoje stanowisko. Zależy im na zastąpieniu zapisów mówiących o odkupie zielonej energii po cenie 80 proc. rynkowej wartości i wprowadzeniu gwarantowanych cen  odkupu w zależności od mocy instalacji. Drugi postulat dotyczy objęcia regulacjami  nie tylko rynku energii, ale także ciepła.