Rynek miniOZE – perspektywy rozwoju

Przyszłość OZE należy do mikroźródeł. ?Ale na razie królują duże wiatraki. Zmienić mogą to regulacje.

Publikacja: 30.09.2014 11:34

Rynek miniOZE – perspektywy rozwoju

Foto: Bloomberg

W drugą środę października posłowie zasiadający w nadzwyczajnej komisji ds. energetyki i surowców energetycznych poznają wizję rozwoju rynku energetyki rozproszonej opartej na odnawialnych źródłach. Na zaproszenie przewodniczącego tejże komisji Andrzeja Czerwińskiego przedstawią ją w Sejmie przedstawiciele RWE Polska.

Niemiecki koncern szacuje, że w naszym kraju przynajmniej 12 TWh energii wytworzą w 2030 r. najmniejsze źródła produkujące prąd ze słońca. W połowie wieku będzie to nie mniej niż 14 TWh.

Przyczynek do dyskusji

Raport RWE ma być istotnym przyczynkiem do dyskusji o ewentualnych poprawkach do projektu ustawy o OZE.

– Spodobał mi się nowatorski sposób podejścia RWE do energetyki. Dlatego chciałbym poznać głębiej założenia, które leżą u podstaw przedstawionych przez spółkę wyliczeń. Na podstawie rozmów o różnicach między studium RWE i rządowymi założeniami do projektu ustawy o OZE i polityki energetycznej państwa zdecydujemy, czy nie byłoby zasadne skorygowanie naszych planów co do najmniejszych źródeł – tłumaczy Czerwiński.

I choć nie wiadomo, czy decyzja będzie na „tak" dla poprawek wspierających prosumentów, to jest to pozytywny sygnał dla tych, którzy chcą inwestować w mikroźródła OZE.

– Decyzja o tym, by wspierać takie źródła, byłaby zasadna. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje dobór narzędzi, dzięki którym energia wyprodukowana w przydomowych instalacjach wliczałaby się do bilansu energetycznego kraju. Najmniejsi producenci, przesyłając nawet niewielką ilość swojej nadwyżki, staliby się znaczącymi podmiotami takiego systemu – zauważa poseł PO.

Zarządzanie popytem i podażą w takim systemie, który fachowo nazywany jest wirtualną elektrownią, należałoby do koncernów energetycznych. Jak stwierdza Czerwiński, korzyści dla tych ostatnich polegałyby też na zredukowaniu kosztów rozbudowy sieci.

Gotowe narzędzia zaproponował Instytut Energetyki Odnawialnej w postaci przydzielenia najmniejszym producentom preferencyjnych taryf w wysokości odwrotnie proporcjonalnej do wielkości źródła (patrz: ramka).

Niewykorzystany potencjał

Dr Christian Schnell, partner w kancelarii prawnej Solivan, nie wierzy jednak, że mikroinstalacje dostaną wystarczające wsparcie w postaci taryf. Przewiduje, że ten rynek będzie się rozwijał na razie głównie za sprawą małych i średnich przedsiębiorców dążących do pełnego uniezależnienia się od dostaw prądu. Oczekiwanej skali – według niego – nie wywoła także program NGFOŚiGW, którego budżet wynoszący tylko 600 mln zł wystarczy na wsparcie ograniczonej liczby instalacji.

Prof. Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej szacuje, że za środki z „Prosumenta" uda się wybudować co najwyżej 20 tys. instalacji o mocy elektrycznej 100 MW w źródłach fotowoltaicznych, co przy naszych warunkach atmosferycznych dawałoby ok. 100 GWh energii.

– Potencjał tkwiący w prawie 6 mln domów jednorodzinnych w Polsce można byłoby wyzwolić, gdyby nie było ryzyka regulacyjnego. Biorąc pod uwagę tylko zapotrzebowanie terenów wiejskich, do 2030 r. mogłyby tam powstać instalacje produkujące ok. 12 TWh, ale musiałyby to być instalacje fotowoltaiczne i mikrobiogazowe, z magazynami biogazu, posiadające zdolności regulacyjne – zauważa Popczyk.

Według niego optymalny w polskim klimacie byłby 12-miesięczny, a nie półroczny okres bilansowania wytworzonej energii. Przy tym opłata przesyłowa wymaga i tak gruntownej zmiany, jeśli chcemy rozwoju energetyki prosumenckiej.

– To, co miałoby przyszłość, to prawie autonomiczne lokalne sieci ze źródłami fotowoltaicznymi i mikrobiogazowniami obejmujące zasięgiem jedną wieś, czyli ok. 500–1000 prosumentów wpiętych do sieci. Ale konieczny jest tu alians energetyki z informatyką, która pozwoliłaby lepiej zarządzać taką siecią – dodaje Popczyk.

Aukcje dla wiatraków

Jak oceniają autorzy raportu „Inwestycje w odnawialne źródła energii w Polsce" stworzonego przez konsorcjum na czele z doradczą firmą Frontier Economics, w pierwszych latach funkcjonowania systemu aukcyjnego wszystko wygrywać będą wiatraki na lądzie.

– Inne technologie odnawialne, w tym rozproszone źródła, zaczną się rozwijać na większą skalę dopiero wtedy, gdy najtańsza dziś wśród OZE energia wiatrowa nie będzie potrzebowała już wsparcia. Przewidujemy, że nastąpi to między 2020 a 2025 r. – twierdzi Schnell, który jest jednym ze współautorów raportu.

Ale zaznacza, że z uwagi na coraz bardziej restrykcyjną politykę klimatyczną UE i spodziewane globalne porozumienie w tym zakresie Polska będzie musiała najpierw dojść do 20 proc. OZE w miksie energetycznym, a później zwiększyć ten udział do 27 proc. w 2030 r. i 30 proc. – w 2035 r.

– To może być wyzwanie z uwagi na nadal duży udział energetyki opartej na węglu. Cena uprawnień do emisji CO2 pójdzie w górę z dzisiejszych 5 euro za tonę do 35 euro za 20 lat. Z kolei hurtowa cena energii wzrośnie do ok. 300 zł za 1 MWh (dziś ok. 170 zł) przy zapotrzebowaniu większym tylko o 15 proc. od dzisiejszego – prognozuje Christian Schnell.

Firmy stawiają na duże wiatraki, ale wsparcia potrzebują też mali wytwórcy

Instytut Energetyki Odnawialnej postuluje rozróżnienie wsparcia ?dla mikroinstalacji ?ze względu na ich wielkość.

Największą pomoc w postaci taryfy preferencyjnej (75 gr ?za wyprodukowaną 1 kWh), ?ale spadającą w czasie, miałyby otrzymywać źródła ?o mocy do 3 kW. Z kolei dla instalacji o mocy od 3 do 10 kW ustalono by średnią stawkę 61 gr za 1 kWh, a dla tych do 40 kW – 30 gr za 1 kWh. IEO proponuje przy tym ograniczenie od góry łącznej mocy mikroźródeł objętych pomocą.

– Nasze propozycję przyjęto z zainteresowaniem zarówno w resorcie rolnictwa, jak i gospodarki. Poparły je także organizacje ekologiczne, które chcą wokół naszego stanowiska stworzyć wspólny front za wprowadzeniem elementów wsparcia dla najmniejszych producentów – przyznaje Grzegorz Wiśniewski, prezes IEO.

Branża OZE wskazuje, że bez wsparcia produkcji zielonej energii oczekiwana powszechność i dostępność instalacji prosumenckich nie będzie miała miejsca. Po drugiej stronie barykady są jednak energetyczne giganty opierające wytwarzanie w większości na węglu. Ich interesy reprezentują m.in. Polski Komitet Energii Elektrycznej. Pewien sceptycyzm wykazuje też Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej.

Dużego zainteresowania energetyką rozproszoną nie widać też w spółkach. Wyjątek stanowi Energa, która chce testować instalacje fotowotaiczne i – podobnie jak RWE – widzi swoje miejsce na rynku instalacji dla prosumentów. Przedstawiciele PGE nie będą rozwijać tzw. elektrowni wirtualnych, gdzie kilka źródeł rozproszonych można zaoferować jako jedno większe. Ale z drugiej strony największy wytwórca i tak ma wystarczające moce, które jeszcze rozbudowuje. – Nie wykluczamy w przyszłości zaangażowania się w różnego typu nowatorskie przedsięwzięcia – mówi z kolei Sławomir Krenczyk, rzecznik Enei. Na razie spółki stawiają na duże farmy wiatrowe.

W drugą środę października posłowie zasiadający w nadzwyczajnej komisji ds. energetyki i surowców energetycznych poznają wizję rozwoju rynku energetyki rozproszonej opartej na odnawialnych źródłach. Na zaproszenie przewodniczącego tejże komisji Andrzeja Czerwińskiego przedstawią ją w Sejmie przedstawiciele RWE Polska.

Niemiecki koncern szacuje, że w naszym kraju przynajmniej 12 TWh energii wytworzą w 2030 r. najmniejsze źródła produkujące prąd ze słońca. W połowie wieku będzie to nie mniej niż 14 TWh.

Pozostało 93% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Energetyka
Rosyjski szantaż w Famurze. Chcą odkupić udziały warte 70 mln zł za 1 tys. euro