Wojna cenowa w energetyce nierealna?

Opłaty za energię dla gospodarstw domowych nieco spadną, ale do wojny cenowej raczej nie dojdzie.

Publikacja: 28.05.2013 00:05

Wojna cenowa w energetyce nierealna?

Foto: Bloomberg

Wczoraj Urząd Regulacji Energetyki podał, że dwaj z czterech największych (i państwowych) sprzedawców prądu – są to PGE, Tauron, Enea i Energa – dostosowali swoje cenniki na II półrocze 2013 r. do oczekiwań prezesa urzędu Marka Woszczyka. To znaczy, że obniżą ceny energii dla gospodarstw domowych o kilka procent. URE nie ujawnił, o które firmy chodzi.

Szef URE wyjaśniając, dlaczego nie zgodzi się na utrzymanie taryf na prąd na obecnym poziomie, wskazał m.in. na rynkowy precedens – RWE oferuje swym warszawskim klientom energię tańszą o 4 proc. od 1 lipca, choć cennika z URE nie uzgadnia. A tym, którzy zgodzą się na podpisanie umowy do końca 2016 r., firma proponuje dodatkowe bonusy.

Bez wojny cenowej

Choć oferta RWE nawet w promocji oznacza tylko kilka złotych oszczędności miesięcznie, a do tego była poprzedzona 2,4-procentową podwyżką pół roku wcześniej, to dużych dalszych obniżek ze strony niemieckiego potentata czy innych firm trudno oczekiwać.

Eksperci są zgodni: niezależnie od tego, czy prezes URE obetnie stawki na prąd dla gospodarstw domowych największym firmom, i czy od przyszłego roku zdecyduje się uwolnić ten rynek, wojny cenowej nie będzie.

Prąd to nie komórka

Tego, że Polacy potrafią liczyć, dowiodła zacięta konkurencja między operatorami komórkowymi. Stawki za rozmowy i wydatki na telefon regularnie idą w dół. Według danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej w 2011 r. zmianę operatora telefonii komórkowej deklarowało prawie 21 proc. klientów.

Tymczasem dynamikę zmian sprzedawcy energii liczy się w promilach. Gospodarstwa domowe od sprzedawcy prądu oczekują czegoś zupełnie innego niż od operatora komórkowego. Nie interesuje ich promocja i modny telefon, tylko stabilność i pewność dostaw.

Po drugie dotychczasowe oferty największych sprzedawców energii nie różnią się znacząco. Według menedżerów firm z sektora dużą część odpowiedzialności za to ponosi URE.

– Marże są niskie, więc nie opłaca się ponosić dużych wydatków na kampanie sprzedażowe, które miałyby zwiększyć liczbę klientów – uważa przedstawiciel jednej z dużych firm energetycznych.

To już prawie pewne! Od lipca będziemy płacić mniej za prąd

Co dalej z tym rynkiem

Z tą opinią zgadza się Maciej Kroenke, dyrektor w firmie doradczej Fern Partners.

– Stawki w najpopularniejszej domowej taryfie G11 są znacznie niższe od cen na konkurencyjnym rynku małych i średnich przedsiębiorstw. Dlatego jeśli uwzględnimy koszt pozyskania klienta oraz koszt zmiany sprzedawcy, ten „atak cenowy" na konkurenta staje się nieopłacalny – wskazuje.

– Co również ważne, firmy działające na rynku polskim miały okazję przyglądać się liberalizacji rynków zachodnich i wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski. Przykłady blackoutów spowodowanych kilka lat temu wojną cenową w Niemczech jasno pokazują, do czego mogą doprowadzić nieprzemyślane ruchy – zaznacza Kroenke.

Cel: zabezpieczyć się

Według niego również nowa oferta RWE nie powinna być traktowana jako początek wojny cenowej. Jest przeznaczona tylko dla aktualnych, lokalnych odbiorców, a nie klientów korzystających z prawa do zmiany sprzedawcy. W zamian za zniżkę koncern oczekuje od klientów lojalności.

– Podobne działania prowadzili wcześniej inni. Np. Tauron oferował bardzo atrakcyjne warunki gwarancji ceny klientom swoim oraz przejmowanym po Vattenfallu – komentuje Maciej Kroenke. Jego zdaniem w najbliższym czasie konkurencja wśród sprzedawców dla gospodarstw domowych oprze się głównie na budowie atrakcyjnych ofert dla dotychczasowych klientów, pozwalając sprzedawcom przede wszystkim zabezpieczyć swoją bazę abonencką przed działaniami nie zawsze uczciwych małych, niezależnych graczy.

– Oferty krajowe, kierowane do odbiorców przechodzących do nowego sprzedawcy będą zapewne opierać się przede wszystkim na usługach dodanych, takich jak popularna gwarancja ceny. Za kilka lat znaczenia nabierze również zielona energia, na razie oferowana głównie odbiorcom w taryfie dla małych i średnich firm – podsumowuje przedstawiciel Fern Partners.

Stawki w Unii Europejskiej

Rachunki w Polsce są nadal niższe od średniej unijnej, podał wczoraj Eurostat. Ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w naszym kraju wzrosły między drugą połową 2011 i 2012 r. o 8,9 proc., a gazu o 10,7 proc., przy średnim wzroście w Unii odpowiednio o 6,6 i 10,3 proc. Według Eurostatu średnia cena za 100 kilowatogodzin energii elektrycznej wyniosła w Polsce w II poł. 2012 r. 63 zł, czyli 15,3 euro. W tym samym czasie Duńczycy płacili za taką samą ilość energii niemal 30 euro, Cypryjczycy ponad 29 euro, Niemcy prawie 27 euro, a Włosi, Irlandczycy i Hiszpanie – ok. 23 euro. Najmniej w tym czasie wynosiły rachunki w Bułgarii (9,6 euro za 100 kilowatogodzin), Rumunii (10,8 euro) i w Estonii (11,2 euro). W Unii średni rachunek za 100 kWh wynosił w drugiej połowie ubiegłego roku 19,7 euro.

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie