Do 1 września potrwają konsultacje przygotowanego w resorcie gospodarki projektu polityki energetycznej Polski do 2050 r. Eksperci chwalą pomysł zachowania dominującej pozycji węgla w produkcji energii. Jednocześnie część z nich zarzuca ministerstwu brak jednoznacznej decyzji co do realizacji konkretnego wariantu rozwoju polskiej energetyki.
Trzy warianty
Ministerstwo zaproponowało trzy alternatywne scenariusze, z czego podstawowy zakłada zachowanie znaczącej, choć ograniczonej w stosunku do stanu obecnego, roli węgla oraz realizację programu jądrowego. Pozostałe przewidują albo dominującą rolę energii jądrowej w bilansie energetycznym, albo gazu łupkowego wraz z dynamicznym rozwojem technologii odnawialnych źródeł energii.
– Przedstawiony dokument wskazuje jedynie kierunki działania, jednak trudno w nim odczuć determinację twórców do realizacji wybranego konkretnego scenariusza bez obawy narażenia się któremuś z zainteresowanych – komentuje Zbigniew Bryja, prezes PAK Górnictwo.
Z kolei Tomasz Chmal, ekspert Instytutu Sobieskiego, przewiduje, że zostanie zrealizowany wariant podstawowy. – Scenariusz dotyczący wykorzystania na dużą skalę gazu łupkowego wydaje się mało realny – twierdzi. W jego ocenie zamiast kolejnej dyskusji warto podjąć konkretne działania. – Mieliśmy już politykę energetyczną do 2030 r. i szybko się ona zdezaktualizowała. Najwyższy czas przejść do praktyki – dodaje Chmal i proponuje np. powołanie ministerstwa energetyki, uchwalenie ustawy o korytarzach przesyłowych, która ułatwi budowę nowych linii energetycznych, czy utworzenie listy złóż strategicznych dla kraju, które byłyby szczególnie chronione.
O ten ostatni punkt od dawna walczą firmy wydobywające węgiel brunatny. Jednak choć w resortowym dokumencie zakłada się ochronę tego typu złóż, to jednocześnie przewiduje on drastyczny spadek zużycia tego paliwa do 2050 r. – z 58,4 TWh wyprodukowanych z węgla brunatnego w 2015 r. do 10,3 TWh w 2050 r. (prognoza Krajowej Agencji Poszanowania Energii). – W 2050 r. żadna z istniejących kopalń węgla brunatnego nie będzie funkcjonowała, jeżeli nie przygotuje w tym czasie kolejnych pól eksploatacji. Tak więc życząc najlepiej producentom energii odnawialnej, atomowej czy z gazu łupkowego, musimy przygotować do wydobycia kolejne złoża, w przeciwnym razie ta część produkcji taniej energii elektrycznej przepadnie bezpowrotnie – alarmuje Bryja.
Mało ambitne plany
Jednocześnie eksperci uznają za mało ambitne cele dotyczące odnawialnych źródeł energii (oze). W scenariuszu podstawowym jej udział w bilansie energetycznym ma sięgnąć docelowo 15 proc. To tyle, ile wymaga od nas unijny pakiet klimatyczny do 2020 r. – W mojej ocenie ten udział może być znacznie wyższy. Możliwe, że w dalszej perspektywie produkcja prądu z odnawialnych źródeł będzie tańsza niż energii konwencjonalnej, nawet bez istniejącego obecnie systemu wsparcia – twierdzi Chmal.
Dotacje dla technologii oze mają zostać wygaszone do 2030 r. – Do tego czasu powinny one uzyskać pełną ekonomiczną dojrzałość – tłumaczy resort gospodarki.
Nie martwi się tym Arkadiusz Sekściński, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. – Energetyka wiatrowa jest tym sektorem, który jako pierwszy osiągnie efektywność ekonomiczną spośród wszystkich odnawialnych źródeł energii – tłumaczy Sekściński, dodając jednocześnie: – Subsydiowana jest nie tylko energetyka odnawialna, ale też konwencjonalna. Więc jeśli mówimy o ukróceniu subsydiów dla oze, to przestańmy dotować też górnictwo, by wyrównać szanse wszystkich źródeł energii.
Resor gospodarki liczy też na znaczący wzrost liczby prosumentów, wykorzystujących głównie niewielkie instalacje oze. – Jesteśmy za rozwojem mikroinstalacji, które są wspaniałym elementem demokracji energetycznej, ale oczywiście mikroenergetyka nie zapewni krajowi bezpieczeństwa energetycznego ani nie wypełni zobowiązań unijnego pakietu klimatycznego – kwituje Sekściński.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, b.oksinska@rp.pl