PGE zdominuje produkcję, państwo energetykę

Bloomberg

Przejęcie Rybnika i elektrociepłowni EdF da PGE ponad 42-proc. udział w rynku wytwarzania i ponad 20-proc. w rynku ciepła systemowego.

Kupno należących do Francuzów aktywów oznacza dla Polskiej Grupy Energetycznej zwiększenie zainstalowanych mocy elektrycznych o 3 GW, do ok. 16 GW, i podwojenie mocy cieplnych, do ponad 7 GW. Biorąc pod uwagę cały kraj i uwzględniając ostatnie przejęcie przez Eneę Połańca, pod kontrolą Skarbu będzie blisko 70 proc. produkcji energii. Na rynku ciepła własność państwowa i komunalna dominować będzie zaś w ponad połowie przedsiębiorstw.

Brak presji na więcej

– Osiągnięcie ponad 85-proc. udziału w rynku wytwarzania energii elektrycznej przez spółki kontrolowane przez rząd i samorządy będzie trudne ze względu na szereg rozproszonych źródeł odnawialnych, m.in. elektrowni przemysłowych czy farm wiatrowych, pozostających w rękach prywatnych – ocenia Krystian Kamyk z A.T. Kearney.

Przypuszcza, że z czasem dojdzie do transakcji na rynku farm wiatrowych. Na liście do kupienia mogą się też znaleźć aktywa produkcyjne ZE PAK, tj. elektrownie Konin, Pątnów I i Pątnów II, oraz kopalnie węgla brunatnego. Lecz energetyka kontrolowana przez rząd niekoniecznie znajdzie pieniądze na kolejne akwizycje. – Nie ma wystarczającej presji na przeprowadzenie takiej transakcji. Potencjalny sprzedający oczekuje jak największego zwrotu, a dla państwa zakup aktywów od prywatnego właściciela-Polaka (aktywa ZE PAK kontroluje Zygmunt Solorz-Żak – red.) nie wpisuje się w strategię repolonizacji – wyjaśnia doradca A.T. Kearney.

Do większych zakupów może dojść na mocno rozdrobnionym rynku ciepłowniczym. Zdaniem Bogusława Regulskiego, wiceprezesa Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie, głównym konsolidatorem stanie się PGE, które już w strategii zapowiadało zwiększenie aktywności na tym polu. – Ale władze komunalne niekoniecznie będą skłonne do sprzedaży takich aktywów, bo przez lata nauczyły się nimi zarządzać, a systemy ciepłownicze stały się ważnym elementem lokalnej polityki gospodarczej i ekologicznej – zauważa Regulski.

Miasto może stawiać zaporową cenę. Tak było w Bydgoszczy, której władze oczekiwały podobno za sieć dwukrotnie więcej, niż oferował PGE. – Skłonność do sprzedaży może pojawić się tam, gdzie będą problemy ze sfinansowaniem niezbędnych inwestycji wynikających z konieczności dostosowania źródeł do wymogów środowiskowych – twierdzi Regulski.

– Jeśli chodzi o potencjalne cele akwizycyjne na rynku ciepła, wartych uwagi jest nie więcej niż 150 przedsiębiorstw w miastach z liczbą mieszkańców ponad 80 tys. Jednak tylko około 20 z nich przedstawia prawdziwą wartość i ma znaczenie dla budowy synergii dla dużych grup energetycznych – ocenia Kamyk.

Wśród tych ostatnich wymienia sieci ciepłownicze w miastach, gdzie PGE nabędzie od EdF źródła wytwórcze. To m.in. Kraków, Gdańsk i Gdynia. – Państwowy właściciel elektrociepłowni w dążeniu do optymalizacji łańcucha wartości może szybciej niż wcześniej prywatny porozumieć się z samorządem, w którego rękach jest dystrybucja ciepła, i odkupić te aktywa – przypuszcza Kamyk.

Groźna koncentracja?

Trudne będzie osiągnięcie porozumienia we Wrocławiu, gdzie przez lata rynkiem dzieliły się EdF i Fortum. Fiński gracz to jeden z niewielu, którzy pozostaną zauważalni na rynku ciepła z ok. 2-proc. udziałem w produkcji i ok. 5-proc. w sprzedaży. Apetyt na zwiększanie w nim udziałów ma też francuska Veolia, która ma ponad 23,7 proc. rynku sprzedaży ciepła.

Sprawę koncentracji UOKiK zbada dopiero po finalizacji transakcji, przewidzianej do 26 lipca. Eksperci nie spodziewają się problemów w przypadku lokalnych rynków ciepła, gdzie często występują monopole. Inaczej może być w przypadku rynku energii.

Doktor Karol Lasocki, partner w K&L Gates, uważa jednak, że na zakup powinno się patrzeć w kontekście całego rynku europejskiego, gdzie EdF, RWE czy Engie mają znacznie silniejszą pozycję niż PGE. Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, partner w kancelarii Hansberry Tomkiel, była prezes UOKiK, twierdzi, że ewentualne przekroczenie 40-proc. progu udziałów w rynku produkcji energii przez PGE może być swojego rodzaju rafą. – Ale niekoniecznie musi mieć ona charakter blokujący. Z ograniczeniem konkurencji i pozycją dominującą mamy do czynienia wtedy, gdy różnica między liderem a pozostałymi podmiotami jest znacząca – uważa.

– Koncentracja rynku w rękach jednego właściciela, państwowego czy prywatnego, może prowadzić do spadku konkurencji, a co za tym idzie wzrostu cen. Przykładowo mogłoby to spowodować ograniczenie podaży energii przez zamknięcie części źródeł lub podniesienie kosztów przez dodatkowe nakłady inwestycyjne – podkreśla Kamyk.

Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, partner w kancelarii Hansberry Tomkiel, była prezes UOKiK

Przejęcie EDF przez PGE to zupełnie inna transakcja niż zablokowane przed laty przejęcie Energi przez PGE. Tamta transakcja dotyczyła koncentracji horyzontalnej i wertykalnej na szeroko pojętym krajowym rynku energii elektrycznej. Za krajowym wymiarem rynku przemawiała jego praktyczna izolacja od rynków państw sąsiednich. Za zakazem przemawiał m.in. argument, iż po takiej fuzji doszłoby do nadmiernej koncentracji wertykalnej – duży udział Energi w rynku dystrybucji i nadwyżka energii wytworzonej nad sprzedaną w PGE doprowadziłby do utworzenia grupy praktycznie samowystarczalnej, co zaburzyłoby konkurencję.

Transakcja przejęcia aktywów EDF jest zupełnie inna, ponieważ dotyczy przede wszystkim energetyki cieplnej. W tym kontekście jej ewentualne skutki będą musiały być analizowane także w odniesieniu do rynków lokalnych (podobnie jak w sprawie PGE-Energa rynek nie przekroczy granic Polski).

Ewentualne przekroczenie 40-proc. progu udziałów w rynku produkcji energii przez PGE po zakupie aktywów EDF może być swojego rodzaju rafą. Jednak niekoniecznie musi mieć ona charakter blokujący. UOKiK oceniając wpływ transakcji na rynek bierze pod uwagę także pozycję innych graczy. Z ograniczeniem konkurencji i pozycją dominującą mamy do czynienia wtedy, gdy różnica między liderem a pozostałymi podmiotami jest znacząca. Na ocenę urzędu nie powinien mieć wpływu fakt, iż państwo jest dominującym właścicielem większości grup wytwarzających energię. Jednakże może mieć to wpływ na późniejsze funkcjonowanie rynku. Jeśli hipotetycznie działania niezależnych spółek będą w jakikolwiek sposób koordynowane, czy też będzie dochodziło do wspólnych ustaleń, to w takiej sytuacji Urząd będzie zobowiązany realizować swoje kompetencje związane ze zwalczaniem antykonkurencyjnych zmów.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Klimatyczna przepaść

W zaprezentowanej przez Komisję Europejską strategii energetycznej do 2050 r. widać nie tylko ambicję ...

Pierwszy sukces Szczytu Klimatycznego

Podczas odbywającego się w Katowicach COP24 już ponad 40 państw poparło przygotowaną przez Polskę ...

Czarny scenariusz dla ropy

Na początku ubiegłego roku Ed Morse, szef zespołu analityków surowcowych Citigroup, prognozował że cena ...

Czy energetyka wypłaci dywidendy?

Sprzeczne komunikaty płynące z ministerstwa energii i skarbu państwa przypominać zaczynają rozbieżności między nadzorującym ...

Lotos i Orlen zarobią mniej na produkcji paliw

Marże rafineryjne w polskich koncernach są najniższe od 2014 r. Skończyły się złote czasy, ...

Jasiński dostał propozycję doradzania Obajtkowi

Odwołany w poniedziałek prezes PKN Orlen dostał propozycję doradzania zarządowi Orlenu i jego nowemu ...