Propozycja posłów PiS prezentem dla dużej energetyki

Bloomberg

Informacje medialne o poselskim projekcie (PiS) noweli ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE), która miałaby zdjąć ogromną nadwyżkę zielonych certyfikatów z rynku, mogła tchnąć nadzieję na wzrost ich cen. Bezpodstawnie.

Bo same przepisy mówią jedynie o zmianie sposobu obliczania opłaty zastępczej, którą uiszcza przedsiębiorstwo energetyczne zamiast wykazywania się określonym poziomem produkcji zielonej energii. Pewne rozwiązania prowadzące do rozładowania nadpodaży certyfikatów – wynoszącej na koniec I kw. prawie 22,6 TWh certyfikatów sygnalizowane są dopiero w uzasadnieniu do ustawy i ocenie skutków. Nie zostały jednak ujęte w treści nowelizacji. – Samo zmiana sposobu obliczania opłaty zastępczej nie zlikwiduje problemu nadpodaży. Do tego potrzebne są dodatkowe rozwiązania, takie jak zwiększenie obowiązku zakupu świadectw pochodzenia czy umożliwienie istniejącym projektom migracji do systemu aukcyjnego – zauważa mec. Agnieszka Kulińska z kancelarii Dentons. Jej zdaniem, w tej chwili zmniejszenie opłaty zastępczej nie będzie mieć wpływu na rynkowe ceny zielonych certyfikatów, które od długiego czasu kształtują się na poziomie znacznie poniżej opłaty. Mogą natomiast negatywnie wpłynąć na sytuację inwestorów posiadających umowy długoterminowe na sprzedaż świadectw pochodzenia, w których cena powiązana jest z wysokością opłaty zastępczej.

Wśród prawników nie ma jednak zgodności co do tego, czy proponowana zmiana narusza zasadę ochrony praw nabytych. Zdaniem prawniczki Dentons tak się nie dzieje. Z kolei mec. Dominik Strzałkowskiego z kancelarii SSW uważa, że projektowane przepisy mają charakter retroaktywny. – Opłata zastępcza o stałym charakterze była gwarancją dla rynku zielonych certyfikatów. Stąd wiele umów długoterminowych na ich odkup przez spółki energetyczne było z nią powiązanych. Zmiana sposoby wyliczania tejże opłaty stanowi więc naruszenie praw nabytych przedsiębiorców istniejących instalacji OZE – twierdzi prawnik.

Problem jest jednak o wiele głębszy, bo chodzi nie tylko o niższe przychody dużych instalacji (przeważnie takie miały umowy długoterminowe). To też realna groźna strat dla banków, które kredytowały takie inwestycje. W większości banków takie kredyty już są kwalifikowane jako zagrożone ze względu na spadek cen certyfikatów. Jeśli projektowane przepisy wejdą w życie, to instytucje stracą zabezpieczenie kredytów uważanych za te bezpieczne. – W najlepszym wypadku nastąpi ich sprzedaż za bezcen jako portfela wierzytelności. Dramatem dla banków byłoby natomiast, gdyby przedsiębiorcy decydowali się na demontaż urządzeń po ewentualnym ogłoszeniu upadłości – zauważa Strzałkowski.

– Dzięki opłacie zastępczej powiązanej z rynkiem (tj. średnią ceną certyfikatów z roku poprzedniego), a nie jak do tej pory stałej duże grupy energetyczne będą mogły przeszacować wartość umów zawieranych wiele lat temu. Kredyty na farmy przestaną się spłacać, a banki będą miały problem z restrukturyzacją wiatrowych portfeli – tłumaczy Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Zwraca też uwagę na fakt, iż propozycja poselska ogranicza do 25 proc. rocznie wzrost ceny certyfikatów. – W ten sposób nigdy nie odbuduje się rentowności projektów – dodaje szef PSEW. Sugeruje jednak, by opłatę obniżyć, ale do stałej wartości. PSEW od lat proponuje rozwiązanie prowadzące do zdjęcia części nadwyżki certyfikatów z rynku przy wykorzystaniu istniejących instrumentów ustawowych. – Należałoby w 2018 r. wprowadzić ustawowy obowiązek produkcji zielonej energii na poziomie 19,35 proc. (to de facto odpowiada obecnym zapisom ustawy), ale jednocześnie na ten jeden rok odebrać resortowi energii prawo do obniżania tego progu w rozporządzeniu. Już to skutkowałoby zdjęciem z rynku certyfikatów odpowiadających za produkcję ok. 5 TWh – szacuje Gajowiecki. – W kolejnych latach należałoby wyznaczyć ścieżkę regulującą ten rynek, wyznaczając w kolejnych latach obowiązek nie mniejszy niż 17,35 proc. w 2019 r., 18,35 proc. w 2020 r. oraz 19,35 proc. w 2021 r. Wtedy byłaby szansa na uzyskanie równowagi na rynku świadectw pochodzenia – dodaje prezes PSEW.

Pomysł urynkowienia opłaty zastępczej podoba się Kamilowi Szydłowskiemu, wiceszefowi Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej, które w ubiegłym roku postulowało jej obniżenie do poziomu 200 zł. Jednak uważa, że bez powiązania jej z wyższym obowiązkiem umorzenia świadectw ustawa nie rozwiąże problemu nadpodaży. Postuluje, by w przyszłym roku obowiązek ustawowy wynoszący 19,35 proc. nie był przez ME obniżany. – Wpisane do uzasadnienia projektu 17,5 proc., nawet przy obniżeniu opłaty zastępczej, nie da odpowiedniego impulsu do wzrostu cen na rynku – uważa Szydłowski.

Mogą Ci się również spodobać

PGNiG zagospodarowuje norweskie złoże

Polski koncern wraz z partnerami rozpocznie wydobycie z pierwszego odwiertu na złożu Ærfugl (wcześniej ...

Ropa z USA jest brudna. Wiemy dlaczego

Dwie największe koreańskie rafinerie zrezygnowały z przerobu kupionej w USA ropy łupkowej.  Powodem jest zbyt ...

Invenergy chce umiędzynarodowienia sporu o umowy długoterminowe

Amerykański koncern energetyczny Invenergy zawiadomił polskie władze, w tym premier i prezydenta, o rozpoczęciu ...

W pierwszej aukcji tłoku nie będzie

Zmiany prawne w zakresie wsparcia odnawialnych źródeł i obostrzenia dla rozwoju farm wiatrowych na ...

Baranowski złożył rezygnację w MSP. Czas na udział w konkursie na szefa PGE

Premier Beata Szydło przyjęła rezygnację Henryka Baranowskiego ze stanowiska podsekretarza stanu w Ministerstwie Skarbu ...