Energetycy sceptycznie o zmianie czasu na letni

Post Image
Post Image

Trudno dziś szukać uzasadnienia przestawiania zegarka wśród powodów przyświecających niegdyś wdrożeniu tej idei w życie.

Zmiana czasu z zimowego na letni w ostatnią niedzielę marca o godzinę do przodu (co nastąpi już w najbliższy weekend) nie przynosi znaczących oszczędności energii. To dlatego, że oświetlenie stanowi już niewielką część w strukturze zużycia prądu. Na znaczeniu zyskują za to coraz liczniejsze sprzęty AGD i RTV w domach.

– Wpływ przestawienia zegarków jest bardziej widoczny na terenach wiejskich, gdzie lampy uliczne nie świecą się całą noc, tylko gasną o pewnej porze – tłumaczy Albin Czubla, kierownik Laboratorium Czasu i Częstotliwości w Głównym Urzędzie Miar. Paradoksalnie, w ciepłym klimacie przestawienie czasu w okresie letnim powoduje wręcz wzrost wydatków na energię ze względu na dłuższą pracę klimatyzatorów.

Sami energetycy twierdzą, że oszczędności są marginalne. Przykładowo, przeprowadzona w Bułgarii analiza wykazała, że ten zabieg daje oszczędności rzędu 20,5 GWh rocznie, czyli ok. 0,01 proc. całkowitego zużycia energii w kraju w 2005 r. Z kolei we Francji symulacja z 2006 r. mówi o zmniejszeniu zużycia prądu o 684 GWh (na oświetleniu i klimatyzacji), przy jednoczesnym wzroście konsumpcji ciepła o 14 GWh. Sumaryczna oszczędność jest w granicach statystycznego błędu 0,014 proc. Badanie wykazało też, że wprowadzenie czasu letniego o jeden miesiąc wcześniej pozwoliłoby uzyskać dodatkową oszczędność 45 GWh z tytułu oświetlenia.

W Polsce nie ma wielu szacunków na ten temat. Opublikowane w 2014 r. mówią o mniejszym 1,5 GWh na dobę zużyciu energii wykorzystywanej w celach oświetleniowych, co w ciągu siedmiu miesięcy letniego czasu daje ok. 300 GWh.

Przekłada się to na mniejszą emisję gazów cieplarnianych, ale energetycy pozostają sceptyczni. – To anachronizm. Hipotetyczne zyski są iluzoryczne, a nikt nie mówi o konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów na przestawienie pracy systemów informatycznych wszechobecnych w energetyce, by działały one sprawnie i w sposób ciągły także w ciągu dwóch dni, kiedy doba liczy raz 23, a raz 25 godzin – uważa prof. Konrad Świrski, kierownik Zakładu Maszyn i Urządzeń Energetycznych na Politechnice Warszawskiej. Jest przekonany, że te jednostkowe koszty składają się na sporą kwotę i de facto dopłacamy do zmiany czasu.

Dziś w Polsce nie dyskutuje się o zasadności zlikwidowania przejścia z czasu zimowego na letni. Są jednak rozważania, co do zasadności cofnięcia zegarków w październiku. Bo to ono powoduje największe niedogodności, np. w transporcie kolejowym czy lotniczym. – Zlikwidowanie tego przejścia byłoby jednak niekorzystne ze względu na określony rytm pracy szkół i urzędów. Brak tego przejścia skutkowałby tym, że dzieci rozpoczynające naukę od godziny 8 rano musiałyby wychodzić do szkoły po zmroku – argumentuje Czubla.

Eksperci są zgodni, że jakakolwiek zmiana byłaby dziś trudna do przeprowadzenia tylko przez jedno państwo. Na taki krok musiałyby się zdecydować wszystkie państwa UE.

Mogą Ci się również spodobać

Gazprom został sam

Rosjanie wykupili udziały francuskiego Total w projekcie wydobycia gazu z dna Morza Barentsa. Wcześniej ...

Enea rozważa akwizycje w Polsce

Poznańska grupa energetyczna analizuje możliwość przejęcia Elektrowni Połaniec. Równolegle bada także wpływ na wartość ...

Czyste wody wokół Fukushimy

Radioaktywne materiały ze zniszczonej tsunami elektrowni japońskiej już nie trafiają do oceanu. Pomiary przeprowadzane ...

Ukraina sięga po gaz z… Australii

Na dostawach gazu skroplonego z Australii dla Ukrainy mogą zarobić terminale LNG w Polsce ...

Orlen planuje ekspansję w Chinach

W Suzhou zostanie zarejestrowana firma, która początkowo zajmie się sprzedażą olejów silnikowych. Następnie będzie ...

Nowy zielony ład dla Górnego Śląska

Zagłębie i Śląsk potrzebują programu, który wesprze rozwój miejsc pracy poza górnictwem. Górny Śląsk ...