Przemysł chce własnej energii. Jaka przyszłość czeka jej producentów?

Adobe Stock

Tzw. autogeneracja (budowa własnych źródeł energii przez przemysł) może ułatwić w Polsce dostęp do czystej i taniej energii. Doskonałym tego przykładem jest informacja o zainteresowaniu Michała Sołowowa budową małego, modułowego reaktora jądrowego. Z drugiej strony rozwój tego trendu doprowadzi prawdopodobnie do utraty sterowności nad sektorem energetycznym przez rząd. Czy model inwestycyjny przyjęty przez KGHM będzie „drogą środka”, która pogodzi te sprzeczności?

 

Firmy energetyczne działające w Polsce są poddane coraz większej presji ze względu na charakter własnego miksu energetycznego, w którym dominuje węgiel. Rzutuje to bardzo mocno na cenę energii, która będzie rosnąć ze względu na kierunek polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Jej filarem jest system EU ETS (Europejski System Handlu Emisjami). W uproszczeniu „opiera się on na wprowadzeniu limitu emisji gazów cieplarnianych w instalacjach objętych systemem, przy czym jest on z czasem obniżany. Firmy otrzymują określoną pulę uprawnień do emisji, którymi mogą handlować. Mogą również nabywać pewne ich ilości realizując projekty sprzyjające redukcji emisji. Co roku przedsiębiorstwa muszą umarzać liczbę przydziałów wystarczających do pokrycia ich całkowitej emisji”. Wspomniany system jest skonstruowany w taki sposób by ceny uprawnień rosły i zniechęcały emitentów z branż objętych EU ETS do używania wysokoemisyjnych paliw kopalnych. A jak to wygląda w praktyce?

 

 

Czterech największych producentów energii w Polsce, których kontroluje skarb państwa (a będąc precyzyjnym głównie należące do nich spółki obrotu), ma coraz większy problem z rentownością. Już poziom uprawnień do emisji CO2 wynoszący nieco ponad 20 euro za tonę jest dla PGE, Tauronu, Enei i Energi problematyczny. Tymczasem jeszcze w styczniu 2018 r. tona CO2 kosztowała nieco ponad 9 euro, rok później było to ponad 22 euro, a obecnie ponad 25 euro. Przekroczenie psychologicznej bariery 30 euro w przyszłym roku wydaje się prawdopodobne. W kuluarach Komisji Europejskiej słychać, że aż do poziomu 40 euro za tonę nie zamierza ona w ogóle podejmować jakichkolwiek działań zmierzających do obniżenia tej ceny (teoretycznie ma takie możliwości, ale są one bardzo niejasno nakreślone).

 

W związku z tą sytuacją cena energii dla firm rośnie, choć na razie nie jest to odczuwalne dzięki działaniom rządu. Mam tu na myśli z jednej strony system rekompensat dla przedsiębiorstw energochłonnych, z drugiej strony tzw. ustawę prądową i przewidzianą w niej pomoc dla średnich i małych firm w ramach pomocy opartej o tzw. klauzulę de minimis. Dla wielu podmiotów gospodarczych przyszłość wydaje się jednak dużą niewiadomą. Minister Jadwiga Emilewicz w swojej niedawnej wypowiedzi podkreślała, że zatrzymanie wzrostu cen w 2020 r. być może będzie dotyczyć gospodarstw domowych, co sugeruje, że dotknie firmy.

 

 

 

Z dużym prawdopodobieństwem można więc stwierdzić, że koszt energii poszybuje w górę, a z czasem pomoc państwa będzie niewystarczająca. Jednocześnie proces modernizacji producentów energii, który mógłby ograniczyć zjawisko drożejącego prądu postępuje powoli i ze względu na kwestie związane z bezpieczeństwem energetycznym nie zawsze ma uzasadnienie biznesowe (wsparcie dla węgla, ograniczone inwestycje w odnawialne źródła energii). Czasem jest to również kwestia braku odpowiednich regulacji (dużą niewiadomą jest ostateczna wersja strategicznego dokumentu Polityka Energetyczna Polski do roku 2040). Wszystko to popycha przedsiębiorstwa coraz częściej do wdrażania działań we własnym zakresie.

 

Zjawisko inwestowania wielkich firm we własne źródła energii (tzw. autogeneracja) jest coraz lepiej widoczne w naszym kraju. Takie podmioty doskonale wiedzą w co się opłaca inwestować i nawet jeśli są kontrolowane przez skarb państwa nie mają tak dużych ograniczeń politycznych jak tradycyjna energetyka, która musi wspierać górnictwo. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Wpisując się w trend autogeneracji PKN Orlen stał się w Polsce de facto czwartym największym koncernem energetycznym, który inwestował na przestrzeni ostatnich lat głównie w elektrownie gazowe. Również KGHM wpisując do swojej strategii energetycznej zaspokojenie własnych potrzeb energetycznych na poziomie 50% z własnych źródeł znalazł się w nurcie przemian dotykających szeroko pojętą branżę energetyczną w naszym kraju. Są to jednak przedsiębiorstwa związane z państwem dlatego przykładów warto poszukać również wśród inwestorów prywatnych. Za jaskółkę zwiastującą zmiany należy uznać przede wszystkim wypowiedź jednego z najbogatszych Polaków – Michała Sołowowa. Wyraził on zainteresowanie budową małego, modułowego reaktora jądrowego. Oczywiście mówimy tu o perspektywie co najmniej dekady, ale widać wyraźnie, że własne, niskoemisyjne i atrakcyjne finansowo elektrownie zabezpieczające procesy produkcyjne to dziś marzenie całej branży przemysłowej.

 

 

Autogeneracja jest więc z jednej strony olbrzymią szansą na rozwój w dużych ilościach nowoczesnych i niskoemisyjnych źródeł energii, a także stabilizację systemu energetycznego, który podlega dziś transformacji, a jego równowaga jeszcze przez kilka lat będzie bardzo krucha. Z drugiej strony może to być jednak także duże zagrożenie dla istnienia tradycyjnych firm energetycznych takich jak PGE, Tauron, Enea czy Energa. Skoro klienci tych podmiotów inwestują mocno we własne elektrownie to może się za kilka lat okazać, że producenci, od których kupowali prąd, przestaną być potrzebni. Trudno dziś oszacować skutki realizacji takiego scenariusza. Z pewnością rząd utraciłby sterowność nad rynkiem energetycznym i kierunkiem jego transformacji. Z drugiej strony nadal istniałby regulator, a bardziej liberalne podejście mogłoby poskutkować szerszym dostępem do czystej i taniej energii.

 

Wydaje się, że rząd przyjrzał się autogeneracji z każdej strony i próbuje dziś realizować model hybrydowy, w którym tradycyjna energetyka buduje nowe źródła mocy przemysłowi wchodząc z nim w model spółek łączonych typu joint venture. Wymowny jest tu przykład listu intencyjnego KGHM i PGE EO dotyczący inwestowania w fotowoltaikę. Krótkoterminowo to sensowne podejście, które zapewni przetrwanie dotychczasowemu producentowi energii oraz niższą cenę energii jego klientowi. Warto jednak pamiętać, że duży biznes prywatny może nie być już tak skory do kooperacji w tym modelu. Co wtedy?

Mogą Ci się również spodobać

NFOŚiGW wesprze systemowe działania m.in. geotermię, ale kończy ze dotacjami dla małych beneficjentów

Odbiorcy indywidualni nie mogą liczyć na kontynuację w dotychczasowej formule skierowanych do nich programów ...

Jaworzno na trasie akcji edukacyjnej PKEE

Przez ostatnie 15 lat energetyka znacząco ograniczyła emisję zanieczyszczeń do atmosfery. Mimo to nadal ...

Walka ze smogiem: koncerny pomogą wymienić kocioł

Oferta mająca na celu poprawę jakości powietrza będzie się rozrastać. Obejmie także pomoc w ...

Polacy bez szans w konkursie idei energetycznych

Na konkurs innowacji energetycznych zorganizowany przez estoński koncern najwięcej pomysłów przyszło z Estonii i ...

Poniedziałkowe spotkanie OPEC+ w Baku

Po raz pierwszy Azerbejdżan gościć będzie sygnatariuszy porozumienia o ograniczeniu wydobycia ropy. Obrady zaczynają ...

Iran rzuca USA rękawicę z ropą

Dziś weszły w życie amerykańskie sankcje wobec Iranu. Teheran ogłosił, że dalej będzie eksportować ...