Polityka Unii Europejskiej skłania PGE do transformacji energetycznej

Największy w Polsce dostawca energii elektrycznej, Polska Grupa Energetyczna postawiła sobie za cel stopniowe odejście od elektrowni węglowych do 2040-45 r. — powiedzieli przedstawiciele jej kierownictwa dziennikarzom S&P Global Platts, dostawcy informacji o energii i surowców, ich cen referencyjnych i analiz obu tych rynków

Publikacja: 07.06.2020 12:25

Polityka Unii Europejskiej skłania PGE do transformacji energetycznej

Foto: An employee looks at part of the Polska Grupa Energetyczna SA (PGE) open pit coal mine in Belchatow, Poland/Bloomberg

– Mówimy o wycofaniu za 20-25 lat całej floty węgla kamiennego i brunatnego — powiedział dyrektor biura tej firmy w Brukseli, Maciej Burny. — W Polsce myślimy o tym samym kierunku, jaki obrały Niemcy. Jeśli spojrzeć na przedziały czasowe obu krajów, to są one porównywalne. Niemcy zrobią to do 2038 r. z mniejszym udziałem węgla w miksie energetycznym — dodał. Szybsze odchodzenie dla osiągnięcia ostrzejszych założeń emisji w Unii zmniejszyłoby rentowność PGE i zdolność finansowania energetyki z OZE i z wykorzystaniem gazu — wyjaśnił.

""

Shutterstock

energia.rp.pl

Wiceprezes ds. korporacyjnych, Paweł Cioch powiedział, że PGE planuje opublikowanie za 3 miesiące 10-letniej strategii opartej na trzech filarach: farmach wiatrowych na lądzie i na morzu oraz fotowoltaice. — Nasze przejście na ekologię jest faktem, a nie tylko gadaniem — powiedział. Strategia przedstawi wyraźny harmonogram wycofywania z użytku aktywów węglowych. — Nasz plan odchodzenia od węgla określi okres istnienia istniejących aktywów. Wiele z nich zostanie wycofane znacznie wcześniej przed 2045 r. ze względu na małą sprawność i zużycie techniczne — dodał Burny.

Ostatnimi aktywami do wycofania z eksploatacji będą dwa bloki 900 MW uruchomione w ubiegłym roku w Opolu i jeden 450 MW w elektrowni Turów na węgiel brunatny, który ma ruszyć w tym roku. Według Burnego, rentowność tych bloków w ciągu 25 lat będzie zależeć od ewolucji cen emisji dwutlenku węgla, ale gwarantowane przez 15 lat płatności na rynku mocy powinny zachować tę rentowność dłużej. — Z ekonomicznego punktu widzenia, mówimy o szybszym wycofaniu się, ale jako przedsiębiorstwo państwowe musimy też zapewnić bezpieczeństwo dostaw. Trzeba uwzględnić aspekt społeczny — powiedział Burny.

Teraz albo nigdy

W produkcji energii przez PGE dominowały węgiel brunatny i kamienny. W I kwartale 2020 przypadło na nie 84 proc. mimo 10-punktowego zmniejszenia udziału lignitu w ujęciu r/r. W latach 2015-18 firma zużyła 96 proc. swych nakładów inwestycyjnych czyli 27,9 mld złotych na zakup, remonty albo budowę aktywów działających na węgiel kamienny i brunatny oraz na kogenerację z użyciem gazu.

""

Adobe Stock

energia.rp.pl

Zmianę kierunku przyspieszyły rosnące ceny emisji spalin i wyższe założenia redukcji emisji w Unii. — Wcześniej istniało być może pojęcie przedłużania podejmowania trudnych decyzji. Były oznaki, że może dojść do zmian za kilka lat. Teraz widzimy, że nie jest to droga do przodu. Albo zmienimy się teraz albo nigdy — powiedział Burny. — PGE popiera plan wyodrębnienia zasobów węgla ze wszystkich kontrolowanych przez państwo zakładów usług komunalnych, aby oddzielić przedsiębiorstwa państwowe, jedne dla górnictwa, a inne dla generowania energii, a decyzja rządu jest możliwa w ciągu miesiąca — powiedział Cioch.

Burny stwierdził, że będzie to zasadnicza zmiana reguł gry, bo da firmie dostęp do tańszego finansowania z banków jej inwestycji ekologicznych. — Jeśli będziemy w stanie rozdzielić aktywa węgla kamiennego i brunatnego, to będziemy mogli przeznaczać więcej naszych zasobów na inwestycje o niskiej emisji spalin. Przewidujemy, że ceny CO2 będą całkiem wysokie przez następne kilka lat, więc musielibyśmy wydawać dużo pieniędzy tylko po to, by zapewnić zdolność operacyjną tych aktywów. Zamiast płacić dużo za CO2 z naszych aktywów węglowych możemy kierować te pieniądze na inwestycje w większe wykorzystanie energii wiatru, słońca i częściowo gazu — powiedział. Dodał, że gdyby PGE nie rozdzieliła swoich aktywów węglowych, to nowe unijne przepisy, które wymagają od zakładów usług komunalnych ujawniania, jaka część produkcji opiera się na paliwach kopalnych, utrudniłyby firmie inwestowanie w OZE.

Ambicje związane z OZE

Firma chce dojść do 2030 r. do posiadania mocy po 2,5 GW z farm wiatrowych na lądzie i słonecznych PV, choć Cioch stwierdził, że nowa strategia będzie zakładać bardziej ambitne cele. PGE prowadzi rozmowy z duńską firmą Orsted o budowie od 2024 r. farm wiatrowych na morzu Baltica 2 i 3 o mocy 2,4 GW. Firma podpisała porozumienia z KGHM (miedź), Grupą Azoty i Siarkopolem na budowę farm fotowoltaicznych.

""

Morska farma wiatrowa Middelgrunden nieopodal Kopenhagi/fot. Michał Niewiadomski

energia.rp.pl

Obecnie zainstalowane przez firmę moce energii z odnawialnych źródeł składają się z 2192 MW z elektrowni szczytowo-pompowych, 548 MW z lądowych farm wiatrowych i 41 MW z wykorzystania hydroelekrowni. Burny powiedział, że wzrost lądowych farm wiatrowych będzie zależeć od zmiany ustawy „10H” — zakazującej stawiania turbin wiatrowych w odległości mniejszej od 10-krotności ich całkowitej wysokości — co poważnie ogranicza budowę nowych farm wiatrowych na lądzie.

Kluczowa rola gaz

Moce elektrowni gazowych mają zasadnicze znaczenie w uzupełnieniu nowych OZE — stwierdził Cioch. — Mówiąc po prostu, system generowania energii tylko z wiatru i słońca nie istnieje i potrzebuje konwencjonalnego wsparcia, a gaz jest dobrą i elastyczną technologią — dodał. PGE zacznie w tym roku budowę elektrowni gazowej o mocy 1,4 GW, która zastąpi starą elektrownię węglową Dolna Odra oraz planuje zamianę wielu elektrowni kogeneracji z węgla na gaz.

Jeśli chodzi o energetykę jądrową, to rząd nie ma jeszcze konkretnych planów uruchomienia do 2045 r. elektrowni o mocy 6-9 GW w spółce j. v. z partnerem, który zapewni technologię i do 49 proc. kapitału na inwestycję szacowaną na 120 mld złotych. Cioch powiedział, że PGE będzie kontynuować przygotowania do tej inwestycji do czasu otrzymania decyzji o lokalizacji i o wpływie na środowisko. Dla obecnego kierownictwa PGE energetyką jądrowa jest za kosztowna i zbyt odległa.

Priorytetem jest szybkie przestawienie się na OZE. Potem przyjrzymy się naszym możliwościom finansowym, ale nie ma mowy o samodzielnym wyborze energetyki jądrowej z uwagi na nasze zaangażowanie w nowe inwestycje w OZE — powiedział Burny.

– Mówimy o wycofaniu za 20-25 lat całej floty węgla kamiennego i brunatnego — powiedział dyrektor biura tej firmy w Brukseli, Maciej Burny. — W Polsce myślimy o tym samym kierunku, jaki obrały Niemcy. Jeśli spojrzeć na przedziały czasowe obu krajów, to są one porównywalne. Niemcy zrobią to do 2038 r. z mniejszym udziałem węgla w miksie energetycznym — dodał. Szybsze odchodzenie dla osiągnięcia ostrzejszych założeń emisji w Unii zmniejszyłoby rentowność PGE i zdolność finansowania energetyki z OZE i z wykorzystaniem gazu — wyjaśnił.

Pozostało 91% artykułu
energetyka
Były prezes Orlenu Daniel Obajtek: Wytrzymałem w tym piekle 6 lat
Energetyka Zawodowa
W Płocku wykluły się cztery sokoły wędrowne. Orlen ogłosił konkurs na imiona
Energetyka Zawodowa
Ekonomiczny żywot starych węglówek Taurona dobiega końca. Zwolnień nie będzie
Energetyka Zawodowa
Rekordowe wyniki Taurona. W tle 8 miliardów rekompensat
Energetyka Zawodowa
Raport dla Orlenu o Bartłomieju Sienkiewiczu. Ekspert: To jest czarny PR