Ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosły w ciągu ponad miesiąca z poziomu ok. 56 euro do ok. 91 euro., co jest rekordem w historii notowań .To sufit cenowy, który zdaniem ekspertów Europa miała osiągnąć ale w 2030 r., a nie dziewięć lat wcześniej. Przyczyn tego 60 proc. rajdu cenowego należy upatrywać w czynnikach krótkoterminowych, m.in. technicznym powrocie cen do długoterminowego kanału wzrostowego, czy sytuacji na rynku gazu, która spowodowała powrót do węgla, ponieważ taniej było kupić węgiel i uprawnienia niż relatywnie droższy gaz. Rynek uprawień do emisji CO2 nazywany jest także formą podatku węglowego od produkowanego prądu z węgla.

Koniec roku, to czas, kiedy spółki energochłonne zabezpieczają uprawnienia do emisji CO2 na potrzeby swojej działalności. Cały proces zabezpieczenia uprawnień i planowania pod produkcję energii zabezpieczany jest jedno - dwuroczny wyprzedzeniem. Gracze na rynku uprawnień do emisji, rynku węgla sprawdzają czy i w jaki sposób będą mieli marże na produkowanej energii. Spółki sprzedają energię elektryczną po określonej cenie po czym kupują uprawnienia zabezpieczając się marże. Jeśli nie będzie odpowiedniej marży, to wówczas nie produkują energii i nie kupują energii, choć z drugiej strony jest obowiązek dostaw energii, póki co jednak marża na wytwarzaniu jest. Spółki też ograniczają prace starszych bloków, bardziej emisyjnych przerzucając produkcję na bloki mniej emisyjne. Patrząc na ceny gazu na jej rekordowy poziom wpływa niska temperatura, niższa niż zwykle o tej porze roku, a także polityka i ograniczanie podaży surowca przez Gazprom. Ceny gazu powinny jednak pozostać w Polsce wysokie do pierwszej połowy przyszłego roku. W Europie zaś odnotowujemy mniejszą produkcję energii z wiatru, co przekłada się na wzrost produkcji energii z elektrowni gazowych. Zdaniem Marcina Górnika, analityka Biura Maklerskiego Pekao, jednym z czynników wpływających na wzrost uprawnień do emisji CO2 jest zwiększone zapotrzebowanie na energię elektryczną, które przy niskiej produkcji z lądowych farm wiatrowych musi zostać zaspokojone przez elektrownie konwencjonalne (węglowe lub gazowe). – Jednakże, przy rekordowo wysokich cenach gazu, to właśnie elektrownie węglowe wygrywają konkurencję kosztową z elektrowniami gazowymi, zwiększając tym samym zapotrzebowanie na uprawnienia do emisji CO2, co podbija ich ceny – uważa Marcin Górnik.

Skąd taki podwyżki węglowej daniny?

Istnieje szereg czynników mogących wpływać na ceny uprawnień do emisji. Po pierwsze, wysoka cena gazu ponownie czyni energię z węgla bardziej atrakcyjną ekonomicznie, co automatycznie przekłada się na wzrost popytu na uprawnienia do emisji C02 i w konsekwencji ich ceny. Druga możliwość to realizacja zawartych w ubiegłych latach kontraktów terminowych. – Spółki energetyczne mogły zawrzeć w poprzednich latach transakcje na uprawnienia do emisji, a teraz firmy oferujące takie kontrakty muszą zebrać uprawnienia z rynku w celu ich realizacji. Jeśli spółki myślą perspektywiczne i są świadome jak wiele uprawnień potrzebować będą w kolejnych latach, to będą je kupować - znów napędzając popyt – wyjaśnia Marcin Kowalczyk, kierownik Zespołu Klimatycznego w WWF Polska. Mogło więc tu dojść do kulminacji kontraktów cenowych. Dodatkowo, pod koniec roku można oczekiwać wzrostów, gdyż spółki szykują uprawnienia na kolejne rok, aby się z nich rozliczyć. - Wreszcie polityka Niemiec, a więc pomysł nowej koalicji w Berlinie, aby wprowadzić dolny pułap cenowy także wpływa na wzrost cen. Należy tu zaznaczyć, że już Polska proponowała, aby wprowadzić górny limit – wskazuje Kowalczyk, dodają, że może to być jednak trudne do realizacji, chociaż wprowadzenie korytarza cenowego (dolny, ale i górny limit ceny, być może rosnący w czasie) dla tego instrumentu może zyskać poparcie w UE.

Zdaniem Roberta Jeszke kierownik Zespołu Strategii, Analiz i Aukcji oraz Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych (CAKE) w KOBiZE można było zaobserwować, że wzrosty przyspieszyły po publikacji wstępnego raportu europejskiego nadzoru (ESMA), który wskazuje, że nie ma dowodów na występowanie nadużyć na rynku C02, tym samym sugerując, że jakakolwiek interwencja na rynku nie będzie konieczna (będzie o tym można przeczytać w naszym listopadowym raporcie z rynku CO2) – Należy jednak poczekać na pełen raport ESMA, który powinien zostać opublikowany na początku 2022 r. Można domniemywać, że ESMA lepiej przyjrzy się instytucjom finansowym. Po wstępnych wynikach wciąż nie mamy wiedzy jak zmienił się udział tej grupy na przestrzeni kilku ostatnich lat. Jednokierunkowy wymiar rynku uprawnień tworzy klimat zachęcający do większego zainteresowania również ze strony funduszy typu ETF – uważa Robert Jeszke. Pamiętajmy też, że w połowie grudnia br. kończą się aukcje uprawnień, co de facto zmniejsza ich podaż na rynku powodując wzrost cen. Należy zauważyć, że wiele firm zabezpiecza się i kupuje uprawnienia mając na uwadze wzrostowy trend na tym rynku. Jego zdaniem – jak się wraził „pozytywnym nastrojom” – sprzyjają również czynniki długoterminowe takie jak, np. skutkujące zmniejszeniem podaży uprawnień w przyszłości, przyjęcie regulacji zawartych pakiecie „Fit for 55”, czy też ożywienie gospodarek po COVID-19, które żeby się odbudować musiały zwiększyć zapotrzebowanie na energię i surowce energetyczne (gaz, węgiel, czy ropę). - Wydaje się, że część instytucji finansowych właśnie rozpoczęła realizację zysków, która w skrajnym scenariuszu może sprowadzić ceny nawet do poziomów ok. 70 euro – prognozuje.

Polska cierpi, ale będzie się bronić

W opinii polskiej branży energetycznej, z kręgów samego kierownictwa, gwałtowny wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w opinii wielu ekspertów jest wzrostem w ogromnej mierze o charakterze spekulacyjnym, który może utrudnić planowaną transformację energetyczną oraz wymusić chaotyczne i nieracjonalne działania. – Nie chciałbym tego dla polskiej energetyki, gospodarki, a także, co jest dla nas równie istotne, dla społeczeństwa. Jako kraj startujemy z innego punktu niż gospodarki zachodnie. Polski system energetyczny potrzebuje zmian – nikt tego nie neguje, ale muszą to być zmiany uwzgledniające wszystkie uwarunkowania polskiej gospodarki i sprawiedliwe społecznie – tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Wojciech Dąbrowski prezes Polskiej Grupy Energetycznej. W przyszłym roku tylko PGE ma zapłacić za uprawnienia do emisji CO2 ok. 13 mld zł. - To ogromna kwota, którą moglibyśmy przeznaczyć na inwestycje. Obecny poziom cen CO2 już nie stymuluje nowych zeroemisyjnych inwestycji - one się dzieją. Paradoksalnie powodować to może, że nie będziemy mieli pieniędzy na kolejne inwestycje i przyspieszenie dekarbonizacji – podkreśla Dąbrowski i dodaje, że nie tylko polska energetyka widzi problem. – Aktualnie spółki energetyczne, ale też inni emitenci CO2, przygotowują się do powołania koalicji sprzeciwiającej się tej sytuacji i opowiadające się za prawem poszczególnych gospodarek do własnego, racjonalnego tempa transformacji energetycznej – zapowiada prezes PGE.

Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska zapowiedziała w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że na najbliższej Radzie UE wystąpi o analizę wpływu instytucji finansowych na rosnące ceny uprawień do emisji. Jej zdaniem trzeba zbadać, czy te instytucje nie wpływają na spekulacje na tym rynku. Jeszcze dalej idzie poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski. Z jego inicjatywy Sejm przyjął uchwałę w sprawie wezwania państw Unii Europejskiej do zawieszenia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji i podjęcia działań na rzecz reformy. Jej celem jest poparcie polskiego rządu, który ma domagać się na posiedzeniu Rady Europejskiej 16 grudnia ustalenia maksymalnej ceny uprawnień do emisji CO2.

Drogi dolar dopełnia obrazu

Cenom energii nie pomaga także słaby zloty. Za ropę i gaz płacimy w dolarach, a mocny kurs tej waluty nie sprzyja niskim cenom surowca na naszym rynku. Zdaniem Doroty Sierakowskiej, analityka rynku surowców w DM BOŚ, wartość dolara w relacji do złotego to efekt kilku czynników. – Po pierwsze, USA mogą zdecydować się na przyspieszenie zacieśniania polityki monetarnej. Po drugie, w Polsce mamy z kolei kilka czynników, które wpływają na osłabienie naszej waluty. Wśród nich warto wymienić m.in. spóźnioną reakcję RPP na podwyższoną inflację, nieprzewidywalność lokalnego banku centralnego (gdzie dopiero niedawno pojawiła się nieco większa konsekwencja w działaniach), jak również czynniki polityczne, takie jak kryzys na granicy przy z Białorusią – wymieniła Sierakowska. Warto jednak pamiętać, że o ile te czynniki przemawiają za wysokim kursem dolara obecnie, to już w perspektywie średnioterminowej polski złoty wydaje się niedowartościowany. – Presja na odrobienie straty będzie narastać, aczkolwiek na rynku nadal utrzymuje się niepewność związana m.in. z pandemią oraz czynnikami politycznymi – mówi.