Prezes Węglokoksu: eksport schodzi na drugi plan

Publikacja: 16.04.2018 13:42

Prezes Węglokoksu: eksport schodzi na drugi plan

Foto: energia.rp.pl

Naszą nową rolą będą interwencyjne zakupy węgla z importu. I nie musi to być surowiec z Rosji, choć też nie powinniśmy się na niego całkowicie zamykać – mówi prezes Sławomir Obidziński, prezes Węglokoksu w rozmowie z Barbarą Oksińską.

◊: Eksport polskiego węgla od lat nieubłaganie spada. W styczniu tego roku był już znikomy. To koniec sprzedaży rodzimego surowca za granicę?

Rzeczywiście od lat mamy do czynienia ze słabnącym eksportem. Największą ilość osiągnęliśmy w 1984 r., kiedy Węglokoks wyeksportował 43 mln ton węgla. W 2005 r. było to jeszcze ok. 19 mln ton, w 2010 r. –już 9 mln ton, w 2015 r. – poniżej 5 mln ton, a w 2017 r. – 2,7 mln ton. Jak widać, to trwały trend, który rozpoczął się w latach 80. W tym roku przez trzy pierwsze miesiące sprzedaliśmy zagranicznym klientom zaledwie 330 tys. ton surowca. Priorytetem dla polskich producentów jest zaspokajanie krajowych potrzeb, co jest też istotne dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Skoro obecnie rynek krajowy jest w stanie wchłonąć całą krajową produkcję, to dostępnego węgla na eksport jest po prostu niewiele.

Co to oznacza dla głównego eksportera polskiego węgla?
Już od dłuższego czasu się do tego przygotowywaliśmy. Węglokoks jest bodajże ostatnią centralą handlu zagranicznego, która przetrwała do dziś. Pozostałe upadły, bo po prostu nie zdążyły dostosować się nowych warunków rynkowych. Często patrzy się na nas jak na dinozaura i my chcemy ten wizerunek zmienić. Dlatego mocno dywersyfikujemy działalność. Wychodzimy z roli wyłącznie eksportera węgla i przeobrażamy się w typową spółkę handlową, zajmującą się także sprzedażą krajową, importem czy obrotem międzynarodowym węglem, ale i innymi produktami. Pracownicy spółki mają przecież ogromne kompetencje handlowe i kontakty na całym świecie.

Gdzie polski węgiel wciąż opłaca się sprzedawać?
Głównymi kierunkami eksportu są kraje Unii Europejskiej, szczególnie te najbliższe naszym granicom – Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry czy Austria. Co ciekawe, niejednokrotnie jesteśmy w stanie pozyskiwać za granicą lepsze ceny niż w kraju. Dlatego z biznesowego punktu widzenia bardziej opłaca się wydobycie ze Śląska kierować na eksport do Czech czy Austrii niż do elektrowni zlokalizowanych na północy Polski.

Elektrownie z północy kraju skazane byłyby wówczas na paliwo z importu, a to niepolityczne. Resort energii zgodził się na import paliwa dla państwowych elektrowni, dopiero gdy te stanęły pod ścianą z powodu niedoboru polskiego węgla.
I tak obecnie postrzegamy nową rolę Węglokoksu, by w sytuacjach niedoboru krajowego surowca zabezpieczać potrzeby energetyki zawodowej i ciepłownictwa poprzez interwencyjne zakupy węgla z importu. I nie musi to być węgiel z Rosji, choć też nie powinniśmy się na niego całkowicie zamykać. W ubiegłym roku sprowadziliśmy na przykład surowiec z USA. Obecnie prowadzimy też negocjacje z partnerami z Kolumbii i Kazachstanu. Możliwości jest wiele. Pamiętajmy, że polskie górnictwo głębinowe na dłuższą metę nie będzie w stanie konkurować z kopalniami odkrywkowymi, które dominują wśród liderów światowej produkcji węgla. Poza tym brakuje w polskich kopalniach węgla z małą zawartością siarki, którego potrzebują małe ciepłownie, niemające takich instalacji odsiarczania jak wielkie elektrownie. Ten surowiec musimy sprowadzać z zagranicy, także z Rosji.

Jaki jest więc plan importu na ten rok?
Nie tworzymy takich planów. Ostateczna wielkość importu zależeć będzie od zgłaszanych potrzeb przez energetykę i zakończonych pozytywnie negocjacji handlowych. W marcu wysłaliśmy zapytania do krajowych spółek energetycznych – ile węgla potrzebują i o jakich parametrach. Czekamy teraz na odpowiedzi, a następnie przystąpimy do działania. Importerów u nas w kraju nie brakuje, ale też tort do podziału jest duży. Węglokoks może tu znaleźć swoje miejsce, może wykorzystać efekt skali i oferować konkurencyjne ceny.

Węglokoks ma też własną kopalnię węgla. Sprzeda ją Polskiej Grupie Górniczej? W rządowym programie dla górnictwa pojawiła się koncepcja utworzenia na bazie PGG Górnośląskiej Grupy Węglowej.
Nie planujemy sprzedaży naszej kopalni. To rentowna działalność, która w 2017 r. przyniosła nam 60 mln zł zysku netto. Wydobyliśmy 2,6 mln ton dobrej jakości węgla, czyli o ćwierć miliona ton więcej, niż planowaliśmy. Było to możliwe dzięki zrealizowanym inwestycjom i modernizacji kopalni. W tym momencie nie ma żadnych rozmów o Górnośląskiej Grupie Węglowej. Poza górnictwem spółka rozwija działalność hutniczą. Spekuluje się, że może kupić Hutę Częstochowa.

To prawda?
Obecnie nie mamy takich planów. Przed polskim hutnictwem stoi wiele wyzwań. Krajowe zużycie stali dynamicznie rośnie, ale z drugiej strony ogromnym ryzykiem jest restrykcyjna unijna polityka klimatyczna. Branża liczy na wprowadzenie rozwiązań sprzyjających przemysłowi energochłonnemu, a także skutecznych instrumentów ochrony unijnego rynku przed dostawami stali po dumpingowych cenach. W przypadku naszych zakładów dodatkowo dużym problemem jest zakup wsadu do produkcji po cenach gwarantujących jej rentowność. Koszt zakupu wsadu to ok. 80 proc. całkowitych kosztów.

Jaki więc jest plan na przetrwanie?
Skupiamy się na procesie konsolidacji Huty Pokój i Huty Łabędy oraz Walcowni Batory. W tym pierwszym zakładzie wdrażany
jest plan naprawczy. Jednocześnie niedawno powołaliśmy spółkę Węglokoks Stal, która będzie odpowiadała za działania integrujące obszar zakupu surowca, produkcji oraz sprzedaży produktów i usług na rynku stalowym. Dla realizacji tych celów w tym roku Węglokoks dokapitalizuje tę spółkę kwotą ok. 100 mln zł.

Jak radzi sobie Węglokoks w pozostałych segmentach działalności?
Działamy w czterech obszarach, nie tylko w górnictwie i hutnictwie, ale też w energetyce oraz logistyce. Spółki z naszej grupy zatrudniają w sumie niemal 6 tys. pracowników i osiągają roczne obroty bliskie 3,5 mld zł. Posiadamy 11 lokalnych ciepłowni i planujemy w tym obszarze kolejne akwizycje. Realizujemy ponadto znaczące inwestycje, takie jak budowa w Rudzie Śląskiej bloku energetycznego na paliwo z odpadów. Także w segmencie logistyki mamy w planach przejęcia, dzięki którym moglibyśmy uzyskać dostęp do nabrzeży portowych rzecznych i morskich. Bardzo dynamicznie rozwija się lotnisko w Pyrzowicach, tak w obszarze przewozów pasażerskich, jak i cargo. Przypomnę, iż jesteśmy największym udziałowcem spółki GTL, zarządzającej tym lotniskiem. W całej grupie na inwestycje tylko w tym roku wydamy ok. 400 mln zł.

Czy prywatyzacja Węglokoksu, np. przez
giełdę, jest jeszcze rozważana?
Kilka lat temu spółka była przygotowywana do debiutu giełdowego, ale wówczas nie uzyskała zgody właściciela, czyli Skarbu Państwa. Aktualnie Węglokoks znajduje się na liście firm o istotnym znaczeniu dla gospodarki państwa. To oznacza, że państwo pozostanie głównym właścicielem spółki. Dlatego ewentualna prywatyzacja poprzez giełdę musiałaby uwzględniać ten fakt i dotyczyć tylko części akcji. Jeśli mielibyśmy wchodzić na giełdę, to po kapitał na dalszy rozwój. Dziś takiego dodatkowego kapitału nie potrzebujemy, ale możliwe, że w najbliższych latach wrócimy do tych planów. Obecnie nie prowadzimy jednak żadnych prac w tym zakresie. ©℗

CV

Sławomir Obidziński kieruje Węglokoksem od 2016 r. Wcześniej był prezesem zależnego Węglokoksu Energia oraz Nadwiślańskiej Spółki Energetycznej. W poprzednich latach związany był ze szwajcarskim holdingiem SGS. Jest absolwentem Wydziału Górnictwa i Geologii Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

Węgiel
Porządki kadrowe w Bogdance. Nowa rada nadzorcza odwołała zarząd
Węgiel
Pożary dławią wydobycie JSW. Spółka podała dane produkcyjne
Węgiel
Minister przemysłu Marzena Czarnecka o planie rządu na górnictwo
Węgiel
Do węglowej spółki PGE wraca jej dawny prezes
Węgiel
Państwowe spółki z zakazem importu węgla. Normy zapasów przekraczają 200 proc.