W poszukiwaniu alternatywy dla węgla

Shutterstock

Rosnące ceny prądu skłaniają coraz więcej przedsiębiorstw działających w Polsce do zmiany swoich strategii pozyskiwania energii.

Podczas gdy politycy i eksperci zastanawiają się, jak zmienić polską energetykę, by zahamować rosnące ceny prądu, przemysł  już zaczął działać. – To przemysł jako pierwszy odczuł gwałtowny wzrost hurtowych cen energii w efekcie zwyżki cen węgla i uprawnień do emisji CO2. Dlatego szuka alternatyw. Niektóre firmy chcą samodzielnie budować farmy wiatrowe i słoneczne, inne wolą kupować zieloną energię w kontraktach długoterminowych – zauważa Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW). – W obu przypadkach firmy mogą liczyć na to, że energia z wiatru w sposób trwały, a nie tylko interwencyjny, wpłynie na zmniejszenie ich rachunków za prąd – dodaje.

Mniej emisji

Przed strategiczną decyzją stoi m.in. spółka z branży papierniczej – International Paper. – Widzimy co dzieje się z cenami energii na rynku hurtowym i widzimy też, że coraz większą wagę w Unii Europejskiej przykłada się do tzw. śladu węglowego. Dlatego zastanawiamy się, jak ten ślad obniżyć. Dziś ma to może głównie znaczenie marketingowe, ale wiemy, że za chwilę będzie codziennością w przemyśle – podkreśla Aneta Muskała, wiceprezes International Paper Kwidzyń. Spółka 85 proc. energii pozyskuje z  własnych źródeł, w tym około połowę z biomasy i resztę z węgla. W ciągu ostatnich dwóch lat firma zmniejszyła emisję CO2 o 27 proc., dzięki inwestycjom wartym ponad 280 mln zł. Teraz zastanawia się nad dalszymi krokami. – Analizujemy czy lepiej postawić kolejną niskoemisyjną instalację produkującą prąd czy podpisać długoterminowy kontrakt na dostawy zielonej energii z innym wytwórcą – kwituje Muskała.

Pierwszą tego typu umowę długoterminową zawarła fabryka silników Mercedes-Benz w Jaworze ze spółką obrotu VSB Energie Odnawialne. Eksperci szacują, że w ten sposób firmy mogą obniżyć rachunki za prąd nawet o kilkanaście złotych za megawatogodzinę. Spodziewają się lawiny podobnych kontraktów w przyszłości, choć moment ich zawierania może się odwlec w czasie ze względu na ustawę powstrzymującą wzrost cen energii w 2019 r.

Ambitne plany ograniczenia emisji CO2 ma też potentat meblowy IKEA. W swoich centrach handlowych i dystrybucyjnych chce zredukować emisję gazów cieplarnianych o 80 proc. do 2030 r. w stosunku do roku 2016. Ma także w planach pozyskiwanie ciepła i chłodu do swoich budynków w 100 proc. ze źródeł odnawialnych, a także wymianę całej floty samochodów dostawczych na auta elektryczne. – Wypełnienie tych celów będzie możliwe m.i.n. dzięki poprawie efektywności energetycznej w naszych najstarszych budynkach, instalowanie pomp ciepła, stosowanie inteligentnych systemów pomiarowych, analizujemy też montaż instalacji fotowoltaicznych – wylicza Mariusz Podgórski, kierownik ds. energii i klimatu, IKEA Retail Polska.

Węglowa dziura

Według prof. Andrzej Strupczewskiego z Narodowego Centrum Badań Jądrowych w Świerku to, że docelowo Polska powinna zrezygnować z mocy opartych na węglu, jest już bezdyskusyjne. – Zamiast tego możliwe są dwa źródła niskoemisyjne: energetyka jądrowa i odnawialne źródła energii. Pytanie tylko, które z nich zapewnią stabilną produkcję energii elektrycznej, obniżenie emisji CO2 i dadzą energię tanią, bez subsydiów – podkreślał Strupczewski podczas czwartkowych obrad Parlamentarnego Zespołu Górnictwa i Energii. W jego ocenie wszystkie dane przemawiają za rozwojem energetyki atomowej.

Jednak według Marcina Roszkowskiego, prezesa Instytutu Jagiellońskiego, opieranie stabilności systemu na programie jądrowym w wersji przedstawionej przez resort energii, jest zbyt ryzykowne. Według projektu krajowej polityki energetycznej pierwsza elektrownia jądrowa ma stanąć w 2033 r., a w sumie takich bloków będzie aż sześć do 2043 r. – To największy program jądrowy na świecie po Chinach, Indiach i Rosji. Jest więc bardzo ambitny, podczas gdy Polska w kwestii atomu zrobiła jak dotąd bardzo niewiele – przekonywał Roszkowski. Zwrócił też uwagę na zbyt ambitny harmonogram planowanych inwestycji i zbyt optymistyczne założenia kosztowe, bo niemal wszystkie projekty jądrowe na świecie znacznie przekraczały założony budżet. – W takiej sytuacji to ogromne ryzyko, bo energetyka jądrowa ma się pojawić w momencie, gdy z systemu wypadną nam elektrownie na węgiel brunatny. I ta dziura podażowa musi być czymś zastąpiona – zaalarmował Roszkowski.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Węgry coraz bardziej zależne od gazu z Rosji

Węgierski premier chce zwiększyć zależność kraju od surowca z Rosji. Obecnie Gazprom dostarcza 60 ...

Rosyjskie uderzenie atomowe

Koncern Rosatom ma coraz więcej zamówień na siłownie jądrowe. Prezydent Egiptu Abdel Fattah as-Sisi ...

Czeka nas nowy podatek w paliwie?

Kontrolowane przez państwo Orlen i Lotos zgodnym chórem obiecują, że nie będą przerzucać na ...

Odzysk energii cieplnej na terminalu LNG w Świnoujściu

Terminal LNG po rozbudowaniu będzie w stanie odbierać rocznie do 7,5 mld m3 skroplonego ...

Pod koniec roku łupki mogą powrócić do gry

Po raz pierwszy amerykańskie koncerny zmniejszają wydobycie ropy z pokładów łupkowych. Producenci takiej ropy ...

Arktyka za droga dla nafciarzy

Trzy wielkie koncerny naftowe zrezygnowały z licencji na złoża w amerykańskiej Arktyce. Okazały się ...