W ostatnich tygodniach Orlen i Lotos wyjątkowo dużo zarabiają na przerobie ropy. To przede wszystkim konsekwencja sprzyjającego im otoczenia makroekonomicznego.

– Od początku marca marże rafineryjne utrzymują się na bardzo wysokich poziomach (obecnie około 20 dol. za baryłkę bez tzw. dyferencjału wobec około 5 dol. – średnia długoterminowa), gdyż rynek dyskontuje zagrożenia związane z niedoborami paliw na rynku, w tym oleju napędowego, importowanego głównie z Rosji. Ponadto cały czas mamy bardzo wysoki dyferencjał Brent/Ural (około 35 dol.) – mówi Michał Kozak, analityk Trigon DM.

– W kolejnych miesiącach oczekujemy, że marże rafineryjne spadną z obecnych rekordowych poziomów, co nie zmienia faktu, że w tym roku krajowe rafinerie będą korzystać ze znakomitego otoczenia na marżach modelowych, premiach lądowych i kursach walutowych. Szczególnie pozytywnie patrzymy na perspektywy wynikowe w Lotosie, gdzie udział rafinacji w wynikach grupy jest wyższy niż w bardziej zdywersyfikowanym Orlenie, a dodatkowo wyniki będzie wspierać większy segment wydobywczy – twierdzi Kozak.

W jego ocenie obserwowany w kwietniu wzrost marż petrochemicznych również pozytywnie wpływa na wyniki Orlenu. W kolejnych miesiącach oczekuje ich normalizacji do niższych poziomów, zbliżonych do średnich z ostatnich lat.

– Wyjątkowo wysokie marże rafineryjne to m.in. konsekwencja globalnego spadku podaży ropy i paliw spowodowanego ograniczeniem ich importu z Rosji. Z drugiej strony na rynku cały czas mamy wysoki popyt na te produkty, co z kolei wynika z wciąż rozgrzanych gospodarek w Europie i Ameryce – mówi z kolei Krzysztof Kozieł, analityk BM Pekao. Dodatkowy czynnik utrzymujący popyt na paliwa – a co za tym idzie – wysokie marże rafineryjne, to m.in. obniżki VAT na paliwa, zaburzające mechanizm cenowy, który w normalnych warunkach prowadziłby do spadku popytu. Podobnie ta sprawa wygląda w wielu innych krajach. W rezultacie analityk oczekuje, że marże rafineryjne jeszcze przez jakiś czas będą wysokie.

Podobnie powinno być z marżami petrochemicznymi. – W tym przypadku podaż jest ograniczona przez bardzo drogi fracht, co utrudnia import produktów chemicznych z Azji. Co więcej, w Chinach miały istotnie wzrosnąć moce produkcyjne, ale tamtejsze inwestycje mają duże opóźnienia i nie wiadomo, kiedy ostatecznie zostaną zakończone – twierdzi Kozieł.