Mniejsze „księstwa” poszukują „seniora”, Ci za oczekują na finał rozgrywki między cesarstwem rzymskimi a papiestwem. Brak spójnej wizji między resortami, wskazuje, że wchodzimy w czas rozbicia dzielnicowego. Sojusze firm przed przyznaniem pozwoleń lokalizacyjnych dla kolejnych projektów są zgoła odmienne od poprzednich. Nakłada się na to konflikt „cesarstwa rzymskiego” z „papiestwem”, a więc rywalizacja ministerstw odpowiedzialnych za rozwój branży wydają się coraz bardziej podzieleni.

Wasal mojego wasla nie jest moim wasalem

W ubiegłym tygodniu prywatny koncern energetyczny, piąty co do wielkości producent energii elektrycznej w Polsce, ZE PAK poinformował, że stanie w szranki w walce o kolejne pozwolenia lokalizacyjne dla morskich farm wiatrowych. Rząd ma je przyznać do końca tego roku. Nowych pozwoleń lokalizacyjnych ma być 11. Aby jednak ZE PAK mogło sprostać wymaganiom, firma poszukiwała partnera technologicznego. Został nim duński potentat Orsted. Ten sam, który realizuje już dwa projekty morskich farm wiatrowych z Polską Grupą Energetyczną. Największy producent energii elektrycznej w Polsce pretenduje do miana „seniora”, który niczym w okresie średniowiecznego „rozbicia dzielnicowego”, chce zjednoczyć cały sektor. Świadczą o tym plany koncernu, który do 2040 r. chce partycypować w rozwoju 6 GW mocy zainstalowanej na morzu. Cały potencjał szacowany jest na blisko 11 GW. PGE chce więc zarządzać blisko 60 proc. aktywów w offshore. Aby tak się stało i PGE chce ubiegać się o nowe koncesje. Będzie to robić w porozumieniu z innymi polskimi firmami jak Enea i Tauron. Jednak żadna z tych firm nie ma doświadczenia w rozwoju skomplikowanych i kapitałochłonnych projektów offshore. PGE co prawda, rozwija już Orstedem dwa projekty we wspólnej spółce Baltica. Mają one produkować energię w drugiej połowie lat 20. Nowe pozwolenia dadzą perspektywę na realizację projektów pod koniec lat 20 lub na początku 30. Rodzi się pytanie czy ledwie po paru latach współpracy z Duńczykami PGE będzie gotowe do realizacji nowych projektów już bez zagranicznego partnerstwa? Prezes koncernu, Wojciech Dąbrowski nie wykluczył ostatnio, że wspólnego porozumienia trzech polskich spółek wejdzie i czwarty partner, zagraniczny. Niczym jak w średniowiecznej drabinie feudalnej, tak i w offshore porządek znany z pierwszego etatu rozwoju projektów uległ zakłóceniu. Zasada „wasal mojego wasala nie jest moim wasalem” zauważalna może być na przykładzie PGE i spółki Orsted. Niewykluczone, że dojdzie do sytuacji, kiedy dwie różne spółki-córki, mimo tożsamych udziałowców, będą ze sobą konkurować.

Kto zostanie „seniorem” offshore?

Orsted mimo intensywnej współpracy z PGE nie czekał na decyzje pretendentów do tytułu „seniora”, a więc PGE i PKN Orlen i sam poszukuje możliwości rozwoju w nowym rozdaniu. Na horyzoncie pojawia się nowy „książę”, silny strukturalnie i finansowo gigant miedziowy KGHM, który także chce uczestniczyć w kolejnych pozwoleniach lokalizacyjnych. Inn, pretendent do tytułu „władcy senioralnego”, PKN Orlen rozwija już projekty morskich farm wiatrowych razem z kanadyjskimi Northland Power. Naftowy gigant planuje także zawiązać współpracę z chemicznym Synthosem. Ta z kolei spółka ma już podpisaną umowę o współpracy z szwedzkim deweloperem Vattenfall. Orlen miał we wrześniu ogłosić powołanie wspólnej spółki celowej z Synthosem. Mimo czerwcowych zapowiedzi tak się nadal nie stało.

Mamy więc do czynienia z silnymi ruchami odśrodkowymi w sektorze. Firmy prywatne poszukują już na własną rękę możliwości rozwoju, nie czekając na liderów energetycznych w Polsce, których kontroluje Skarb Państwa. Czynnikiem, który wpływa na rosnącą niepewność w branży to prace nad kluczowym projektem rozporządzenia ministra infrastruktury w sprawie oceny wniosków złożonych w postępowaniu rozstrzygającym. Dotyczy on m.in. wymagań, które muszą spełnić firmy inwestujące w offshore wind. Zdaniem firm zagranicznych projekt w obecnej wersji wykluczy je z inwestowania w kolejne morskie farmy wiatrowe w Polsce. Prace od ponad dwóch miesięcy nie posuwają się do przodu.

W toku prac nad tym rozporządzaniem ministerstwo aktywów państwowych proponowało, aby punktacja, od której zależy przyznanie pozwoleń lokalizacyjnych opierała się m.in. na wskaźniku „zaawansowania transformacji klimatycznej”. Zaproponowany wskaźnik został wprowadzony w celu wyrównania szans na transformację klimatyczną różnych przedsiębiorstw. Im dana spółka jest bardziej obciążona generacją energii z węgla, tym ma większą szasnę na pozwolenia lokalizacyjne offshore. W założeniu ta poprawka ma usunąć bariery wejścia na nowe rynki niskoemisyjne przedsiębiorstwom, które są w początkowej fazie transformacji klimatycznej. Zdaniem firm prywatnych, które są na etapie zaawansowanej dekarbonizacji, ograniczy to ich szasnę w ubieganiu się o nowe pozwolenia lokalizacyjne.

„Konflikt papiestwa z cesarstwem rzymskim”

Na walkę książąt o tytuł „władcy i seniora”, rezonowała także rywalizacja „papiestwa z cesarstwem”. Różnicę zdań widać także między ministerstwami klimatu i środowiska, a infrastruktury. Pierwsze było bardziej sceptyczne do tzw. wskaźnika transformacji energetycznej, które ostatecznie zaakceptował resort infrastruktury. Ministerstwo kierowane przez Andrzeja Adamczyka wydaje się także bardziej zdystansowane do realizacji morskich farm wiatrowych, zwłaszcza przy rosnącej obecności partnerów zagranicznych. W tym resorcie – warto nadmienić - za gospodarkę morską odpowiada wiceminister Marek Gróbarczyk. Nie jest tajemnicą, że oba resorty rywalizowały między sobą na uchwały wskazujące Gdynię jako miejsce budowy portu instalacyjnego offshore. Mimo, że to ministerstwo Michała Kurtyki jako pierwsze złożyło taki projekt uchwały, to jednak dopiero późniejszy projekt ministerstwa Andrzeja Adamczyka został przyjęty przez Radę Ministrów. Stało się to pod koniec lipca, jednak sama uchwała do dzisiaj nie ujrzała światła dziennego. Co więcej – jak udało się nam dowiedzieć – ministerstwo infrastruktury nadal nie podpisało umowy sektorowej dla offshore, która ma stymulować rozwój branży i pozwolić na przyspieszenie prac nad rozwojem projektów. Miało być ono niechętne do inicjatyw ministerstwa klimatu i środowiska w zakresie stymulowania branży.

W poszukiwaniu Łokietka

Spory między poszczególnymi „władcami danych dzielnic”, brak spójnej wizji na szczytach władzy każe wrócić do pytania o powołanie koordynatora całego sektora offshore przy Premierze RP. Jest już co prawda pełnomocnik rządu ds. rozwoju sektora OZE. Zielona energetyka to obecnie jednak bardzo rozległy temat, a każdy z elementów podlega obecnie zmianom legislacyjnym. Pojawia się więc pytanie, czy w obliczu rozbicia dzielnicowego, inwestycyjnego i prawnego, offshore nie potrzebuje koordynatora branży na czas rozwiązania najbardziej palących spraw? Sektor i całe środowisko, zwłaszcza jej mniejsi uczestnicy mówią o powołaniu „koordynatora ponad resortowego” coraz częściej.