Wunderwaffe Waszyngtonu

USA stały się największym producentem ropy na świecie. To rewolucja w stosunkach międzynarodowych.

Publikacja: 02.10.2014 02:00

Wunderwaffe Waszyngtonu

Foto: Bloomberg

Palmę pierwszeństwa Ameryka odzyskuje po 57 latach. We wrześniu wyprzedziła Arabię Saudyjską dzięki szczelinowaniu hydraulicznemu i innym technologiom, które pozwalają na eksploatację dotąd niedostępnych złóż, przede wszystkim w Teksasie, Dakocie Północnej oraz na szelfie Zatoki Meksykańskiej. Dzięki temu produkcja ropy oraz takich paliw płynnych jak etanol i propan przekroczyła 11,5 mln baryłek dziennie, nieco więcej niż w Arabii Saudyjskiej i zdecydowanie więcej niż w Rosji (10,4 mln b/d).

– To jest rewolucja, która rozwija się w błyskawicznym tempie przed naszymi oczami – mówi „Rz" Willem Post, amerykanista z holenderskiego instytutu spraw zagranicznych Clingendel.

Produkcja samej ropy w USA jeszcze w 2005 r. wynosiła zaledwie 5 mln b/d, ale już pod koniec tego roku przekroczy 9 mln b/d. W odpowiedzi na embargo na eksport ropy przez kraje arabskie Waszyngton w połowie lat 70. XX wieku zakazał eksportu nierafinowanej ropy. Mimo to sprzedaż przez USA paliw za granicą zwiększyła się w ciągu ostatniego roku aż czterokrotnie, do 0,5 mln b/d. Jeśli, co jest coraz bardziej prawdopodobne, Waszyngton zniesie ograniczenia, Ameryka może w krótkim czasie stać się potentatem także na międzynarodowych rynkach paliw.

Ale to dopiero początek zmian. Geolodzy oceniają rezerwy ropy na terenie Stanów Zjednoczonych na 2 biliony baryłek. Kanada ma ich jeszcze więcej (2,4 bln), a kraje Ameryki Łacińskiej kolejne 2 bln. Łącznie to 6,4 bln baryłek, prawie pięciokrotnie więcej niż udowodnione złoża na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej (1,2 bln b). A to oznacza, że w całkiem krótkim czasie naftowe centrum świata przesunie się na zachodnią półkulę.

Spadek cen ropy bardzo utrudni odtworzenie postradzieckiego imperium

– Bliski Wschód będzie dla nas odgrywał coraz mniejszą rolę. To da amerykańskim władzom marżę manewru w stosunkach z Arabią Saudyjską i krajami Zatoki Perskiej, a w szczególności możliwość zdystansowania się od represji, jakich dokonują autorytarne reżimy w tych krajach – mówi „Rz" David Kramer, prezes jednego z czołowych waszyngtońskich instytutów badawczych Freedom House i były zastępca sekretarza stanu USA.

Nie oznacza to jednak natychmiastowego wycofania się Ameryki z tego regionu.

– Jesteśmy obecni na Bliskim Wschodzie nie tylko z powodu ropy, ale także naszego sojuszu z Izraelem, konieczności powstrzymania atomowych ambicji Iranu oraz dla przeciwdziałania islamskiemu fundamentalizmowi – wymienia w rozmowie z „Rz" Xenia Wickett, dyrektor programu amerykańskiego w londyńskim Chatham House.

Jeszcze większa zmiana zanosi się w stosunkach Ameryki z Rosją.

– Moskwa dysponuje dwoma podstawowymi atutami w polityce międzynarodowej: bronią energetyczną oraz wetem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ten pierwszy atut zacznie teraz tracić – podkreśla Wickett.

W połowie września rosyjski minister ds. energii Aleksander Nowak poleciał do Wiednia, aby przekonać kraje OPEC do wspólnego działania na rzecz podniesienia cen ropy na rynkach międzynarodowych. To nowość, bo do tej pory Moskwa nie współpracowała w tej sprawie z kartelem. Ale reżim Władimira Putina jest w coraz trudniejszej sytuacji. Dzięki amerykańskiej rewolucji energetycznej od połowy 2012 r. cena baryłki ropy Brent spadła ze 125 do zaledwie 92 USD. Tymczasem rosyjski budżet, który czerpie aż 40 proc. dochodów z eksportu ropy, bilansuje się tylko przy cenie 100 USD za baryłkę. Co gorsza, dla Moskwy eksperci przewidują, że w ciągu pięciu lat ceny spadną do 70 USD b/d. A kraje OPEC z Rosją współpracować nie chcą: nie tylko są uzależnione od Waszyngtonu, ale mogą także sobie pozwolić na znaczące zwiększenie eksportu (sama Arabia Saudyjska o 2,5 mln b/d) i zrekompensowanie niższych cen. Takiej możliwości Kreml nie ma.

– Spadek cen ropy bardzo osłabi reżim Putina i jego zdolność do odtworzenia postradzieckiego imperium ?– mówi David Kramer. I przypomina, że podobny spadek cen ropy w latach 80. XX wieku okazał się jednym z istotnych czynników, który doprowadził do rozpadu ZSRR.

Na razie przytłaczająca większość amerykańskiego eksportu ropy trafia do Kanady. Ale w ciągu dwóch, trzech lat to ma się zmienić. Wówczas ważnymi odbiorcami surowca staną się amerykańscy sojusznicy w Azji południowo-wschodniej, jak Japonia i Korea Południowa, a przede wszystkim państwa Unii Europejskiej.

– To bardzo wzmocni więź transatlantycką. Już teraz łączą nas wspólne wartości, sojusz wojskowy, negocjujemy z Waszyngtonem powstanie największego wspólnego rynku na świecie. Ale import ropy znacząco zacieśni współdziałanie zjednoczonej Europy ze Stanami Zjednoczonymi ?– przewiduje Willem Post.

Chiny, których import ropy szybko rośnie, perspektywę mają odmienną. Miesiąc temu w Zatoce Perskiej po raz pierwszy pojawił się znaczący okręt chińskiej marynarki. To sygnał, że Pekin szuka trwałych źródeł energii, bez której nie będzie w stanie utrzymać szybkiej ekspansji gospodarczej.

– Amerykańska rewolucja energetyczna może się okazać decydującym atutem w rywalizacji Stanów Zjednoczonych z Chinami – uważa David Kramer.

Palmę pierwszeństwa Ameryka odzyskuje po 57 latach. We wrześniu wyprzedziła Arabię Saudyjską dzięki szczelinowaniu hydraulicznemu i innym technologiom, które pozwalają na eksploatację dotąd niedostępnych złóż, przede wszystkim w Teksasie, Dakocie Północnej oraz na szelfie Zatoki Meksykańskiej. Dzięki temu produkcja ropy oraz takich paliw płynnych jak etanol i propan przekroczyła 11,5 mln baryłek dziennie, nieco więcej niż w Arabii Saudyjskiej i zdecydowanie więcej niż w Rosji (10,4 mln b/d).

Pozostało 90% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie