Bruksela uważa za niezbędne stworzenie specjalnych norm dla gazociągu – które zwykle są przyjmowane, kiedy przy inwestycji funkcjonują różne i często wykluczające się, systemy prawne.
– Powiadomiliśmy naszego niemieckiego partnera o wnioskach co do prawnej oceny projektu Nord Stream-2. Ta inwestycja nie może w całości bazować na rosyjskim prawodawstwie – uzasadniał wymóg wiceprzewodniczący KE Marosz Sefczowicz. – Musimy stworzyć specjalne formuły oraz strukturę, która zwykle jest wykorzystywana przy zderzeniu różnych systemów prawnych. A w tym wypadku jest to prawo Unii i Niemiec z jednej strony, a Rosji z drugiej – dodał.
Obowiązek przygotowania norm spadnie na Niemcy jako na kraj, który najmocniej lobbuje za rozbudową gazociągu prowadzącego po dnie Bałtyku. To największy klient Gazpromu – niemieckie firmy kupiły od Rosjan w 2015 r. 45 mld m sześc. gazu. A także partner biznesowy w spółce Nord Stream.
Rosyjski projekt forsowany przez Gazprom i jego zachodnich sojuszników (Shell, niemieckie E.On i BASF/Wintershall oraz austriacki OMV) skutecznie podzielił Unię. W listopadzie 2015 r. dziesięć państw Unii wystąpiło do KE z listem, w którym oświadczyły, że rozbudowa Nord Stream jest sprzeczna z interesami Unii. Pod listem podpisali się premierzy Bułgarii, Czech, Estonii, Grecji, Węgier, Łotwy, Litwy, Polski, Rumunii i Słowacji.
Za inwestycją ostro lobbuje austriacki OMV. W styczniu prezes koncernu zapewniał podczas Europejskiej Konferencji Gazu w Wiedniu, że rozbudowa gazociągu na dnie Bałtyku przyniesie Europie Środkowej same korzyści.