A rosnąca cena węgla to jest szansa dla polskich kopalń węgla kamiennego?
My takich kopalń w grupie nie mamy, ale skoro pan o to pyta, to przypomnę, że w 2008 r., kiedy upadał Lehman Brothers, na rynku pojawiła się panika. Ceny węgla bardzo szybko wzrosły. Wówczas też pojawiły się głosy, podobnie jak teraz, dotyczące powrotu do węgla. Szybko jednak przyszła korekta i cena spadła. Tak samo było w 2022 r., kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę. Ceny węgla wzrosły, żeby po kilkunastu miesiącach spaść. Tak samo może być teraz, kiedy trwa konflikt na Bliskim Wschodzie, a ceny węgla rosną. Moim zdaniem to chwilowa złudna pokusa, aby całkowicie wrócić do tego paliwa.
Wracając jeszcze do waszej strategii. Zakładacie, że do 2040 r. będziecie mieć 6,5 GW mocy w morskich farmach wiatrowych. To dużo czy mało?
To optymalna moc, która pozwoli nam zarabiać i dostarczać zieloną energię potrzebną systemowi. Nie oznacza to jednak, że jeśli pojawią się nowe obszary pod rozwój morskich farm wiatrowych, a system wsparcia będzie korzystny, to tego potencjału nie będziemy chcieli rozwijać. Zresztą zarówno jeśli chodzi o gaz, jak i offshore, to najpierw musi się wypowiedzieć operator – za dużo, za mało, wspieramy, nie wspieramy. Oczywiście to nie operator układa nam strategię, ale nasze inwestycje muszą uwzględniać architekturę rynku. Zresztą to same PSE nazwały siebie w swojej strategii architektem.
Czy energetyka jądrowa zagości w planach PGE mocniej niż dotychczas?
Jeśli chodzi o SMR-y, jak tylko pojawią się sprawdzone, skomercjalizowane rozwiązania, to jak najbardziej tak. Myślimy o takich technologiach i mamy kilka dobrych lokalizacji, gdzie małe reaktory jądrowe mogłyby stanąć. Póki co, SMR-y to jednak przyszłość. Doskonale wiemy, jaka jest dzisiaj dostępność i dojrzałość tej technologii.
A druga duża elektrownia jądrowa będzie z waszym udziałem?
Zgodnie z naszą strategią badamy dzisiaj kilka lokalizacji. Zmieniliśmy nazwę spółki PGE PAK na PGE EJ, bo jest już w 100 proc. naszą własnością. Jesteśmy po badaniach terenowych w Koninie, trwają zaawansowane badania w Bełchatowie, ale czekamy też na aktualizację polskiego programu jądrowego. To on pozwoli odpowiedzieć na pytanie o możliwości naszego udziału w rozwoju atomu w Polsce.
Widzi pan miejsce w systemie dla drugiej elektrowni jądrowej?
Zdecydowanie tak.
Ale już pierwszą elektrownię z trudem udało się zmieścić w systemie energetycznym i pogodzić ją z OZE.
Przypomnę ostatnią wypowiedź na temat energetyki jądrowej szefowej KE Ursuli von der Leyen: „rezygnowanie z atomu to był błąd strategiczny”. Podejście KE zmienia się i dlatego uważam, że drugi atom zmieści się w systemie energetycznym.
Powinniśmy mieć trzecią elektrownię?
Wybudujmy pierwszą, przygotujmy się do realizacji drugiej.
Prezydent powinien przyjrzeć się jeszcze raz ustawie wiatrakowej?
Zdecydowanie tak. Realnym problemem jest fakt, że od 2016 r. inwestycje w nowe moce wiatrowe na lądzie zostały praktycznie zablokowane. Mówi się o bezpieczeństwie narodowym, a zapominamy, że musi ono uwzględniać też bezpieczeństwo energetyczne, a wiatraki są jego częścią.
Czy jeśli wojna na Bliskim Wschodzie potrwa dłużej niż 4-5 tygodni i przerodzi się w wielomiesięczny konflikt, to za prąd w przyszłym roku zapłacimy więcej?
Dzisiaj problemem jest cena gazu, a nie bezpieczeństwo dostaw. Kierunki dostaw gazu do Polski mamy bardzo szeroko zdywersyfikowane. Posiadamy własne zasoby gazu w Polsce i w Norwegii, a także sprowadzamy gaz LNG głównie ze Stanów Zjednoczonych. Udział katarskiego gazu jest niewielki. Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest jednak dynamiczna i nikt nie jest w stanie dziś w sposób odpowiedzialny przewidzieć jej wpływu na rynki paliw i energii na świecie.
Na przykład przełożyć kontraktacje.
Na przykład. Możemy zakupić potrzebną energię na rok następny na rynku w późniejszych miesiącach.
Jeśli jednak wojna potrwa dłużej, to skutki wyższych cen energii weźmie pan na spółkę, czy będzie oczekiwał wsparcia państwa?
Jedną z ważnych ról dużych koncernów energetycznych takich jak PGE jest ochrona klientów. Ceny energii w Polsce dla gospodarstw domowych są regulowane, więc decyzje dotyczące ewentualnego wsparcia są zawsze przedmiotem ustaleń między państwem, regulatorem, a spółką. To jednak czysto teoretyczna rozmowa, bo na tym etapie wszyscy obserwujemy rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Kiedy słyszy pan, że w systemie energetycznym jest 50 GW mocy w niestabilnych źródłach, to jest to bardzo bezpieczne, czy jednak pojawia się ew. ryzyko zachwiania stabilności?
Nie demonizujmy OZE. Wszystko zależy od odpowiedniego zaprojektowania wszystkich pozostałych elementów systemu elektroenergetycznego.
Jesteśmy bezpieczni, gdy mamy więcej OZE?
Tak, jesteśmy bezpieczni pod warunkiem działających źródeł w podstawie oraz rosnącego udziału magazynów energii. Wracamy do naszej dyskusji o bezpieczeństwie dostaw.
Tzw. ukrytym kosztem OZE są koszty bilansowania OZE, a więc koszty związane z zapewnieniem rezerwy na wypadek, kiedy OZE nie pracują.
Antidotum są magazyny energii oraz gazowe źródła szczytowe.
W ciągu najbliższych 24 miesięcy, jak pan widzi ceny prądu w Polsce?
Ceny dzisiaj mają określony poziom, a ceny energii na giełdzie są stabilne i to jest dobry prognostyk na przyszłość. Nie widzę powodów do niepokoju po stronie klientów.
Teraz cena energii na TGE kształtuje się na poziomie 420-440 zł za MWh. Jest szansa, abyśmy w umowach na rok następny zeszli poniżej 400 zł?
Pierwsze propozycje cen na 2027 r. będziemy przedkładać do URE za ponad pół roku. Jest wiele czynników, które mają wpływ na cenę energii, którą już teraz kontraktujemy na przyszły rok. Z jednej strony trwa wojna na Bliskim Wschodzie, z drugiej w systemie ETS może dojść do korzystnych zmian z punktu widzenia odbiorców – to wszystko będzie miało wpływ na ceny.