Taryfy na gaz szybko nie znikną

Fotorzepa, Borys Skrzyński Borys Skrzyński

Choć Komisja Europejska naciska na Polskę, by ta doprowadziła do deregulacji cen surowca, na razie nie dojdzie do ich uwolnienia. Rodzimy regulator przekonuje, że liberalizacja rynku w naszym kraju znajduje się na jeszcze zbyt wczesnym etapie.

Stworzenie przez Gaz-System jednolitego, tzw. wirtualnego punktu zakupu gazu oraz rozpoczęcie sprzedaży na Towarowej Giełdzie Energii stworzyły podstawy dla liberalizacji tego rynku. Kolejną ważną zmianą było wprowadzenie ustawowego obliga giełdowego i wynikający z niego podział PGNiG na dwie spółki. Tym samym płynność na TGE znacząco wzrosła a dla wszystkich przedsiębiorstw obrotu gazem w Polsce zostały stworzone porównywalne warunki w zakresie kosztów zakupu gazu ziemnego. Do pełnego uwolnienia rynku wciąż jednak daleka droga – tak oceniają zachodzące reformy uczestnicy debaty „Rynek od nowa, czyli liberalizacja w sektorze gazu”, która odbyła się w ramach forum Eco Energy Summit w Rzeszowie.

Taniej nie będzie?

Mimo trwającej liberalizacji Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo wciąż pozostaje dominującym graczem z gigantyczną przewagą rynkową nad konkurentami. Zdaniem Macieja Bando, prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, w takiej sytuacji trudno mówić o uwalnianiu rynku.

– Co to jest za liberalizacja skoro jest tylko jeden dostarczyciel gazu na giełdę. Cały czas jesteśmy na początku drogi. Trzeba zrobić krok na przód – przekonuje regulator.

Dariusz Włodarczyk, dyrektor Biura Regulacji i Taryf PGNiG Obrót Detaliczny tłumaczy jednak, że spółka stale traci swoją pozycję rynkową, a umacniają się konkurenci. – Jeszcze kilka lat temu do rywali należało ledwie 2-3 proc. rynku. Dwa lata temu mieliśmy 95-proc. udziały w rynku. W ubiegłym roku spadły one poniżej 90 proc. Sądzę, że w 2015 r. będą jeszcze mniejsze – mówi Włodarczyk i podkreśla, że statystyki te nie obejmują zakupów dokonywanych przez odbiorców bezpośrednio z importu.

– W rzeczywistości udział konkurentów w rynku jest już bowiem całkiem spory. Niewątpliwie PGNiG przestał być monopolistą a i można dyskutować o jego dominującej roli – zaznacza.

Pobudzenie konkurencji sprawiło, że rynek zaczął walczyć o klientów. Na razie dużych odbiorców biznesowych.

– Pojawiają się konkurencyjne oferty. Istnieją już przesłanki by ten segment zwolnić z taryfowania. A w dalszej perspektywie należy spodziewać się podobnej walki o indywidualnych odbiorców gazu. Ta część rynku też musi być uwolniona i myślę, że będzie to z korzyścią dla wszystkich – mówi Dariusz Włodarczyk.

Zwolnienie gazu kupowanego przez odbiorców przemysłowych z taryfowania i uwolnienie cen dla gospodarstw domowych domaga się od nas Komisja Europejska. W zeszłym miesiącu Polska przegrała sprawę przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, bo nie określiliśmy do kiedy będziemy utrzymywali ceny regulowane. – KE oczekuje, że rząd przedstawi taki harmonogram. Wiem, że takie prace już trwają i spodziewam się, że niebawem taki kalendarz zostanie uzgodniony z Brukselą. Liczę, że w konsekwencji rynek w płynny sposób będzie uwalniany – wyjaśnia Maciej Bando.

Choć teoretycznie efektem liberalizacji ma być presja na cenę, nie należy spodziewać się, by zniesienie taryf doprowadziło do spadku rachunków za gaz.

– Nie ma kraju w Europie, w którym liberalizacja przyczyniła się do obniżki cen. I to jest duże ryzyko – przyznaje prezes URE i dodaje, że mowa o uwolnieniu cen w Polsce to na obecną chwilę mrzonki.

Rynek nie dojrzał

Małgorzata Szymańska, dyrektor Departamentu Ropy i Gazu w Ministerstwie Gospodarki, podkreśla, że rząd znajduje się w trudnej sytuacji.

– Polska jest między młotem a kowadłem. Z jednej strony KE oczekuje, że nasze regulacje będą w pełni zgodne z dyrektywami i ustaleniami Rady Europejskiej. Wszystkie kraje UE nie mają już cen regulowanych dla sektora przedsiębiorstw, w niewielu pozostały taryfy dla gospodarstw domowych. Z drugiej strony wiąże nas długoterminowy kontrakt gazowy z Gazpromem z dosyć sztywnymi formułami cenowymi. Dominującym graczem na rynku gazu wciąż jest jedna firma i odbiorca nie ma swobody wyboru ofert. Rynek nie dojrzał do pełnego uwolnienia. Przed nami wyzwanie, by opracować kompromis pomiędzy oczekiwaniami KE a naszymi uwarunkowaniami – wyjaśnia dyrektor Szymańska.

Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, przekonuje, że z deregulacją nie można się spieszyć.

– Ten proces musi następować w sposób rozważny. Nie chodzi o liberalizację dla samej liberalizacji. Beneficjentem ma być odbiorca. Dla tych dużych odbiorców, jak huty szkła czy przemysł chemiczny, które uzależnione są od gazu, dzika liberalizacja byłaby niebezpieczna. Podobnie zresztą jak dla najmniejszych odbiorców, czyli gospodarstw domowych – tłumaczy.

Eksperci przekonują, że w przyszłym rok obraz rynku gazu może znacząco jednak zmienić uruchomienie terminala LNG.

– Możliwość importu LNG z dowolnego miejsca na świecie da zupełnie inną pozycję negocjacyjną kupującym. Gazoport posłuży dalszej liberalizacji – podkreśla dyrektor Biura Regulacji i Taryf PGNiG Obrót Detaliczny

Według Jerzego Miszczaka, dyrektora ds. tradingu w spółce Energia dla firm, choć gaz katarski, zakontraktowany przez PGNiG, nie jest tani, terminal może przyczynić się do obniżek cen.

– Polska po 2020 roku może stać się hubem gazowym w regionie, w którym traderzy będą handlować gazem. To byłaby bardzo korzystna sytuacja dla rodzimego rynku – dodaje.

Rozbudowa gazociągów

Niezbędnym warunkiem dla liberalizacji rynku gazu jest rozbudowa infrastruktury transportowej dla tego surowca, a zwłaszcza połączeń transgranicznych – interkonektorów z sieciami gazowymi innych krajów UE oraz terminala LNG. W ciągu sześciu ostatnich lat Gaz-System wybudował ponad 1,2 tys.km gazociągów, dwie tłocznie oraz 41 stacji gazowych. Wartość tego programu wyniosła ponad 3,8 mld zł (z tego ok. 1,2 mld zł pochodziło ze środków unijnych).

– Realizujemy kolejne projekty. To głównie elementy składowe korytarza gazowego Płn.-Płd., który jest jednym z priorytetów UE. W fazie projektowania znajdują się trzy interkonektory: z Czechami, Słowacją i Litwą. Na wszystkie uzyskaliśmy dofinansowanie – mówi Elżbieta Kramek, zastępca dyrektora Pionu Rozwoju w spółce Gaz-System.

W ubiegłym tygodniu spółka oraz litewski operator systemu przesyłowego AB Amber Grid, podpisali umowę trójstronną z unijną Agencją Wykonawczą ds. Innowacyjności i Sieci (INEA) w sprawie pomocy finansowej dla budowy połączenia międzysystemowego. Z Brukseli popłynie na ten cel 295,4 mln euro (z tego Litwini otrzymają do 55 mln euro). Szacowana wartość budowy transgranicznego łącznika, który ma być gotowy w 2020 r., to w sumie 492,2 mln euro. Z Polski będzie można tłoczyć na Litwę 2,4 mld m sześc. gazu rocznie a w przeciwnym kierunku 1 mld m sześc.

Polska dzięki inwestycjom w łączniki transgraniczne zyska także możliwości techniczne importu 6,5 mld m sześc. gazu z Czech i 5,7 mld m sześc. ze Słowacji. W obu przypadkach istniej możliwość rozbudowy do 10 mld m sześc.

– Mamy jeszcze projekt budowy połączenia z Ukrainą. Będzie można nim przesyłać na Wschód 5-8 mld m sześc. surowca. Na razie jesteśmy na etapie studium wykonalności tej inwestycji – wyjaśnia Elżbieta Kramek.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Trudna walka ze smogiem

Polska należy do krajów o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w Unii. Jak to zmienić? Według ...

Moskwa pod cyfrowym prądem

Rosyjska stolica – największe miasto Europy, jako pierwsza w Rosji przejdzie na pełną cyfryzację ...

Nieuchronność zieleni

Bez względu na rekompensaty dla firm dystrybuujących energię, a także specjalne preferencje dla energochłonnych ...

Orlen uruchamia pierwsze ładowarki

Kierowcy pojazdów elektrycznych i hybrydowych mogą już ładować swoje auta przy trasie Katowice-Warszawa. Do ...

Elektromobilność wpłynie na działalność Orlenu

To perspektywa 5-10 lat. Wtedy liczba elektrycznych samochodów będzie na tyle zauważalna, że będziemy ...

Szwecja zgodziła się na Nord Stream-2

Rząd Szwecji zgodził się na przejście rosyjskiego gazociągu przez swoje wody terytorialne. Teraz Gazpromowi ...