Workers connect drill bits and drill collars, used to extract natural petroleum, on Endeavor Energy Resources LP’s Big Dog Drilling Rig 22 in the Permian basin outside of Midland, Texas, U.S./Bloomberg
Foto: energia.rp.pl
Inwestorzy zdecydowanie większą uwagę przywiązują do tego, co się dzieje na froncie wojny handlowej. Tutaj także pojawiły się pozytywne informacje. – Stronie popytowej na rynku ropy naftowej pomogły w ubiegłym tygodniu również rozbudzone na nowo nadzieje na porozumienie handlowe USA i Chin. W sobotę Robert O’Brien, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w amerykańskiej administracji, potwierdził, że tzw. porozumienie pierwszej fazy może zostać zawarte jeszcze w bieżącym roku. Te deklaracje nadeszły tuż po ubiegłotygodniowych doniesieniach o zaproszeniu amerykańskich negocjatorów do Chin, by kontynuować negocjacje. Na razie sytuacja wokół porozumienia USA–Chiny pozostaje niepewna. Rozmowy przeciągają się już w czasie na tyle znacząco, że wielu inwestorów nie wierzy w kolejne zapewnienia o bliskości kompromisu. To natomiast w dużej mierze przyczynia się do nerwowych ruchów cen ropy naftowej – wyjaśnia Sierakowska.
– OPEC przegrał wojnę podażową, teraz wszystko zależy od Chin oraz Stanów Zjednoczonych. Tym jednym zdaniem można podsumować wszystkie najważniejsze czynniki na rynku ropy naftowej, które będą decydować o zmienności w przyszłym roku – mówi Michał Stajniak, analityk X-Trade Brokers. – Teoretycznie porozumienie o cięciu produkcji będzie trwało jeszcze przez pierwszy kwartał przyszłego roku, ale istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo jego przedłużenia. Niemniej dla rynku ropy w kontekście ewentualnych silniejszych zwyżek nie ma to większego znaczenia. Ostatnia decyzja z lipca tego roku nie wniosła nic do panującego układu sił na rynku. OPEC mógłby ruszyć rynkiem jedynie w przypadku zgody na większe cięcia produkcji, choć trudno oczekiwać, że uda się to osiągnąć – dodaje Stajniak.