Swoje dołożyła pandemia koronawirusa, która wpłynęła na spadek zapotrzebowania na energię elektryczną i na węgiel. To pogrążyło krajowe kopalnie. Zamrożenie niektórych inwestycji i renegocjacje podpisanych już umów z dostawcami zapowiedział niedawno największy krajowy producent węgla – Polska Grupa Górnicza. Zarząd PGG szuka w ten sposób oszczędności i ratuje się przed utratą płynności finansowej. Z możliwością ograniczenia tegorocznych nakładów, w przypadku dalszego rozwoju pandemii, liczą się także inne spółki, w tym Lubelski Węgiel Bogdanka. Zarówno PGG, jak i Jastrzębska Spółka Węglowa ogłosiły już zaistnienie siły wyższej w relacjach ze swoimi kontrahentami.
Władze Famuru alarmują, że spodziewają się w 2020 r. większego spadku nakładów inwestycyjnych u swoich klientów, niż szacowali jeszcze na początku lutego. – Już widzimy, że zmniejszone wydobycie oraz zmiana organizacji pracy u głównych kontrahentów na skutek pandemii przekładać się będzie na obniżenie przychodów grupy Famur z tytułu nowych dostaw, dzierżaw oraz usług serwisowych – zaznacza Bendzera. Zmniejszenia przychodów spodziewa się także zarząd Fabryki Sprzętu i Narzędzi Górniczych Fasing. Z uwagi na spadek zapotrzebowania na prąd o ryzyku zmniejszania inwestycji w branży węglowej i powstawaniu zatorów płatniczych mówią również władze Bumechu, oferującego roboty górnicze.
Ostatnie dwa lata były dla firm pracujących dla kopalń owocne w kontrakty. Jak podaje Agencja Rozwoju Przemysłu, inwestycje tylko w górnictwie węgla kamiennego mocno w tym czasie wzrosły. W 2017 r. wyniosły niemal 1,6 mld zł, w 2018 r. 2,8 mld zł, a w 2019 r. już 3,9 mld zł. Według analityków szczyt koniunktury na rynku węgla jest już za nami.