Państwa koncern świętuje 50 lat istnienia w niezbyt sprzyjających dla OZE okolicznościach. Mam wrażenie, że rynek energetyczny traci nieco zapał do inwestycji w tej branży.
To mylne przekonanie, czego dowodem są liczby. W ciągu ostatnich pięciu lat od naszych akcjonariuszy pozyskaliśmy ok. 4,5 mld euro na inwestycje w naszą spółkę celową EDP Renewables, jak i w całe EDP. Oczywiście po drodze napotkaliśmy wiele problemów. Mieliśmy kryzys zadłużeniowy w Portugalii w 2010 r., kiedy to nasze aktywa stały się niewypłacalne i firma była bliska bankructwa. Ale udało nam się z tego wyjść. Mieliśmy kryzys energetyczny wywołany agresją Rosji na Ukrainę czy wojną na Bliskim Wschodzie. Udało nam się przetrwać wiele różnych kryzysów, a wiele innych firm nie przetrwało. Myślę więc, że jednym z naszych sukcesów jest to, że przetrwaliśmy wszystkie te różne kryzysy w przeszłości i teraz wyszliśmy z nich silniejsi i więksi. Nasze wyniki znacząco się poprawiły. W ciągu ostatnich kilku lat nasz zysk netto wzrósł z około 800 mln euro do około 1,3 mld euro.
Jesteście jednym z największych deweloperów lądowych farm wiatrowych w naszym kraju. Jak ocenia Pan polski rynek?
Jesteśmy w Polsce od prawie 20 lat. To właściwie jeden z najlepszych rynków, jakie mamy. Zbudowaliśmy już w Polsce ponad 1 GW mocy w wietrze na lądzie. Wcześniej głównie inwestowaliśmy w wiatr, teraz więcej zapału poświęcamy fotowoltaice. Poprzez udziały w naszej spółce celowej z Engie – Ocean Winds do 2028 r. oddamy do użytku także morską farmę wiatrową BC-Wind o mocy 390 MW. Polska jest więc dla nas kluczowym rynkiem. Myślę, że to jeden z najatrakcyjniejszych rynków europejskich.
Mimo restrykcyjnej ustawy odległościowej, ograniczającej budowę nowych farm na lądzie?
Nadal uważamy, że to prawo jest zbyt restrykcyjne, a interesy mieszkańców można chronić równie skutecznie, nie ograniczając zakresu inwestycji w lądowe farmy wiatrowe. Polska wciąż ma duży potencjał, a technologie i w konsekwencji cena energii wiatrowej byłyby w Polsce bardzo konkurencyjne. Niestety, uzyskanie nowych pozwoleń jest bardzo trudne, ponieważ niektóre z tych przepisów nadal się nie zmieniły. Jesteśmy zagorzałymi zwolennikami zmiany prawa, która powinna ułatwić budowę. Myślę, że to jeden z największych problemów Europy w ogóle. Polska nie jest wyjątkiem. Europa musi być bardziej niezależna energetycznie, a wiatr na lądzie jest tu najtańszą alternatywą, nawet z kosztami stabilizowania go innymi źródłami energii. Wierzymy, że odnawialne źródła energii są o wiele bardziej konkurencyjne niż gaz, są bardziej konkurencyjne niż węgiel. I nie tylko są bardziej konkurencyjne cenowo, ale i bardziej stabilne.
Czytaj więcej
Portugalski gigant energetyczny, firma EDP wchodzi mocniej do Japonii. Firma uruchomiła dużą farmę fotowoltaiczną w ramach współpracy z Amazonem. S...
Jak niestabilne źródło energii, jakim jest wiatr, może dać stabilne ceny?
Ponieważ można zawrzeć długoterminowe umowy PPA (kupna-sprzedaży energii) i nie ma tam zmienności. Nie trzeba się martwić o to, czy Cieśnina Ormuz zostanie zamknięta, czy nie. Jeśli zbudujemy farmę wiatrową, mogę zawrzeć stałą cenę na 20 lub 30 lat. Zdecydowanie opowiadamy się za poprawą systemu wydawania koncesji i pozwoleń w Europie ogólnie i w Polsce.
Jakie inwestycje planujecie w Polsce?
W energetykę słoneczną i magazyny energii już inwestujemy. Perspektywy są dobre zarówno w sektorze energii słonecznej, jak i magazynów energii. Uważamy, że w Polsce jest bardzo dobrze zaprojektowany system wsparcia w postaci aukcji i kontraktów różnicowych (CFD). Problemem jest tylko energetyka wiatrowa. W 2026 r. EDP uruchomi 240 MW nowych mocy wytwórczych w obszarze czystej energii, a nasz portfel projektów może pozwolić na rozwój od 200 do 300 MW rocznie do 2030 r. Jeśli chodzi o Polskę, gdybyśmy mogli budować jeszcze szybciej, byłoby oczywiście lepiej dla każdej ze stron. Przykładem naszych inwestycji niech będzie projekt z Grupą CLIP. Chodzi o bateryjny magazyn energii na terenie centrum logistycznego pod Poznaniem. W ramach projektu powstaną cztery systemy BESS o łącznej mocy 8 MW i pojemności 20 MWh. Magazyn będzie mógł pracować z pełną mocą przez 2,5 godziny, wspierając Grupę CLIP w bardziej efektywnym zarządzaniu zużyciem energii. Projekt pokazuje rosnące zainteresowanie klientów przemysłowych i komercyjnych elastycznymi rozwiązaniami energetycznymi instalowanymi bezpośrednio na terenie ich obiektów.
Portugalska firma uczestniczy w budowie morskich farm wiatrowych na Bałtyku, mówiąc o konkurencyjnych cenach prądu, a sama ich nie buduje u siebie. Dlaczego?
Bo morskie farmy wiatrowe mogą być bardzo konkurencyjne cenowo na Morzu Północnym i Bałtyku, na płytkich akwenach, ale już nie na głębokim Atlantyku. Koszty inwestycji byłyby niewspółmiernie wysokie względem korzyści. Inaczej jest na Północy, gdzie akweny są płytkie, a więc i koszty budowy relatywnie niższe.
Czytaj więcej
Portugalia, która odczuła skutki ubiegłorocznego blackoutu w Hiszpanii, nie winni OZE jako przyczyny przerwy w dostawach energii. Przedstawiciele r...
Inwestujecie w fotowoltaikę, a tylko w tym roku do końca czerwca w efekcie wyłączeń instalacji fotowoltaicznych w Polsce z powodu nadpodaży energii, nie wyprodukowano 1,2 TWh energii.
To problem całej Europy i efekt ograniczeń technicznych i ekonomicznych. Wciąż nasze sieci nie są dostosowane do rozwoju OZE. Mamy też ograniczenie ekonomiczne, które polega na tym, że jest dużo energii odnawialnej, a cena spada do zera. Samoograniczanie produkcji oznacza, że zasadniczo nie musimy produkować, ponieważ cała energia została już dostarczona przez energię odnawialną. Więc stopniowo zmniejszamy produkcję energii, aby uniknąć ujemnych cen. Rozwiązaniem jest tu magazynowanie energii w bateryjnych magazynach lub inwestycje w sieci, aby pomóc w przesłaniu tej energii tam, gdzie jest potrzebna, ponieważ czasami produkuje się dużo energii w jednym miejscu, a jest ona potrzebna gdzie indziej, ale sieć nie może jej przesłać, bo nie jest dostatecznie rozbudowana.
Tylko zarówno inwestycje w sieci, jak i w magazyny to duży wydatek. Pytanie brzmi, kto za to zapłaci i dlaczego konsumenci?
Pytanie z tezą, ale podołam. Czy wie Pan, że kraje o najniższych cenach w Europie to te z najwyższym udziałem odnawialnych źródeł energii? Kraje północnej Skandynawii, które mają dużo energii wodnej, a także Portugalia i Hiszpania mają o ok. 20-25 proc. niższe ceny energii niż w przeciętnym europejskim kraju i znacznie niższe niż w Polsce.
Dlaczego?
Ponieważ mamy bardzo wysoki poziom udziału odnawialnych źródeł energii. Na przykład, nie odczuliśmy skutków na rynku energii elektrycznej wynikających z ograniczenia podaży gazu w efekcie zamknięcia żeglugi przez Cieśninę Ormuz. Nie odczuliśmy też skutków wojny na Ukrainie. Znam dane dla Włoch, które są mocno zależne od gazu. W tym kraju 85 proc. godzin w ciągu roku lub więcej to gaz kształtuje cenę prądu. Na Półwyspie Iberyjskim to tylko 15 proc. godzin w ciągu roku, a w pozostałe godziny to odnawialne źródła energii ustalają cenę, a jest ona znacznie niższa i stała. Dlatego mamy niższe ceny w pozostałej części Europy. Konsument ostatecznie płaci mniej. Jeśli nie zdecydujemy się na te inwestycje, jaka jest alternatywa? Alternatywą jest płacenie za gaz, który pochodzi z importu. Koszty inwestycji w sieci są zaś rozłożone na wielu odbiorców i przez to wpływ tych inwestycji na rachunek jest niewielki. Nawet z ujęciem tych inwestycji w sieci i magazyny energii miks energetyczny zbudowany na OZE pozwoli na niższe ceny prądu.
Czytaj więcej
Jak wynika z najnowszego raportu, do niespotykanej dotąd awarii dostaw prądu, w wyniku której Hiszpania i Portugalia zostały pozbawione prądu na ki...
Będę kontynuował rolę „adwokata diabła”. Ciemną stroną odnawialnych źródeł energii są koszty stabilizacji źródeł, na przykład zimą.
Tych dni jest relatywnie mniej niż korzyści wynikających z wiatru i słońca. Bilans i tak wyjdzie korzystniej z ujęciem tych dni, kiedy trzeba posiłkować się gazem, ale, powtarzam jeszcze raz, wówczas nie gaz wyznacza nam cenę energii przez cały rok.
Są jednak w UE kraje, które, mając OZE, nie chcą rozbudowania sieci.
Tak, są to kraje skandynawskie, a wie Pan dlaczego nie chcą tego robić? Bo nie chcą oni eksportować swojej taniej energii, pochodzącej z OZE, a w tamtym wypadku pochodzącej z energetyki wodnej.
Skoro tak, to potrzebne są ogromne inwestycje w sieci energetyczne w nadchodzących latach. Co Komisja Europejska powinna zmienić, aby te inwestycje się zmaterializowały w kontekście procesu wydawania pozwoleń?
To jest ogromny problem dla Europy. Komisja Europejska zrobiła już wiele. Myślę, że teraz wdrożenie tych planów jest bardziej w gestii państw członkowskich. Mamy już dyrektywę RED III, która wskazuje na maksymalnie dwuletni okres wydawania pozwoleń dla OZE, na punkt kompleksowej obsługi i na nadrzędny interes publiczny. Wiele z zaleceń, które pojawiły się po wojnie na Ukrainie, nadal nie zostało wdrożone do 2026 r. Myślę, że Europa nie musi produkować więcej papierowych dokumentów ani więcej zaleceń. Myślę, że to kraje członkowskie i organy regulacyjne muszą uprościć i ujednolicić proces wydawania pozwoleń.
W Polsce, ale i w innych krajach uważa się, że to OZE stało za przyczyną ubiegłorocznego blackoutu w Hiszpanii, którego skutki dotarły do Portugalii.
To nieprawda. W systemie energetycznym Hiszpanii wystąpił nagły skok napięcia. Operator systemu w Hiszpanii działał zbyt blisko minimalnych parametrów technicznych. Sieć działała przy bardzo wysokim napięciu, zbyt blisko dopuszczalnych wskaźników bezpieczeństwa. To ewidentnie błąd w zarządzaniu siecią, a nie wina tej czy innej instalacji. Raport stowarzyszenia europejskich operatorów sieci ENTSO-E wskazuje, że to operator systemu nieprawidłowo obsługiwał sieć. Poziom napięcia był zbyt wysoki, co spowodowało, że niektóre elektrownie, zarówno cieplne, jak i odnawialne, zaczęły się wyłączać. To wywołało efekt kaskadowy. Operator w Hiszpanii powinien wówczas zapewnić większą redundancję w systemie. To błąd operacyjny.
Czytaj więcej
Zgodnie z obiegowym stereotypem, przestawianie energetyki na odnawialne źródła energii to domena niewielkich państw. Tymczasem Hiszpania już w tym...
Jak chronić nasz system energetyczny na przyszłość przed takimi zdarzeniami?
Podkreślę jeszcze raz, blackout nie miał nic wspólnego z OZE. Ten problem mógł wystąpić także przy braku odnawialnych źródeł energii. To błąd systemowy polegający na działaniu przy zbyt wysokim napięciu. Jak można się zabezpieczyć? Trzeba wdrożyć rozwiązania kontroli częstotliwości i napięcia, np. poprzez mechanizmy rynkowe, mocowe. Tu rozwiązaniem mogą być też magazyny energii, które mogą uchronić nas przed takimi skokami napięcia. My, na Płw. Iberyjskim staramy się teraz zapewnić większą odporność systemu, oddając do użytku coraz więcej elektrowni wodnych i magazynów energii, aby zapewnić większą redundancję i zapewnić większą poduszkę bezpieczeństwa. Tu muszę powiedzieć, że operatorzy systemów często dążą do uzyskania jak najniższych kosztów, a czasami trzeba zapłacić nieco więcej, aby zapewnić odporność na wypadek takich zdarzeń.
I to, że „czasem trzeba zapłacić więcej” jest tą ciemną stroną odnawialnych źródeł energii?
Nie, to nie ma nic wspólnego z odnawialnymi źródłami energii, chodzi o odporność systemu. W USA też występują przerwy w dostawie prądu w niektórych miejscach. To nie ma nic wspólnego z OZE.